Niepewność co do przedłużenia umowy zbożowej przybrała kolejny obrót w weekend. Wiadomo było, że Rosja i Ukraina mają zastrzeżenia, ale teraz pośrednio w dyskusję zaangażowana jest także Polska. Polska chce ograniczeń w imporcie rosyjskiego zboża po sukcesie, jaki odniosła wcześniej środkami skierowanymi przeciwko ukraińskiemu zbożu. W Argentynie, gdy zaczynają się żniwa, staje się jasne, jak bardzo susza dokonała tam spustoszenia.
Rynek zbóż niepewnie rozpoczyna tydzień. Na Matif kontrakty na pszenicę znajdują się pod pewną presją. W chwili pisania tego tekstu przed zamknięciem rynku straty z tytułu nowych kontraktów na uprawy spadły o około 1% w porównaniu z piątkowym zamknięciem. Na CBoT ceny zamknięcia pszenicy pozostają w dużej mierze niezmienione. Kukurydza i soja są na minusie, ale przy spadku o kilka dziesiątych procenta mieszczą się w granicach.
Gdyby nie było to tak poważne, przedłużenie umowy zbożowej między Rosją, Ukrainą, Turcją i ONZ można by nazwać farsą. Ukraina skarży się, i to nie do końca bezpodstawnie, że obecna umowa zbożowa została już faktycznie wstrzymana. Od pierwszej inspekcji, załadunku i powrotu do drugiej inspekcji statek spędza średnio co najmniej dziewięć dni. Aby zapobiec utknięciu nieoczekiwanych statków po wygaśnięciu umowy 18 maja, Rosja podjęła już decyzję o zaprzestaniu inspekcji nowych statków w ramach umowy zbożowej.
Rynek w ruchu
Tymczasem armatorzy i ubezpieczyciele nie są zainteresowani transportami do i z Ukrainy. Armatorzy uważają, że ryzyko utknięcia statku jest realne. Reuters donosi, opierając się na źródłach ze świata ubezpieczeń, że stawki od kilku tygodni utrzymują się na stałym poziomie około 1% wartości statku. Jednak pokrycie strefy działań wojennych wymaga odnawiania ubezpieczenia (podobnie jak polisa) co tydzień. Jeśli umowa zbożowa nie zostanie przedłużona, a konflikt między Rosją a Ukrainą będzie się nadal zaostrzał, stawki te mogą gwałtownie wzrosnąć.
Do głównych bolączek Rosji zalicza się stosunkowo drogie ubezpieczenia i trudniejszy dostęp Rosji do rynku światowego. Oprócz eksportu z Ukrainy uzgodniono także, że zachodnie sankcje nie będą utrudniać eksportu zbóż z Rosji. Ma to zapobiec ewentualnym niedoborom żywności, zwłaszcza w Afryce. Jednak w ostatni weekend Polska dolała oliwy do ognia. Stały przedstawiciel Polski przy UE Andrzej Sadoś postuluje wprowadzenie europejskiego zakazu importu produktów rolnych z Rosji. „Uważamy, że należy natychmiast nałożyć sankcje na rosyjskie produkty rolne, choćby ze względu na problemy z importem ukraińskich produktów do UE” – powiedział Sadoś polskiej agencji prasowej PAP. "Europie nie zagraża obecnie zakłócenie łańcucha dostaw produktów rolnych. Wręcz przeciwnie. Mamy problem z nadwyżkami w imporcie produktów rolnych z Ukrainy." Według Sadosia niezrozumiałe jest zatem to, że Komisja Europejska nigdy nie przedstawiła propozycji ograniczenia importu produktów rolnych z Rosji do UE i tłumaczy to jako zagrożenie dla światowego bezpieczeństwa żywnościowego. UE zatwierdziła dotychczas dziesięć pakietów sankcji wobec Rosji.
Susza
Wyniki pierwszych zbiorów kukurydzy i soi w Argentynie nie napawają optymizmem. Około 20% powierzchni soi zostało już zebranych, a pierwsze plony kształtują się poniżej 1,2 tony z hektara. Jeśli przedłużymy tę linię, będzie to oznaczać łączne zbiory na poziomie 18 milionów ton, podczas gdy różne agencje rynkowe obliczają łączny plon na około 25 milionów ton. Kukurydza nie radzi sobie dużo lepiej w Argentynie. Wymłócono 36% powierzchni, a pierwsze plony utrzymują się na poziomie poniżej 4,8 tony z hektara. Oznaczałoby to łączne zbiory kukurydzy na poziomie około 30 milionów ton. To o około 7 mln ton mniej niż prognoza USDA z najnowszego raportu Wasde.