2.000 maja na ulice Warszawy wyjdzie około 23 polskich rolników, którzy będą strajkować. W ten sposób mają nadzieję uzyskać od rządu wyższe ceny za ziemniaki, cebulę i inne warzywa. Miesiące negocjacji nic nie dały, co spowodowało zaostrzenie debaty.
Unia Warzywno Ziemniaczana: Związek Plantatorów Ziemniaków i Warzyw wzywa polskich rolników do demonstracji w Warszawie w środę 23 maja. Związek spodziewa się zmobilizować około 2.000 rolników. Demonstranci maszerują ulicami stolicy pod siedzibę premiera Mateusza Morawieckiego.
Spory zestaw wymagań
Stowarzyszenie plantatorów spotykało się przez 2 miesiące z Ministerstwem Rolnictwa, ale bez skutku. Ma całą listę żądań, na które chce odpowiedzieć. Niektóre z głównych założeń to większe wsparcie dla rolników, otwarty rynek na poziomie Europy Zachodniej i surowe kary za „niewłaściwe wykorzystywanie” żywności.
To nie pierwszy strajk związków zawodowych. Miało to już miejsce w kilku innych polskich miastach, rozsianych po całym kraju. „Negocjacje z ministerstwem prowadzimy od marca, bez rezultatu” – mówi prezes Michał Kołodziejczak. „Jedyne, co nam powiedziano, to to, że nie wolno nam strajkować i że powinniśmy brać przykład z francuskich rolników. Strajkują w sposób «przyjazny»”.
Brak zaufania do służby
W odpowiedzi ministerstwo stwierdziło, że dialogu nie należy prowadzić na ulicy, ale w biurze. 9 maja w oświadczeniu oświadczyła, że jest otwarta na negocjacje, ale tylko pod warunkiem ustania strajków. Związek nie ma już zaufania do wpływu resortu rolnictwa na politykę krajową i po prostu „odwiedza” samego premiera.
Kołodziejczak: „To, co zaczęło się od niezadowolenia plantatorów ziemniaków i warzyw, obecnie rozprzestrzeniło się na cały sektor. Niezadowoleni z tej polityki są także hodowcy trzody chlewnej i mleka. Tania żywność jest importowana i sprzedawana w supermarketach pod polską marką. Konsumenci jedzą w ten sposób żywność z niskiej jakości, bo to nigdy nie jest sprawdzane. Handlowcy nie są zainteresowani sprzedażą polskich produktów.”
Jedna organizacja producentów
Jeśli Kołodziejczak postawi na swoim, powinna powstać nowa organizacja producentów. Wszystkie sektory rolnictwa muszą się w tym zjednoczyć. „W ten sposób gromadzimy ludzi, którzy mają odwagę bronić praw polskich rolników”. Jak sami przyznają, ta nowa organizacja zyskała szerokie poparcie w całym kraju.
Nowa organizacja wysłała do premiera list zawierający 23 punkty, w związku z którymi rząd musi podjąć działania. Oprócz systemu równych dotacji (lub całkowitego zniesienia ich w Unii Europejskiej) i większej liczby kontroli importu produktów rolnych, wspomina się także o zakazie uboju rytualnego i hodowli na futra oraz relaksującego polowania.
Gdyby to zależało od rolników, polskie produkty powinny zawsze znajdować się na przodzie sklepu, kraj zamknąłby granice z Ukrainą i otworzyłby drogę eksportowi do Rosji i Europy. Ministerstwo nie daje żadnych sygnałów, że poważnie podchodzi do żądań.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.