Sytuację na rynku marchwi można obecnie nazwać wyjątkową. Cena u rolnika nadal idzie w górę. Wtedy można by pomyśleć, że albo jest duży popyt na marchew, albo zapasy się kończą. Ale tak naprawdę tak nie jest.
Pralki wykonują dobrą robotę, ale niewiele więcej. Europa Wschodnia i Południowa są na rynku, ale na pewno nie za wszelką cenę. Stopniowo przybywają nowe marchewki z Izraela, Egiptu i Włoch, ale z pewnością nie są to ilości, które psują nastroje na rynku. Kraje te mogłyby jednak nałożyć pułap na rynek. Dlatego spłukujący są bardzo ostrożni, jeśli chodzi o angażowanie dużych ilości pieniędzy za stosunkowo wysokie ceny. Przechowywanie często stanowi problem i niektórzy hodowcy wydają się nie w pełni zdawać sobie z tego sprawę. Różni wtajemniczeni natrafiają na partie, których jakość spada szybciej, niż oczekiwał hodowca. Te przeciętne partie mogą zostać utracone na obecnym rynku, ale po cenach znacznie różniących się od tych obliczonych przez hodowców.
Szeroki zakres cen
To, co dzieje się po stronie umytej marchwi, jest sprzeczne z tym, co dzieje się po stronie hodowcy. Rolnicy na ogół utknęli w siodle i nie odpuszczą łatwo cenie. Rynek jest trudny do oszacowania. Transakcja została dokonana po 400 € za pudełko. Jednak niewielu spłukaczy lub agentów prowizyjnych sięga tak głęboko do kieszeni. To sprawia, że rozpiętość tego, co jest płatne, jest bardzo duża. Znajduje to również odzwierciedlenie w wycenie DCA zarówno dla b-, jak i c-peen. Dolna granica wynosi 50 euro, a górna – 62 euro za 100 kilogramów.