Nie brakuje teorii i oczekiwań co do dalszego rozwoju rynku marchwi. Kilku graczy na rynku jest przekonanych, że mają rację. Nieźle samo w sobie, ale jeśli kupujący i sprzedający mają bardzo różne pomysły i nie chcą zbytnio zbliżać się do siebie, z pewnością nie będzie więcej ruchu w handlu.
Tygodnie przed Wielkanocą powinny być pracowite dla spłukiwaczy. Teraz wcale tak nie jest lub, jak mówi jeden z płukaczy: „Prace, które zaplanowaliśmy, w rzeczywistości mieszczą się bardziej w drugiej połowie stycznia”. Dzieje się tak głównie dlatego, że nabywcy z Europy Wschodniej w dużej mierze to ignorują. Mówią, że holenderska marchewka jest za droga. Oznacza to, że spłukujący są bardzo ostrożni przy dokupowaniu dodatkowych rzeczy i jeśli już coś robią, to muszą to zrobić ostro. Niektórzy spekulanci uważają, że cena powinna w rzeczywistości spaść jeszcze bardziej, aby pobudzić eksport. Hodowcy, co zrozumiałe, widzą to zupełnie inaczej. W magazynie nie ma już zbyt wielu dobrych i darmowych marchewek, więc jeśli handlarz lub handlarz będzie chciał kupić, będzie musiał sięgnąć głęboko do kieszeni. Z pewnością można coś powiedzieć o dużej marchewce.
Mały ruch
Notowania DCA dla marchwi nie wykazują żadnych zmian. Cena marchewki B wynosi od 52 do 66 euro za 100 kilogramów. To tyle samo, co w zeszłym tygodniu. C-marchew kosztuje od 60 do 70 euro za 100 kilogramów. Trend w tym tygodniu jest taki, że odbywa się bardzo niewiele transakcji. Na przykład do regularnej pracy w supermarketach większość pralek ma zapasy w dobrym stanie. Zapotrzebowanie na kanał eksportu nie jest takie, aby przetwórcy rzeczywiście musieli jeździć do gospodarstw, aby zrealizować zamówienia.