Susza i jej skutki dla uprawy ziemniaków stanowią również ważny temat podczas Weuthen Kartoffeltag. „Branża ziemniaczana znajduje się w kryzysie już od czterech lat” – powiedział Ferdi Buffen, dyrektor Weuthen, w swoim przemówieniu otwierającym wydarzenie. Jego rozwiązanie: rynek mniej spekulacyjny.
„Normalność wydaje się już nie istnieć” – mówi Buffen. Po trzech latach dominacji koronawirusa na rynku ziemniaków, teraz rynkami rządzi susza. Rok 2022 dołącza do lat 1976, 2003 i 2018 pod względem deficytu opadów. Powoduje to niepewność co do dostępności wystarczającej ilości ziemniaków. Dochodzą do tego obawy dotyczące dostępności i cen energii, transportu i nawozów. Buffen nie spodziewa się jednak poważnego niedoboru ziemniaków. Branża bardzo oszczędnie gospodaruje swoimi zapasami i jeszcze w tym tygodniu przetwarza się kilka tysięcy ton dobrej jakości plonów z 2021 roku. Ponadto dyrektor jednego z największych domów obrotu ziemniakami w Europie wskazuje na rozbudowę tego obszaru. Powierzchnia uprawy ziemniaków wzrosła o 2% w porównaniu z sezonem 2021, a cele uprawowe uległy znacznym zmianom. Wzrósł udział ziemniaków frytkowych kosztem ziemniaków sadzeniakowych, jadalnych i skrobiowych. W swojej prognozie Buffen zakłada, że niemieckie zbiory wyniosą od 9,25 do 9,50 mln ton. W przypadku UE-4 oraz Wielkiej Brytanii spodziewa się zbiorów na poziomie 24,25–25 milionów ton. Według Buffena wystarczy to dokładnie na zaspokojenie popytu. Występują znaczne różnice w plonach między uprawami nawadnianymi i nienawadnianymi. Buffen ostrzega również, że ziemniaki wciąż muszą zostać zebrane. „Główny plon jeszcze nie został zebrany. Średnie opady deszczu w ciągu roku mogą pojawić się w jednej chwili, miejmy nadzieję, że nie za dużo w trakcie zbiorów”.
Prosta noga
Buffen składa kilka zaskakujących oświadczeń w prognozie rynkowej. Od połowy września spodziewa się umiarkowanego popytu na ziemniaki i możliwego spadku cen. Wtedy zapasy prawdopodobnie szybko się wyczerpią, bo perspektywy na resztę sezonu są dobre. W przypadku ziemniaków frytkowych z magazynów w nadchodzącym sezonie spodziewa się cen pomiędzy 27 a 32 euro za 100 kilogramów. Wydaje się, że stwierdzenia te są ze sobą sprzeczne. Jak bardzo mogą spaść ceny, zanim rolnicy przestaną dostarczać? Cena Belgapom wynosi 25 euro, a PotatoNL – od 20 do 27 euro za 100 kilogramów. Czy producent jest gotowy zapełnić magazyn za tę stosunkowo niewielką różnicę zamiast natychmiastowej dostawy? Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę gwałtowny wzrost cen energii i inhibitorów kiełkowania, ryzyko, że producent przez cały ten czas będzie musiał zmagać się z problemem braku płynności finansowej w różnych firmach.
Jeszcze ciekawsza jest długoterminowa wizja Buffena. „Tegoroczne zbiory będą miały wpływ na przyszłe kontrakty. Obecne ceny zbóż i rzepaku, a także niezwykle wysokie koszty nawozów, personelu i energii, są głównymi argumentami za uczciwym projektowaniem kontraktów na nadchodzące zbiory. Mimo że media cyfrowe sugerują co innego, profesjonalni plantatorzy nie potrzebują rynku spekulacyjnego, ale atrakcyjnych i regulowanych przepływów surowców”. Opowiada się jednak za sprawiedliwszym podziałem wartości w łańcuchu. Jeśli spojrzeć na wypowiedzi Buffena bardzo cynicznie, to w zasadzie sprowadzają się one do faktu, że kontraktacja rolnicza nie jest korzystna dla rolnika. Zamiast działać w mniejszym zakresie w ramach umowy i działać bardziej swobodnie (gdzie rynek może działać), w praktyce sprowadza się to do następującego: musimy bardziej regulować rynek, tak aby kupujący decydował, ile rolnik ostatecznie może zarobić lub ile musi zapłacić.