Zdaniem kilku handlarzy, przynajmniej coś znowu dzieje się w handlu marchewką. Z pewnością nie jest tłoczno, ale jest trochę więcej handlu. Jednak stosunkowo duże zapasy wiszące nad rynkiem w dalszym ciągu stanowią problem.
Tygodnie poprzedzające Wielkanoc to tradycyjnie okres największego zapotrzebowania na marchewkę. W tym tygodniu popyt nieznacznie wzrósł, ale zdaniem spłukujących z pewnością nie ma prawdziwego szczytu. Różne firmy działają ekstra w porównaniu do ostatnich kilku tygodni. Ale jeśli porównać go z tym samym okresem w innych latach, tak naprawdę nie powinien mieć nazwy. W każdym razie fakt, że jest większa aktywność, stanowi jasny punkt na rynku.
Problemem pozostają zapasy
Oczekiwania co do reszty sezonu są mniej optymistyczne. Przez cały sezon na rynku utrzymywała się duża podaż marchwi. W międzyczasie z jakiegoś powodu (po prostu sprzedane i przetworzone, a nie wykarczowane, wprowadzone do paszy) duża ilość marchwi zniknęła z rynku. Ale lodówki nie są jeszcze puste i dostępnych jest już mnóstwo nowych marchewek z Hiszpanii i Włoch. Wydaje się, że marchewki wystarczy na resztę sezonu. Całkiem możliwe, że gdzieś jest jeszcze dziura, ale szansa na to jest coraz mniejsza.
Notowania DCA dla marchwi B pozostają w tym tygodniu niezmienione i wynoszą od 6 do 10 euro za 100 kilogramów. Kupujący nie są chętni, ale jest zainteresowanie ładnymi przedmiotami. Pomimo trudnej sytuacji rynkowej za skrzynki zawierające około 600 kilogramów marchwi płaci się 10 euro. Orientacyjna cena DCA za marchewkę C również pozostała na tym samym poziomie co w zeszłym tygodniu i wynosi 7 euro za 100 kilogramów.