Obecną sytuację na rynku ziemniaczanym najlepiej można opisać jak w nagłówku tego artykułu: rynek ziemniaczany chce, ale nie jest jeszcze gotowy. Taki jest trend na rynku ziemniaków, jeśli chodzi o wzrost. Zwykle jest to potwornie powolne, często w przeciwieństwie do sytuacji, gdy rynek spada.
Dlaczego miałbyś również podnieść rynek na wyższy poziom cen? Przepływy są już w dużej mierze stałe, a przy wyższej cenie nie można nagle kupić dużej ilości dodatkowego wolumenu. Tak naprawdę podwyższenie ceny zwiększa także cenę rozliczeniową za wspólnie dostarczone kilogramy. W ostatnich latach mechanizm rynkowy uległ dalszej erozji, co widać na podstawie liczby transakcji przechodzących przez rynek i wysiłku potrzebnego do uzyskania uzasadnionej wyceny. Najważniejsze pytanie brzmi i prawdopodobnie pozostanie: jak zdefiniować rynek (wysoki lub niski), jeśli niewiele z niego pozostało?
Co porusza rynek?
Na chwilę obecną (koniec 2 tygodnia 2023) rynek na pewno chce i może wejść na wyższy poziom cenowy, ale impulsów wciąż brakuje. Niezbędne impulsy z pewnością nadejdą zwłaszcza z belgijskiego „zakątka”, gdzie nadal panuje duży głód na ziemniaki. Rozwiązaniem byłaby mniejsza produkcja (zamknięcie linii frytek), ale biorąc pod uwagę sprzedaż i cenę produktu końcowego, nie wydaje się to możliwe. Pytanie, czy nabywcy produktów końcowych nie będą kopać po piętach, zwłaszcza teraz, gdy panuje większy spokój np. na rynku energii; cena frytek może zatem powrócić do niższego poziomu cenowego. Z pewnością jest to ekscytująca perspektywa dla przetwórców teraz, gdy ceny kontraktowe dla hodowców poczynią historyczny krok w górę w roku żniw 2023, ale oczywiście nadal trzeba mieć możliwość pobierania opłat za frytki.