Nadzieja, że Święta Bożego Narodzenia przyniosą niewielki plus na rynku marchwi, okazała się płonna. Kupujący nie mają ochoty kupować, a plantatorzy też nie są zainteresowani sprzedażą marchwi po obecnych cenach. Na co czekać?
Wydaje się, że w krótkiej perspektywie rynek marchwi pozostanie na obecnym poziomie i niewiele się zmieni. Nadal czekamy na popyt z zagranicy, który pojawi się dopiero za kilka tygodni. Niski popyt nie jest niczym niezwykłym jak na tę porę roku, wydaje się jednak, że popyt z zagranicy maleje z biegiem lat.
Coraz więcej europejskich kierunków jest najwyraźniej samowystarczalnych na dłużej. Ze względu na większe wolumeny, ale także ze względu na lepsze możliwości przechowywania, mówi znawca. Jednak nastroje na rynku są w dużej mierze wyczekujące. W tym roku rentowność będzie mniejsza, więc obecne akcje powinny wkrótce zostać właściwie wycenione, a przynajmniej tak wynika z rozumowania.
Słaby rynek marchwi C
Cena DCA za dobrą marchewkę B wynosi od 12 do 15,50 euro za 100 kilogramów. Dobre imprezy kosztują około 14 euro, na południu dodatkowy popyt ze strony Belgii wynosi 15–16 euro. Rynek marchwi C jest nadal miękki, z niewielkim lub żadnym popytem i niewielkim optymizmem w perspektywie krótkoterminowej.
Branża cateringowa i usługi gastronomiczne pozostaną na razie zamknięte w dużej części Europy. „Nawet nie dzwonią” – wzdycha handlarz. Nieliczne partie będące w obrocie osiągnęły cenę od 11 do 13 euro za 100 kilogramów. Przedział cenowy znacznie niższy niż w zeszłym tygodniu. Dzieje się tak częściowo dlatego, że objętość, której to dotyczy, jest niewielka. W oświadczeniu stwierdzono, że większość z nich miała miejsce w górnej części przedziału (13 euro).
Czas pokaże, co przyniesie nowy rok. Należy mieć nadzieję na wzrost popytu z zagranicy.