Optymiści, którzy 1 listopada jeszcze pełni nadziei co do zakończenia zbiorów ziemniaków w 2023 roku, teraz muszą z trudem przełknąć wygląd kraju. Akt końcowy w całej północno-zachodniej Europie postępuje niezwykle powoli. W wielu miejscach nie trzeba nawet myśleć o sprzątaniu. Ma to wpływ na ponad 4 miliony ton ziemniaków.
Idealne późne lato z wystarczającą ilością opadów i słońcem zapewniło najwyższe plony w wielu krajach. W Holandii zauważamy tego mniej, ale w szczególności Belgia i Francja odnotowują w tym roku wysokie plony. Przynajmniej takich oczekiwano, gdy zbiory miały rozpocząć się na początku września.
Możliwość zbioru do 20%.
Nie da się dokładnie określić, ile ziemniaków jest jeszcze w ziemi w północno-zachodniej Europie. Znawcy wspominają o odsetkach sięgających nawet 20%. Faktem jest, że sytuacja jest różna w zależności od kraju. Niemcy są pod tym względem najbardziej zaawansowane. Aviko Potato szacuje postęp zbiorów na 95%. Również we Francji dotyczyłoby to ostatnich 10%, które nadal wymagają rozliczenia.
Belgia, Holandia i Wielka Brytania jadą na tym samym wózku, a do zbioru pozostało jeszcze około 20%. W przypadku naszych południowych sąsiadów istnieje różnica między Walonią a Flandrią. Szczególnie belgijski (a także francuski) region przybrzeżny jest mocno dotknięty opadami atmosferycznymi. Podczas gdy rolnicy we wschodniej Walonii mogli jeszcze zbierać plony na początku listopada, flamandzcy plantatorzy ziemniaków nie mogą nic zrobić. PCA uważa, że należy jeszcze zebrać jedną trzecią tej ilości.
Prawie rekordowe zbiory
Jeśli przyjąć te 20% jako wytyczną, mówimy o nie mniej niż 4,65 miliona ton ziemniaków z łącznej liczby 23,25 milionów ton w UE-4. W tym celu zaktualizowaliśmy szacunki zbiorów w oparciu o najnowsze informacje. Są to dane PCA z Belgii, dane CBS z Holandii i dane rządu francuskiego. To wszystko znacznie powyżej wcześniejszych oczekiwań. Oznacza to, że UE-4 czeka największe zbiory od 2017 r., kiedy zebrano „tylko” 275.000 2023 ton więcej. Sześć lat temu spowodowało to głęboki spadek rynku. W XNUMX r. flaga ta wisi zupełnie inaczej. Moce przetwórcze i popyt na frytki ogromnie wzrosły. Nic więc dziwnego, że tak jest perspektywa długoterminowa jest po prostu dobry.

Największe wyzwanie leży obecnie w holenderskich obszarach uprawy gliny, we Flandrii i północnej Francji. Połączenie gleby i opadów sprawia, że zbiory są całkowicie niemożliwe. Suma opadów w pierwszych dziesięciu dniach listopada wytworzyła już lokalnie ponad 100 milimetrów deszczu, powodując coraz większe szkody w kraju. Niskie miejsca lub części o mniejszej strukturze są zalewane, co powoduje gnicie bulw. Hodowcy nie mają innego wyjścia, jak tylko biernie się temu przyglądać i próbować pozbyć się codziennych opadów.
Trud
Nawet na obszarach piaszczystych, gdzie maszyny żniwne nadal zbierają plony, możesz się zastanawiać, jak to się sprawdzi. Do tej pory prawie każdy widział zdjęcia i filmy przedstawiające kombajny jadące po wodzie i miejsca, w których do bunkra trafia więcej gleby niż bulw. Tego typu partie należy natychmiast przetworzyć. Co więcej, w tych okolicznościach przepustowość jest wyjątkowo niska i o każdy ładunek trzeba konkurować.
Holenderski rynek ziemniaków ma szczególny status, częściowo dlatego, że plony są tutaj mniej pozytywne niż gdzie indziej w Europie, ale ceny zmieniają się również w sąsiadujących z nami krajach. Ruch ten rozpoczął się już w Niemczech, ale teraz w jego ślady poszła także wiodąca giełda Belgapom w Belgii. W piątek, 10 listopada, w głosowaniu opartym na cenie zostanie wykorzystane 15 euro za 100 kilogramów. PCA zaproponowało już nagrody do tego poziomu dla Fontane i Challenger na początku tego tygodnia. Francja niechętnie podąża za Fontane, oferując 12 euro. W tej chwili przetwórcy nadal mają do czynienia z atrakcyjną ofertą stron, której nie można przechowywać. To nieco psuje nastrój.
Zmiana pogody?
Stało się faktem, że nie wszystkie ziemniaki wychodzą z ziemi. Wiadomo też, że nie jest to więcej niż 4 miliony ton. Każdego dnia coś jest czyszczone (przy odrobinie umiejętności i wysiłku). Rozmiar ostatecznych zniszczeń pozostaje nieznany. Hodowcy obawiają się, że w końcu doświadczymy zmiany pogody i pojawienia się przymrozków. Obecną sytuację można w pewnym stopniu porównać z rokiem zbiorów 2010, chociaż obecnie jest ona znacznie bardziej wilgotna. Wtedy pod koniec listopada zamarzło i mieliśmy mroźną zimę.
Pomimo tego, że wkrótce będziemy mieli nów księżyca – co generalnie oznacza inny rodzaj pogody – modele pogodowe przewidują, że w tym miesiącu nadal będziemy mieli niskie ciśnienie powietrza. Skutkuje to ponadprzeciętnymi temperaturami i większą ilością opadów napływających z południowego zachodu. Jeśli zima będzie łagodna, zbiory będą mogły odbyć się jeszcze wiosną przyszłego roku. Nie jest to pierwszy taki przypadek, ale nie jest to pożądane.