Niewielki wzrost popytu na marchew, który rozpoczął się w zeszłym tygodniu, nie jest kontynuowany. Płukacze i handlowcy narzekają, że kupujący są obecnie bardzo ostrożni. Coś jest zrobione, ale nie więcej niż jest to bezwzględnie konieczne.
Kupcy z Europy Wschodniej, którzy w ostatnich tygodniach – a zwłaszcza w zeszłym tygodniu – wywołali pewne zamieszanie na rynku marchwi, w tym tygodniu nie zwracają na siebie uwagi. W rezultacie popyt jest niewielki i jeśli można coś zdobyć, zdaniem wtajemniczonych musi to być bardzo konkurencyjne. Zarówno rolnicy, jak i przetwórcy działają poniżej kosztów produkcji. Spoolerzy zastanawiają się, czy powinni przekazywać zamówienia na obecnym, walczącym rynku.
Oczekiwane zmniejszenie powierzchni
Hodowcy mają niewielki wpływ na bieżący rozwój rynku i patrzą głównie na nadchodzący sezon. Koszty uprawy i przechowywania rosną na obecnym rynku, co z pewnością nie napawa optymizmem na nowy sezon. Jest oczywiście jeszcze wcześnie, ale różne źródła już zakładają, że w nadchodzącym roku wegetacyjnym powierzchnia upraw marchwi znacznie się zmniejszy.
Pomimo umiarkowanych nastrojów, rating DCA pozostaje na poziomie z ubiegłego tygodnia. Cena marchewki B wynosi 8 euro za 100 kilogramów, a różnica waha się od 6 do 10 euro. Cena marchwi C pozostaje na poziomie 7 euro za 100 kilogramów. Według różnych handlowców, jeśli chodzi o cenę, odcinek się skończył. Tradycyjnie zapotrzebowanie na marchewkę wzrasta w okolicach Świąt Wielkanocnych. Mamy nadzieję, że stanie się to również w tym roku, choć większość traderów nie spodziewa się wzrostu cen.