Czasami rynki stają się niezrównoważone z powodu ekstremalnych sytuacji. Oznacza to, że kierunki dla produktów inne niż te, dla których zostały wyhodowane, mogą być atrakcyjniejsze niż podążanie utartym szlakiem.
Taka sytuacja ma obecnie miejsce na rynku ziemniaków. Jest rzeczą oczywistą, że rynek jest zły i wiadomo również, że nie ma popytu ze strony stałych nabywców. PCA podała cenę od 1 do 2 euro za ziemniaki z pola, zauważając, że nie było handlu ani popytu.
Dane te mogą wprowadzać plantatorów w błąd, ponieważ rzeczywiście istnieje popyt. Jednak popyt nie pochodzi od istniejących klientów. Plantatorzy, którzy dostarczyli swój kontraktowy wolumen do stałego klienta, stoją teraz przed decyzją, czy „dostarczyć” resztę ziemniaków, czy też zostawić ją w spokoju i szukać alternatywnych sposobów sprzedaży.
Żądania dotyczące handlu paszami
Przetwórcy, którzy przyjmują ziemniaki w ilości przekraczającej ustaloną cenę, płacą za to od 1 do 1,50 euro. Pytanie, dokąd pójdą. Czy trafiają do fabryki, czy trafiają do płatków, czy też kilogramy są sprzedawane przemysłowi skrobiowemu? Tarowanie zawsze ma miejsce.
Największym zapotrzebowaniem na darmowe ziemniaki jest handel paszą na paszę, ale także plantatorzy skrobi, którzy mają jeszcze miejsce w kontraktach z Avebe. Ponadto ceny są obecnie wyższe lub równe cenom procesorów, ale bez tarowania i praktycznie bez szans na odrzucenie. Oznacza to, że w przypadku ziemniaków darmowych można osiągnąć nieco wyższy bilans.
Dodatkową zaletą jest to, że tych ziemniaków już naprawdę nie ma na rynku i dlatego góra ziemniaczana jest szybciej usuwana. Nieco więcej wysiłku wymaga hodowca, aby znaleźć alternatywne źródła sprzedaży (1–2 rozmowy telefoniczne), ale wtedy hodowca pomaga sobie i rynkowi.