Dziś rynek kontraktów terminowych odbił ostrożnie. Przy zamku, który był o kilka centów wyższy, dno wydaje się być widoczne przez jakiś czas. Jednak to wszystko nie było przekonujące, biorąc pod uwagę obrót zaledwie 55 kontraktami.
Rynek kontraktów terminowych ciągle porusza się jak przestraszona mysz i najwyraźniej nie jest w stanie wznieść się ponad rynek fizyczny i rozliczenia gotówkowe. Brak nabywców jest dobrą ilustracją problemu. Na rynku kontraktów terminowych wyróżniamy dwa rodzaje nabywców:
Po pierwsze, kupujący, którzy kupują, ponieważ uważają, że rynek będzie nadal rósł (spekulanci lub podmioty przetwarzające). Po drugie, mamy sprzedawców, którzy chcą wycofać swoje pozycje i tym samym odkupić swoją pozycję sprzedaży. Oba typy nabywców nie wykazują obecnie chęci zmiany dostawcy.
Zabezpieczający się często sprzedawali swoje ziemniaki po rozliczeniu ceny rozliczenia gotówkowego i dlatego nie są w stanie zamknąć swojej pozycji i czekać do ostatecznego rozliczenia w tygodniu 17. Spekulacyjnie kupujący czekają na nowe impulsy, zanim znów się ruszą. Naturalnie, rynek fizyczny odgrywa tu istotną rolę.
W tym przypadku przyjęto postawę wyczekującą. Większość przetwórców nie zgłasza obecnie dodatkowego zapotrzebowania na ziemniaki. W takim przypadku popyt musi pochodzić z eksportu. Produkt radzi sobie całkiem nieźle, ale jest skierowany głównie do najwyższego segmentu rynku. Szczególną popularnością cieszy się odmiana Agria.
Pytanie więc brzmi, czy rynek może cofnąć się jeszcze bardziej? Biorąc pod uwagę niedowartościowanie rynku kontraktów terminowych, w porównaniu do rozliczenia gotówkowego na poziomie 25,60 EUR, nie jest to konieczne. Oczywiście, rynek fizyczny może wyznaczać trend spadkowy. Jednak niewielka ilość darmowych ziemniaków dostępnych w Belgii i Holandii nie spowoduje tsunami podaży ze strony plantatorów, którzy obawiają się, że przegapili okazję. Rozwój sytuacji zależy zatem od wiosny i ewentualnego eksportu do Szwajcarii, Europy Południowej i Anglii.
