Gdyby to zależało od polskiego Ministerstwa Rolnictwa, rolnicy w kraju zajęliby się uprawą ziemniaków. W ciągu ostatnich piętnastu lat nie miało to miejsca, czego efektem była redukcja powierzchni o 67%. Wsparcie hektarowe i wsparcie finansowe za zakup certyfikowanych sadzeniaków powinny przekonać plantatorów.
Wiceminister rolnictwa Lech Kołakowski przemawiał na spotkaniu plantatorów przetwórstwa ziemniaków skrobiowych Pepees w Łomży k. Białegostoku. Firma przetwarza rocznie 200.000 XNUMX ton ziemniaków skrobiowych, ale może przetworzyć znacznie więcej. Dlatego teraz kupuje ziemniaki na wolnym rynku. Dyrektor Pepees, Wojciech Faszczewski, nie chciał ujawnić, ile ton było zaangażowanych. Biorąc pod uwagę niedobór ziemniaków w kraju w tym roku, przypuszcza się, że zakup wystarczającej ilości ziemniaków nie był łatwy.
Podwojenie powierzchni
Według Kołakowskiego należy to szybko zmienić. „Powierzchnia uprawy ziemniaków powinna znów wzrosnąć z 200.000 tys. hektarów do 400.000 tys., a nawet 500.000 tys. hektarów” – cytują go polscy dziennikarze. „Zapewnia bardzo potrzebną dywersyfikację w polskich gospodarstwach rolnych. Jest wystarczająco dużo polskich przetwórców ziemniaków, którzy chcą przetwarzać te ziemniaki”.
Istnieją poważne wątpliwości co do wykonalności tych planów. Rolnicy uprawiający ziemię są sceptyczni. To jaskrawy przykład myślenia życzeniowego. W 2005 roku łączna powierzchnia wynosiła ponad pół miliona hektarów, lecz w ciągu następnych dziesięciu lat zmniejszyła się o połowę. Do 2020 r. włącznie obszar ten ponownie się powiększał, ale potem spadł do ponad 196.000 XNUMX hektarów. W tym roku uprawa ziemniaków najprawdopodobniej znów się zmniejszy ze względu na rozczarowujące wyniki.
Profesjonalizacja
W tym samym okresie uprawa ziemniaków uległa dużej profesjonalizacji. Duża część prywatnych upraw zniknęła. Jednocześnie wzrosła uprawa ziemniaków, zwłaszcza frytek i chipsów. To właśnie tam zaobserwowano spadek liczebności populacji w ciągu ostatnich dwóch lat. Zwłaszcza wśród dużych plantatorów. Dotyczy to w mniejszym lub większym stopniu ziemniaków jadalnych i skrobiowych. W pierwszym przypadku powodem był spadek konsumpcji i zaostrzenie wymogów detalicznych. W przypadku ziemniaków skrobiowych – podobnie jak w innych segmentach przemysłu – rolę odgrywa wydajność uprawy. Lata suszy wpłynęły na spadek dochodów, a koszty gwałtownie wzrosły.
W Polsce wielu producentów ziemniaków nie stosuje certyfikowanych sadzeniaków. Stanowi to problem, zwłaszcza w uprawie ziemniaków jadalnych. Powodem tego są wysokie koszty w porównaniu do gospodarstwo zaoszczędziło nasiona (FSS). Jak powiedział Kołakowski, w tym sezonie dostępne będą dotacje, które pomogą plantatorom zakupić dobre sadzeniaki.
Powiązane wsparcie
Plantatorzy skrobiowych ziemniaków otrzymują teraz dotację w wysokości 400 euro za hektar uprawy. Według plantatorów Pepees ilość ta musi wyraźnie wzrosnąć, aby uprawa pozostała atrakcyjna. Mimo że spółka wypłaciła w tym roku najwyższą w swojej historii kwotę wypłaty, nie może udzielić żadnych gwarancji na przyszłość. Związani z firmą plantatorzy są niezadowoleni i uważają wynik za zbyt niski.
Zboża, kukurydza i rzepak przyniosły w ciągu ostatnich dwóch lat wysokie zyski przy niższym ryzyku. Uprawa buraków cukrowych również wypadła dobrze w 2022 roku. To jest dokładnie to, czego Kołakowski wolałby nie widzieć. Rynek zbóż jest niestabilny, a ceny spadły znacznie w porównaniu z rokiem ubiegłym. „Ziemniaki zapewniają dobrą płodozmian i lepsze plony w kolejnych uprawach. Ponadto potrzebujemy polskich ziemniaków, ponieważ nie jesteśmy teraz samowystarczalni” – podsumowuje.