Hodowcy utknęli w siodle i jeśli spłukujący lub handlowiec chce kupić, musi przyspieszyć. Tak w skrócie dzieje się na rynku marchwi. Możliwości z pewnością istnieją, a cena może jeszcze zrobić krok. Po prostu nie powinniśmy być zbyt pewni siebie, ostrzega kilku wtajemniczonych.
Mówi się, że na rosnącym rynku nigdy nie kupuje się zbyt drogo, ale zaufanie do rynku marchwi nie jest tak duże, że spłukujący kupują teraz masowo w oczekiwaniu, że za miesiąc okaże się to okazją. W efekcie oznacza to, że płuczący stopniowo kupują droższe marchewki i dzielą tę cenę na już zakupiony zapas, aby uzyskać odpowiednią marżę. Nie pomaga fakt, że zapotrzebowanie na opłukaną marchewkę jest zwyczajne. Kupujący z Europy Wschodniej uważają, że holenderska marchewka jest droga. A ten umiarkowany popyt nie jest tym, czego można się spodziewać na wschodzącym rynku (hodowli).
Hodowcy emanują pewnością siebie
Nie powinna być zbyt zajęta, twierdzą niektóre pralki, bo zapasy marchwi w lodówce w tej chwili szybko się kurczą. A tradycyjny szczyt popytu w okolicach Wielkanocy jeszcze nie nadszedł. Plantatorzy doskonale o tym wiedzą i dlatego trzymają się wysokich cen. Świadomie lub nieświadomie ludzie patrzą z ukosa na to, co działo się w ostatnich tygodniach na rynku cebuli. Ale wczesna nowa marchewka z Morza Śródziemnego nie jest już daleko. To z pewnością nie musi się wzajemnie wykluczać, ale według firmy Flush różnice w cenach muszą pozostać prawidłowe.
Notowania DCA dla b-marchwi wzrosły w tym tygodniu o 3–44–52 euro za 100 kilogramów. W przypadku dobrej marchwi dolny limit hodowcy wynosi 300 euro za skrzynkę i jest on wypłacany bez problemu również w przypadku skrzynek, w których wypłukano 600 kg. Cena DCA za c-peen również wzrosła o 3 euro, osiągając poziom 51 euro za 100 kilogramów.