Polska jest coraz częściej postrzegana jako podwórko zachodnioeuropejskiego przemysłu frytek. Sami Polacy również są ambitni i chętni do wprowadzania swoich produktów na rynek UE. Jest duża szansa, że w tym roku kraj znów będzie miał obfite dostawy ziemniaków. Czy będą rozczarowani ceną?
W ubiegłym roku w Polsce zebrano ponad 9 mln ton ziemniaków Binnen, pochodzące z 307.000 2 hektarów. Spadek o 2015% w porównaniu z XNUMX rokiem. To niewiele jak na polskie warunki. Dzięki profesjonalizacji upraw, nadal istnieją duże gospodarstwa rolne. Posiadają one dogłębną wiedzę na temat uprawy. Pozwala to na zwiększenie produkcji przy jednoczesnym zmniejszeniu areału.
Zwiększenie powierzchni
Oficjalne dane pod koniec lipca nie są jeszcze dostępne, ale osoby z wewnątrz szacują, że powierzchnia uprawy frytek wzrośnie w tym roku o około 5%. Jest to wzrost porównywalny z powierzchnią upraw w krajach UE-5. Dotyczy to upraw prowadzonych przez profesjonalnych rolników, a nie małych gospodarstw z hektarem. Podczas gdy w Holandii cena wynosiła 1 centów lub więcej, w Polsce wahała się między 20 a 10 centami. Frytkownice w Niemczech, Holandii i Belgii były w stanie dostarczać polskie ziemniaki w kluczowych momentach minionego sezonu.
Fabryki się rozwijają
Polskie fabryki frytek zwiększyły swoje moce produkcyjne na sezon 2017-2018. Zarówno zachodnie firmy McCain, Farm Frites i Frito Lay, jak i polscy przetwórcy ziemniaków, powiększyły areał upraw lub zgłaszają zapotrzebowanie na ziemniaki. Popyt na ziemniaki jadalne utrzymuje się na stabilnym poziomie, a areał upraw pozostaje niezmieniony.
Tekst jest kontynuowany pod wykresem.
Chcesz zobaczyć więcej wykresów? Odwiedź Baza danychTo część Twojej subskrypcji.
Zimna wiosna dobrze się zregenerowała
Kraj doświadczył wyjątkowo zimnej wiosny, co spowodowało późne sadzenie ziemniaków. Śnieg spadł nawet 4 maja. Z perspektywy czasu, późne sadzonki są również najlepsze. Jest to częściowo zależne od odmiany. Zwłaszcza tam, gdzie rośliny posadzono wcześnie, liczba bulw była rozczarowująca. Ostatecznie plony dobrze się zregenerowały, przy wystarczającej wilgotności. Dotyczyło to zwłaszcza północnej części kraju. Mniej opadów spadło na południowym zachodzie. Wschód, w kierunku granicy z Ukrainą, jest bardziej suchy niż zachodnia Polska. Spodziewane są tam straty plonów spowodowane suszą. W innych częściach kraju sytuacja nie ma miejsca.
Dużo opadów
Podobnie jak w Niemczech, polskie pola doświadczyły w ciągu ostatniego tygodnia obfitych opadów deszczu. Deszcz spodziewany jest również w najbliższych dniach. Są to lokalne, intensywne opady deszczu, które mogą nagle przynieść dziesiątki milimetrów deszczu. Obecnie temperatura przekracza 30 stopni Celsjusza. Mimo opadów, temperatura praktycznie nie spada. Idealna pogoda na zarazę ziemniaka. Zaraza ziemniaka występuje więc w całym kraju. Istnieje również obawa przed zarazą bakteryjną ziemniaka. Z powodu ulewnych deszczy przetchlinki bulw są otwarte.
Nie spryskiwać na śmierć
W szczególności północna Polska doświadcza obecnie bardzo wilgotnych warunków. Według informatora, pola sadzeniaków nie mogą zostać zabite, ponieważ opryskiwacz nie może wniknąć w pole. Niezapoczątkowanie zabicia naci w odpowiednim czasie skutkuje większymi rozmiarami ziemniaków. Dostawcy sadzeniaków również zauważają wzrost zainteresowania sadzeniakami certyfikowanymi. Stosowanie „nasion z zapasów rolnych”, gdzie część zbiorów jest zachowywana do ponownego zasadzenia w przyszłym roku, staje się coraz rzadsze. Zmniejsza to ryzyko chorób i zwiększa plony.
Dokąd się udać z dodatkowymi kilogramami?
Z polskiej perspektywy układanka idealnie pasowała w zeszłym sezonie. Dodatkowe 2,8 miliona ton polskich ziemniaków posłużyło do częściowego uzupełnienia luki w produkcji ziemniaków w Europie Zachodniej. Szczególnie Holandia i Niemcy odniosły sukces. To kontrowersyjny, ale realny fakt. W tym sezonie nie przewiduje się obecnie takiego niedoboru. Plantatorzy w Polsce również są tego świadomi. Z drugiej strony, na horyzoncie widać większy areał upraw i jeszcze lepsze zbiory.
Co więcej, eksport do innych krajów UE pozostaje kwestią wrażliwą. Choć jest to nieco łatwiejsze, wymaga dużej kontroli. Dlatego kraj ten polega na wschodnich sąsiadach w sprzedaży swoich zbiorów. Jednak nie jest jeszcze gotowy. Gra jeszcze się nie skończyła, o czym wiedzą plantatorzy.