Plantatorzy twierdzą, że polska fabryka chipsów Fritar obniżyła o połowę swoje obecne ceny kontraktowe na rok zbiorów 2020. Drastyczna decyzja, podjęta z myślą o negatywnych oczekiwaniach na nadchodzący sezon sprzedażowy.
Fritar twierdzi, że jest największym polskim producentem przetworów ziemniaczanych, głównie mrożonych frytek, ale także mrożonych owoców i warzyw. Fabryka zlokalizowana jest na wschód od Krakowa i powstała w 1972 roku. Po upadku muru przedsiębiorstwo zostało sprywatyzowane i sprzedane w 2001 roku. Dziś największym udziałowcem jest krakowska firma Iglokrak.
Po wzroście następuje halving
Pod koniec lipca plantatorom przedstawiono nowy kontrakt, w którym cena kontraktowa na rok zbiorów 2020 dotyczy jedynie połowy zakontraktowanego tonażu. Są to kontrakty o stałej cenie na 40 ton na hektar z nachyleniem w górę 40 mm. Fritar płaci pierwotną cenę kontraktową za 50% wolumenu. Druga połowa zostanie wypłacona w wysokości 60% pierwotnej ceny. Polska firma zaznacza też, że nie jest zainteresowana zbędnymi kilogramami.
Producent, który Boerenbusiness spoke wskazał, że zaakceptuje nowe warunki. Przez ostatnie 2 lata Fritar podniósł cenę kontraktową w połowie sezonu, aby zrekompensować plantatorom znacznie niższy plon z powodu suszy. Klasyfikacja wielkości została również zmniejszona z 40 mm do 35 mm. Jednak osoby z wewnątrz uważają, że firma może stanąć w obliczu pozwów sądowych.
Nie wiadomo dokładnie, dlaczego firma decyduje się na ten krok, ale pewne jest, że ma to związek ze konsekwencjami kryzysu koronowego. Fritar sprzedaje stosunkowo duże ilości produktów w swoim kraju supermarketom. Inaczej niż na przykład w Holandii, w Polsce smażenie w głębokim tłuszczu w domu nie jest powszechne. Konsumpcja domowa nie wzrosła podczas blokady. Ponieważ jest to stosunkowo niewielka fabryka, wtajemniczeni uważają, że jest to czysta strategia przetrwania dla gracza z Krakowa.
Inne fabryki nie są uwzględnione
Dwóch głównych graczy w Polsce; McCain (południowy zachód) i Farm Frites/Aviko (północ) nie majstrują przy swoich kontraktach w trakcie sezonu. Jednakże firma Farm Frites wdrożyła przed sezonem politykę zniechęcającą, aby zachęcić hodowców do uprawy mniejszej liczby ziemniaków. Podobnie jak w Holandii, oferowano za to rekompensatę, ale w większym zakresie. Pozostali producenci również zasygnalizowali już, że nie są zainteresowani darmowymi ziemniakami nieobjętymi umową. Hodowcy to zgłaszają. Dotyczy to także branży chipsów, która w Polsce jest stosunkowo duża.
Trudno ocenić, jak skuteczna była polityka zniechęcania dla całego obszaru. Dane dotyczące powierzchni Polski, które wahają się pomiędzy 300.000 330.000 a XNUMX XNUMX hektarów, pokazują, że wzrost w tym roku po 2 bardzo suchych porach roku. Dzieje się tak głównie za sprawą większej powierzchni ziemniaków stołowych. Po bardzo wysokim poziomie cen z lat 2019-2020, który utrzymywał się w Polsce niemal przez cały sezon, rolnicy uprawiający ziemię masowo zasadzili wczesne ziemniaki. Duzi plantatorzy ziemniaków na frytki również zaczęli bardziej skupiać się na ziemniakach stołowych.
Rynek stołowy przepełniony
W tej chwili rynek w Polsce jest przepełniony. Wczesne ziemniaki są powszechnie dostępne. Dodatkowym problemem jest to, że ziemniaki, które nie nadają się do prania, muszą znaleźć miejsce, a którego nie ma. Dobre plony dają kupującym duży wybór. Najwyższej jakości ziemniaki odpowiedniej odmiany można obecnie osiągnąć w cenie 9 euro za 100 kilogramów. Ceny są zdecydowanie negatywne. W ciągu 2 tygodni cena spadła z 2 do 3 euro. Tam, gdzie w zeszłym sezonie import był duży, w tym roku nie ma takiej potrzeby. Eksport też jest trudny.
Pomimo szczególnego sezonu wegetacyjnego oczekiwania na nadchodzące zbiory są pozytywne wydajność. Polska także zmaga się z falą upałów. Pod koniec lipca barometr wskazywał już 35 stopni. Plantatorzy wahają się przed podjęciem nawadniania, ponieważ nastroje rynkowe na nadchodzący sezon w ich własnym kraju są bardzo negatywne. Nawadnianie jest jednak konieczne, aby uzyskać odpowiednio dużą masę podwodną i niską zawartość cukru. Początkowe partie już borykają się z problemami.
Reset sektora
Znawcy nie chcą jeszcze chować sezonu 2020-2021 do grobu, ale wskazują, że będzie to trudna sytuacja. Uprawy są przeciętnie w dobrej kondycji i na pewno nie brakuje. Nawet wtedy, gdy susza nadal hamuje wzrost. Jakość pozostaje problemem; istnieją również obawy dotyczące hamowania kiełkowania. Rozpylanie MH jest znane (w Polsce znane jako Fazor), ale z celownikiem 1,4 nie ma prawie żadnych doświadczeń. Problemy mogą pojawić się w drugiej połowie sezonu magazynowego. Znawcy są przekonani, że konsekwencje będą zauważalne także w sezonie 2021-2022, zwłaszcza gdy pojawi się nowa fala infekcji. Może to wymusić reset w sektorze ziemniaków w kraju, co spowoduje spadek areału.