Chiny służą jako kraj przewodni w światowym kryzysie koronowym. Epidemia nie tylko zaczęła się tutaj, ale także przygląda się, jak wirus dalej się rozwija i jaki ma to wpływ na codzienne życie. Obejmuje to ponowne otwarcie branży gastronomicznej. Nowe dane dotyczące eksportu jasno pokazują, że nie oznacza to od razu ożywienia sprzedaży frytek.
Ponad miesiąc temu napisał mówimy o rosnącym eksporcie frytek do Chin. Pod koniec kwietnia branża gastronomiczna została ostrożnie wznowiona i mieszkańcy mogli ponownie wyjść na zewnątrz. W maju zasady te zostały jeszcze bardziej złagodzone. Oznacza to, że przy jednym stole może usiąść kilka osób, a Chińczycy mogą poruszać się nieco swobodniej. Czasami wirus ponownie wybucha i nakładane są lokalne blokady.
Fałszywe poczucie pewności siebie
Po spadku w lutym, w marcu import chipów do Chin znacznie wzrósł. O 50% więcej sprowadzono, m.in. z Holandii. Sektor został w ten sposób zwabiony fałszywym poczuciem pewności siebie, a ożywienie sprzedaży było w zasięgu ręki. Teraz, gdy znane są dane za kwiecień, jasne jest, że start branży gastronomicznej nie musi oznaczać natychmiastowego odbicia konsumpcji.
W kwietniu import frytek i mrożonych produktów ziemniaczanych do Chin zmniejszył się o ponad połowę. O ile w marcu sprowadzono prawie 12.000 tys. ton, o tyle miesiąc później wielkość ta spadła do niecałych 5.000 tys. ton. Najniższy poziom nienotowany od 6 lat. W porównaniu do roku poprzedniego wszyscy główni dostawcy musieli dokonać znacznych cięć. Turcja, która odnotowała znaczną poprawę stosunków handlowych z tym krajem, dosłownie spadła do 0. Dotyczy to także Nowej Zelandii, która wcześniej na tym skorzystała.
Więcej amerykańskich frytek
W kwietniu w USA odnotowano wzrost wolumenów w porównaniu do miesiąca poprzedniego. Jeśli porównamy wynik z kwietniem 2019 r., zauważalny jest spadek o prawie 50%, choć kraj pozostaje zdecydowanie największym dostawcą. Jest prawdopodobne, że chińskie państwowe przedsiębiorstwa zakupowe w ramach umowy fazy pierwszej kupowały już produkty od Amerykanów przed osiągnięciem tego najniższego poziomu.
Europejscy dostawcy również musieli pójść na znaczne ustępstwa. Wielkość eksportu Belgii spadła o 80%, a Holandii o 45%. Niemcy i Francja dostarczyły więcej produktu, ale dotyczy to dziesiątek ton, a nie setek. Uderzające jest to, że ceny płacone za tonę pozostały stabilne lub co najwyżej nieznacznie spadły. W przypadku Holandii za tonę frytek płaciło się nawet znacznie więcej. Wysoki poziom cen również nie sprzyja eksportowi.
Ruch żeglugowy
Jak wspomniano, sytuacja w Chinach wcale nie jest normalna. Koronawirus może wystąpić także lokalnie rozgorzeć, jak na przykład w mieście Jilin w połowie maja. Ponadto ruch żeglugowy jeszcze nie został przywrócony, a koszty transportu kontenerów chłodniczych są znacznie wyższe. Tymczasem chiński rząd stara się pobudzić gospodarkę, na przykład dodatkowym dniem wolnym. Zrezygnowała jednak ze swojego celu wzrostu na poziomie 5,5%. W pierwszym kwartale chińska gospodarka skurczyła się o prawie 7%.