Ze względu na umiarkowane warunki rynkowe istnieje grupa plantatorów ziemniaków niechętnych zawieraniu kontraktów na ziemniaki. Po krótkim ożywieniu na rynku pod koniec lutego, rynek ponownie znajduje się w dół. Nie poprawia to nastroju na nadchodzący sezon. A gdy kończy się czas na zawieranie umów. Przecież pierwsze sadzeniaki już poszły do ziemi.
Zrozumiałe jest, że istnieje grupa hodowców, którzy nie tylko podpisują się pod krzyżem. Ceny kontraktowe są ogólnie rzecz biorąc niższa niż w zeszłym roku a przemysł chce zebrać mniej ton z hektara. Rosną koszty uprawy. Rozważmy na przykład zniknięcie CIPC, co oznacza, że obecnie trzeba będzie stosować droższe inhibitory zarazków. Kilku przetwórców dąży do długoterminowego zaangażowania i oferuje umowy na 2 lub 3 lata. Wydaje się, że zainteresowanie tą dziedziną ze strony rolnictwa jest ograniczone. Przyszłe wzrosty kosztów uprawy nie będą już pokrywane.
Przemysł chce mieć pewność dostaw
W ostatnich latach branża chipów poczyniła znaczne inwestycje w zwiększanie mocy produkcyjnych i chce mieć pewność dostaw na ten cel. Te oczekiwane skurczenie obszaru europejskiego nie pasuje do tego. Dlatego też przetwórcy są zainteresowani plantatorami, którzy chcą kontynuować uprawę w ramach kontraktów. Aby przełamać powstały impas, wydaje się, że najlepiej jest negocjować warunki umowy. Poinformują o tym różne organizacje hodowców, takie jak Organizacja Producentów Ziemniaków Konsumpcyjnych.
Stopień przychylności przetwórcy wobec hodowcy różni się znacznie w zależności od przypadku. Obraz jest taki, że plantatorzy, którzy w przeszłości zbierali tony plonów i dostarczali dobrej jakości, mają przewagę. To, co można negocjować, również jest różne. W niektórych przypadkach można obniżyć cenę sadzeniaków, ale w innych można rozważyć również cenę wieloletnią przy umowie rocznej. Istnieją fabryki, które w zamian proszą rolnika o wyhodowanie odmian, których by nie wolał.