Po niemal niemierzalnym spadku cen na rynku ziemniaków w ostatnich tygodniach, sytuacja wydaje się nieco poprawiać. Można by wręcz powiedzieć, że nie mogłoby być inaczej, bo przecież niewiele mniej jest możliwe.
Przestrzeń, która obecnie powstaje na rynku ziemniaków, jest częściowo wynikiem utrzymującej się suszy. Jeżeli w przewidywalnej przyszłości nie wystąpią znaczące opady deszczu, może to mieć wpływ na plon z hektara pierwszych ziemniaków ze zbiorów w 2025 r., co oznacza, że stare zbiory trzeba będzie kontynuować nieco dłużej.
Kupujący musi zapłacić więcej
Kupujący reagują na możliwe utrudnienia związane z przejściem z sezonu 2024/25 na 2025/26, oferując na przykład ponownie do 10 euro za Fontane o pożądanej jakości. Cena Belgapom z piątku 16 maja, wynosząca 7,50 euro, dziś nie ma już znaczenia, chyba że chodzi o ziemniaki, których dostawa musi opierać się na jakości, a często także na terminie przydatności do spożycia. W tym sensie powiedzenie „to, co trzeba zrobić, często nie jest dobre” sprawdza się ponownie.
Producenci posiadający dobre ziemniaki, którzy mogą czekać na dostawę, nie są tak naprawdę dostawcami. Aby móc nadal prowadzić interesy, kupujący wymyślają takie rozwiązania, jak: dostawa pod koniec czerwca za ustaloną cenę bazową, którą można zwiększyć do obowiązującej w danym momencie oferty Belgapom lub Reka, wynoszącej na przykład 12 euro. Jeżeli w danym momencie notowania będą na poziomie wyższym niż 12 euro, uczestnictwo może zostać dokonane np. w stosunku 50/50.
Najnowsze innowatory
Ostatnie odmiany Innovatorów są obecnie sprzedawane po cenach rynkowych, które wahają się od 11,50 do 15 euro od producenta, w zależności od jakości i lokalizacji (czyli odległości od fabryki). To wyraźny kontrast w porównaniu z cenami rynkowymi z ubiegłego sezonu, ale także z tym, co płacono zaledwie kilka miesięcy temu (nawet 40 euro). Pytanie brzmi, kiedy pociąg zjedzie z torów w przypadku odmiany premium, podczas gdy w ubiegłym roku ludzie wciąż wyrzucali się nawzajem z drogi, jeśli chodzi o sadzeniaki ziemniaków.
Oprócz utrzymującej się suszy, miejsce udało się także stworzyć dzięki dowożeniu większej ilości ziemniaków do fabryk skrobi. Fabryki wstrzymały już produkcję i wchodzą w okres konserwacji sezonowej, który ma zostać wznowiony w połowie sierpnia.
Frytki wyczyszczone
Kolejną interesującą przestrzeń tworzy fakt, że niektórzy przetwórcy sami transportują przetworzone produkty końcowe z chłodni i wyjmują je z worków z frytkami, a końcowym miejscem ich przeznaczenia jest pasza dla zwierząt. Najwyraźniej przemysł stoczniowy przetwarzał surowce niskiej jakości. W obliczu wzrostu podaży produktów końcowych na świecie nie ma już miejsca na przeciętną jakość.
Robienie miejsca w chłodniach, za co również trzeba słono zapłacić, wydaje się być mottem, o którym mowa w kontekście szybko zmieniającej się sytuacji rynkowej! Działania te nie mają bezpośredniego wpływu na rynek ziemniaków dla producentów, ale dostarczają ciekawych informacji na ten temat.