Pomimo trwających działań zapobiegawczych, produkcja chipów przebiega wyjątkowo dobrze. W styczniu ubiegłego roku w Holandii przetworzono jeszcze więcej ziemniaków niż w styczniu 2020 r., zanim w świecie zachodnim weszły w życie wszystkie środki koronacyjne. Od dłuższego czasu nastroje są ponure. Do grudnia panował ogólny pogląd, że ceny ziemniaków w tym roku nie ulegną poprawie. Po sylwestrze nastrój chyba się zmienił, a ceny poszły w górę. Jak to pogodzić z opowieściami o przemyśle przetwórczym, który działa na ograniczonych obrotach?
Dużo mówi się o fabrykach, które obecnie częściowo wypiekają chipsy, które następnie wysyłane są do chłodni jako zapasy. Jednak kilku wtajemniczonych ma co do tego wątpliwości. Ziemniaki są obecnie stosunkowo tanie, więc z tego punktu widzenia wydaje się to logiczne. Jednak na początku kryzysu koronowego zapasy mrożonych frytek znacznie wzrosły. Pojemność chłodni nie jest nieograniczona. Wraz ze wzrostem popytu rosną również ceny magazynowania.
Mając na uwadze niepewność co do dalszego przebiegu kryzysu koronowego, utrzymywanie przez producentów bardzo dużych zapasów jest ryzykowne. Zdecydowana większość frytek jest zatem sprzedawana. Ale które strony są obecnie kupującymi?
Nie wszystkie lokale gastronomiczne są zamknięte
Branża cateringowa w Europie jest w dużej mierze zamknięta. Oznacza to, że zniknął ważny rynek zbytu. Różne strony podają, że import i eksport w Europie spadł o 15–20% w porównaniu z rokiem poprzednim.
Dużą rolę odgrywa zanik wydarzeń, festiwali i zawodów sportowych z udziałem publiczności. To tutaj zwykle spożywa się dużo frytek. Jeśli oglądasz mecz piłki nożnej przed telewizorem, prawdopodobieństwo, że zjesz paczkę chipsów jest mniejsze, niż gdybyś był na stadionie. Następuje zwrot w kierunku sprzedaży mrożonych chipsów w sprzedaży detalicznej. Trudno dokładnie określić, jak duża jest to zmiana.
Dostarczanie nowej normalności
Nie jest też tak, że wszystkie lokale gastronomiczne są zamknięte. Przykładowo, jeśli spojrzymy na kwartalne dane McDonald's za 2020 rok, to widzimy wyraźny spadek obrotów do 3,76 miliarda dolarów w drugim kwartale 2020 roku. Rok wcześniej było to jeszcze 5,34 miliarda dolarów. Sprzedaż wzrosła w trzecim i czwartym kwartale, osiągając odpowiednio 5,31 miliarda dolarów i 5,42 miliarda dolarów. W 2019 roku przychody wyniosły 5,35 miliarda dolarów w trzecim kwartale i 5,43 miliarda dolarów w czwartym kwartale. Liczby te odnoszą się do światowego obrotu firmy.
Nie możemy przekładać danych McDonald's jeden do jednego na inne restauracje. Można sobie wyobrazić, że inne sieci fast foodów, bary z przekąskami i restauracje również z powodzeniem przestawiły się na dania na wynos i dostawę. Produkt taki jak frytki nadaje się do odbioru i dostawy. Producenci odpowiadają na to, oferując na przykład frytki w panierce, które dłużej zachowują świeżość. W końcu potrzeba wśród konsumentów pozostała. Popyt spadł, ale nie jest to największy spadek.
Eksport ożywia się
Kraje Azji i Oceanii wkrótce po wybuchu epidemii wprowadziły bardzo rygorystyczne środki, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa koronowego. W rezultacie życie publiczne na dotkniętych obszarach praktycznie zamarło na wiele miesięcy. Polityka się sprawdziła. Wirus jest tam w dużej mierze pod kontrolą i życie publiczne wróciło do normy. Weźmy pod uwagę na przykład Australian Open w zeszłym tygodniu, na którym ponownie pojawiła się publiczność.
To ożywienie znajduje również odzwierciedlenie w eksporcie chipów. Kilku znawców donosi, że eksport do tych regionów obecnie ponownie rośnie i ponownie przekracza poziom sprzed wybuchu korony. Dodatkową zachętą są stosunkowo niskie ceny.
Zniekształcony obraz
W całej branży do marca 2020 roku przewidywano kilkuprocentowy globalny roczny wzrost rynku frytek. Producenci zareagowali na to i w ostatnich latach zwiększyli swoje moce produkcyjne o około 30%. To rozszerzenie tworzy zniekształcony obraz przy porównywaniu różnych lat. Jeżeli producent podaje, że pracuje na 80% mocy, to w liczbach bezwzględnych oznacza to, że produkcja jest na poziomie sprzed kilku lat. Fabryki chipów funkcjonują obecnie na poziomie średniej z 5 lat.
Dane NEPG z jesieni ubiegłego roku pokazują, że obszar w Europie Północno-Zachodniej wzrósł o 5% w ciągu ostatnich 7,7 lat. Wzrost ten jest mniejszy niż wzrost mocy produkcyjnych. Oznacza to, że nawet bez korony występuje nadwyżka mocy produkcyjnych.
W drugim kwartale zaobserwowaliśmy wyraźny spadek popytu na frytki. Popyt na frytki następnie wzrósł stosunkowo szybko. Przewidywany wzrost rynku chipów nie nastąpił. Ale z pewnością nie jest tak, że frytek się już nie je. Dodajmy do tego fakt, że część zbiorów na początku tego sezonu została skierowana w inne miejsce, a obraz rynku chipsów nagle wygląda zupełnie inaczej.