Delegacja chińska wylądowała w Waszyngtonie w czwartek 9 maja. Spotka się z przedstawicielami USA, aby omówić umowę handlową. To powinno wywołać zamieszanie w wojnie handlowej między tymi dwoma krajami. Czy nie?
Chińska delegacja wylądowała na kilka godzin przed tym, jak prezydent USA Donald Trump zamierzał podnieść cła importowe na szereg chińskich towarów z 10% do 25%. Co więcej, takie same cła zostaną nałożone na praktycznie wszystkie inne towary „Made-in-China”, które do tej pory nie zostały objęte wojną handlową.
Dziwne tweety
W niedzielę 5 maja Trump podjął decyzję o podniesieniu ceł importowych i ogłosił to na Twitterze. Te wiadomości były, moim zdaniem, co najmniej dziwne. Stało się tak, ponieważ prezydent 2 dni wcześniej (w piątek, 3 maja) napisał na Twitterze, że porozumienie jest w zasięgu ręki. W Chinach współpracownicy prezydenta Xi Jinpinga wykupili znaczną część jego kalendarza (na czerwiec), aby mógł przyjechać do Waszyngtonu i podpisać umowę.
Ale nagle pojawił się tweet z Białego Domu. Jaki jest powód tego pozornego zły czas? Podejrzewam, że prezydent czuje się silny, gdyż wzrost gospodarczy w pierwszym kwartale tego roku wyniósł 3,2%. Oznacza to, że tempo wzrostu przyspieszyło w porównaniu z końcem 2018 r. i znacznie przewyższyło oczekiwania różnych analityków. Ponadto spadła również inflacja w USA.
Skrzydła
Połączenie tych wszystkich czynników dodało Trumpowi skrzydeł. Gdy Trump rozpoczął wojnę handlową z Chinami w zeszłym roku, wielokrotnie powtarzano mu, że doprowadzi ona do niższego wzrostu gospodarczego i wyższej inflacji. Wbrew temu, co napisał na Twitterze, że Chiny zapłacą za lata nadużyć w stosunkach handlowych ze Stanami Zjednoczonymi, w rzeczywistości rachunek spadnie na obywateli USA (w postaci wyższych cen).
Teraz wzrost, jak powiedziano, okazuje się, że jest wyższy niż wielu sądziło, a inflacja spada, wyobrażam sobie, że prezydent Trump uważa, że nadszedł moment, aby wywrzeć jeszcze większą presję na Chiny. W rezultacie uważa, że może wynegocjować lepszą umowę dla Stanów Zjednoczonych.
Wybory prezydenckie jako powód
Mogę sobie również wyobrazić, że brane pod uwagę były zeszłoroczne wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Dzięki takiemu podejściu Trump może po raz kolejny pokazać, że nie boi się podejmować zdecydowanych działań i nie pozwoli, aby Stany Zjednoczone zostały zmanipulowane. Na Twitterze napisał również, że Chiny wycofują się z porozumień zawartych w ostatnich tygodniach i miesiącach. Wielu amerykańskich wyborców docenia takie zachowanie i jego podejście może przybliżyć go do reelekcji.
Będzie to obowiązywać niezależnie od tego, czy Chiny pójdą na kompromis, czy nie. Jeśli Pekin tak zrobi, prezydent Trump będzie mógł powiedzieć, że jego podejście działa. Jeśli Pekin tego nie zrobi, prezydent może powiedzieć, że woli nie podpisać umowy niż podpisać porozumienie, które jest niekorzystne dla Stanów Zjednoczonych. Pasuje więc idealnie do jego hasła wyborczego „Uczyńmy Amerykę znów wielką”.
Strategia negocjacyjna
Traktuję jego tweety jako część jego strategii negocjacyjnej mającej na celu przygotowanie się do przyszłorocznych wyborów, a nie jako policzek wymierzony Chinom. Do zawarcia umowy handlowej dojdzie, ale później, niż oczekiwano, a opóźnienie wynika z tweetów Trumpa. Zarówno Chiny, jak i Stany Zjednoczone wiedzą, że potrzebują porozumienia. Oczywiście, obaj prezydenci muszą być w stanie sprzedać ostateczną umowę w swoich krajach. Tweety, które Trump wysłał w niedzielę 5 maja, jeszcze bardziej utrudniły zadanie jego chińskiemu odpowiednikowi. Szybkie zawarcie umowy można teraz uznać za porażkę.
Czy to oznacza, że ostrzeżenie, iż protekcjonizm prowadzi do niższego wzrostu i wysokiej inflacji jest błędne? Nie. Należy pamiętać, że protekcjonizm potrzebuje czasu, aby spowolnić wzrost gospodarczy i nakręcić inflację. Ceny, jakie firmy pobierają między sobą, nie zmieniają się zbyt szybko. W krótkim okresie na wzrost gospodarczy i inflację wpływa wiele innych czynników.