Rynek marchwi kończy rok bez fajerwerków. Hodowcy z dobrą marchewką w lodówce czekają cierpliwie. Spoolerzy, którzy często korzystają z Europy Wschodniej, zauważają, że w tej chwili popyt jest ograniczony. To samo w sobie pasuje również do tygodnia pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem.
Obecnie handel naprawdę dobrą marchewką jest prawie niemożliwy. Hodowcy ponieśli koszty zbiorów i chłodzenia, a teraz nie otwierają drzwi, spodziewając się, że ceny wzrosną w dalszej części sezonu. Na rynek trafiają zazwyczaj partie chłodnicze o najniższej klasie I lub gorszej. Nad rynkiem wiszą też ostatnie szopy. Są kupcy na marchewkę z miejscem, pod warunkiem, że cena będzie odpowiednia. Takie wady można usunąć. Już prawie nie ma chętnych na szlifowanie gruszek, których kolor się wytarł.
Sztywny
Handel pozostaje dość sztywny. Hodowcy marchwi, której jakość spada, chcą się jej pozbyć i są gotowi na rezygnację. W przypadku partii marchwi należących do klasy I hodowcy podają kwoty od 180 do 200 euro za pudełko. To tyle samo, co w zeszłym tygodniu. Dla klasy II cena wzrasta do 140 euro za pudełko, a za marchew mniejszą ustalana jest cena za kilogram. Ceny DCA dla marchwi b i c pozostają takie same jak w zeszłym tygodniu i wynoszą od 28 do 30 euro za 100 kilogramów.