Po szalonej przejażdżce w ostatnich tygodniach rynek kontraktów terminowych na kontrakt z kwietnia 2020 r. wszedł na spokojniejsze wody. Po zamknięciu i spadkach na początku tygodnia, rynek wydawał się bliski stabilizacji w tym tygodniu. Jednakże zaufanie do rynku jest niskie, a wśród uczestników rynku kontraktów terminowych panuje strach.
Najważniejszymi elementami są: pogoda, plony, wzrost i kształtowanie się cen na rynku fizycznym. Jeśli spojrzymy na pogodę, na obszarach suchych nadal brakuje wody. W kilku innych obszarach panowała ulga i wydaje się, że plony wracają do zdrowia po fali upałów. Niedawne próbne karczowanie pokazuje, że poletka ogólnie radziły sobie dość dobrze.
O tej porze roku plony są o 10–15% wyższe niż w roku ubiegłym. Jest to jednak również logiczne, biorąc pod uwagę sytuację w zeszłym roku (susza i upały w prawie całej Europie). Różne dane dotyczące zbiorów testowych (w tym prognoza pogody na następne 10 dni) pokazują, że na większości obszarów uprawy ziemniaków można uzyskać średnie zbiory.
Z pewnością są wyjątki. Achterhoek i prowincja Drenthe to najbardziej suche obszary w Holandii. Północ Niemiec, Polska i Flandria Zachodnia wydają się znajdować poniżej średniej z pięciu lat. Jednak na przykład w południowo-zachodniej Holandii (gdzie w zeszłym roku doszło do katastrofy) spadło znacznie więcej wody, a plony wydają się być średnie lub dobre. W nadchodzących tygodniach stanie się jasne, jaki wzrost może jeszcze nastąpić i/lub czy uprawa nadal ma potencjał do rozsądnego lub dobrego odrostu.

Rynek fizyczny
Kolejnym ważnym czynnikiem jest rozwój rynku fizycznego. Rynek był początkowo pozytywny ze względu na suszę i upały. Fabryki miały trudności z uzyskaniem wystarczającej ilości surowców, działki były (i są) trudne do zbioru ze względu na suchą i twardą glebę, a plony są rozczarowujące, co oznacza, że trzeba oczyścić wiele hektarów, aby zapełnić ciężarówki.
To właśnie te okoliczności sprawiły, że jeszcze 3 tygodnie temu fabryki płaciły aż do 25 euro za 100 kilogramów wczesnych ziemniaków. Ponadto głównymi siłami napędowymi rynku były i są głównie fabryki belgijskie. Uderzające jest to, że holenderskie fabryki prawie nie przychodzą na rynek, aby kupić ziemniaki. Wolumeny kontraktów są tak duże, że można je obejść i dlatego nie muszą znajdować się na rynku. Obserwacja rynku, który faktycznie może być zaopatrywany w surowce ze względu na niskie plony.
W szczególności holenderscy przetwórcy są objęci takim ubezpieczeniem, że działają na otwartym rynku jedynie w ograniczonym zakresie. Jeśli zbiory zostaną opóźnione lub stare zbiory będą trwać dłużej, szybko zapewni to pokrycie więcej niż wystarczające, co oznacza, że na rynku dziennym nie trzeba będzie kupować nic lub niewiele. Daje to rynkowi „niesamowite wrażenie”, a tym samym podważa zaufanie do dobrego rynku.
Stwórz rynek
Rynek musi teraz zostać utworzony z handlu, eksportu lub innych okolicznych zagranicznych przetwórców, którym brakuje zasięgu lub którym brakuje ziemniaków kontraktowych z powodu nieurodzaju. Na razie popyt ten będzie musiał pochodzić z krajów sąsiednich (dotyczy przetwórców ziemniaków).
Polska zgłasza, bo występuje częściowy nieurodzaj. Wydaje się, że Niemcy osiągają dobre zbiory na wielu obszarach (Nadrenia i Bawaria), co oznacza, że ziemniaki mogą być transportowane na terenie całego kraju. Belgijscy przetwórcy nadal mają kontrolę, ale nie prowadzi to do wzrostu cen. W piątek 9 sierpnia Belgapom w spokojnym nastroju podał cenę 12,50 euro za wczesne ziemniaki. Oznacza to obniżkę o 2,50 €.
