W Europie nadal obowiązują dobre ceny frytek, wyższe od kosztów. Natomiast znaczenie rynku wstępnie smażonych frytek wydaje się na całym świecie rosnąć. W szczególności zmiany sprzedaży i cen w tym sektorze zdają się mieć wpływ na kształtowanie się cen.
Powszechnie wiadomo, że w ciągu ostatnich 5 lat firmy zajmujące się przetwórstwem frytek odnotowały ogromne zyski. Zaowocowało to ogromnym wzrostem mocy przetwórczych. W sezonie 2017/18 cztery kraje UE (Belgia, Holandia, Niemcy i Francja) dysponują mocami przetwórczymi wynoszącymi ponad 4 milionów ton ziemniaków. To ponad dwukrotny wzrost w ciągu 10 lat.
Rosnący popyt wydaje się nie mieć końca
Tylko w ubiegłym roku belgijski przemysł zainwestował ponad 300 milionów euro w nowe moce przetwórcze (znaczne inwestycje miały miejsce również w latach ubiegłych, patrz tabela). Jest to bezprecedensowe rozszerzenie. Globalny popyt na gotowe produkty wydaje się stale rosnąć. To tylko kwestia czasu, zanim magiczny próg 1 miliarda euro sprzedaży zostanie przekroczony. Dotyczy to łącznej wartości eksportu wstępnie smażonych chipsów sprzedawanych poza Europę.
| 2014 | 2015 | 2016 |
| € 115.500.000 | € 167.200.000 | € 309.700.000 |
Plantatorzy podążają za wzrostem przetwórców, a obszary nadal się powiększają. W tym roku przewiduje się zwiększenie powierzchni UE-4 o 5–7 procent. I to pomimo braku sadzeniaków. Skala uprawy ziemniaków również znacząco wzrasta. W ciągu ostatnich 5 lat zainwestowano rekordową kwotę w mechanizację uprawy ziemniaków, np. w maszyny do przechowywania i zbioru. Międzynarodowe agencje badawcze przewidują wzrost popytu na produkty wstępnie smażone o około 5 procent rocznie. To również wyjaśnia znaczące inwestycje.
Pęknięcia w sprzedaży międzynarodowej
Jednak w międzynarodowej sprzedaży wstępnie upieczonych produktów powoli zaczynają pojawiać się pewne pęknięcia. Pierwszy sygnał pochodzi z Ameryki. Sprzedaż w tym kraju spadła w zeszłym miesiącu aż o 11 procent. To głównie Azja nie wzięła udziału.
Ponadto Europa także ma swoje problemy. Na początku było cło importowe z Brazylii. Ze względów protekcjonistycznych kraj chce chronić swój rynek wewnętrzny przed „dumpingiem” tanich frytek z Europy. Również Brexit może mieć poważne konsekwencje dla sprzedaży wstępnie upieczonych produktów z krajów UE-4.
Ponadto, niedobór kontenerów w kierunku Bliskiego Wschodu i Azji. Koszty transportu gwałtownie rosną, co niweluje przewagę taniego euro.
Na koniec mamy jeszcze kwestie geopolityczne napięcia w kraju takim jak Turcja wpływając na międzynarodową sprzedaż produktu wstępnie upieczonego. Turcja w ostatnim czasie również znacząco zwiększyła swoje moce przetwórcze. Dzięki temu kraj ten jest bardzo konkurencyjny na stałych rynkach zbytu krajów UE-4. W ubiegłym roku wolumen eksportu Turcji wzrósł o ponad 36.000 XNUMX ton.
Coraz mniejsze uzależnienie od głównych mocarstw
Ameryka i Europa łącznie zaspokajają 93 procent światowego zapotrzebowania na produkty wstępnie smażone. Szybko rosnące ceny frytek i uzależnienie od tych dwóch kontynentów sprawiają, że wiele krajów aktywnie rozszerza własną produkcję. W rezultacie mają nadzieję na zmniejszenie zależności od mocarstw.
Zjawisko to stało się w ostatnich latach widoczne również w światowym popycie na mleko w proszku. Popyt był tak duży, że inwestowano bez ograniczeń w moce przetwórcze w Europie. Ostatecznie okazało się, że kraje azjatyckie zgromadziły większe zapasy, wzrost gospodarczy był nieco rozczarowujący i w rezultacie spadł także popyt na mleko w proszku. Spowodowało to gwałtowny spadek cen mleka w proszku.
Kwota pieniędzy obecnie inwestowana w rolnictwo w Azji i Rosji powinna również sprawić, że kraje te staną się mniej zależne od krajów takich jak Europa i Ameryka. To odnosi się również do ich zaopatrzenia w żywność.
Czas pokaże, czy od razu zauważymy to na światowym rynku produktów wstępnie wypieczonych. A czy drzewa rzeczywiście rosną do nieba, pozostaje kwestią otwartą.
