Trudne warunki podczas zbiorów marchwi zeszłej jesieni, delikatnie mówiąc, znajdują również odzwierciedlenie w ochłodzeniu. Daje to perspektywy dla hodowców produktów o dobrym okresie przydatności do spożycia. Oni są tego aż za dobrze świadomi.
Nie jest łatwo przepuścić powietrze przez skrzynki wypełnione w połowie lub w większej ilości ziemią. Powszechne są problemy z marchewką, która wydawała się dobra, ale bardzo szybko się pogarszała. Jeśli ze skrzynki uda się jeszcze wypłukać 450, 500 kilogramów lub więcej przyzwoitych marchewek, wśród płuczących istnieje duże zainteresowanie. Może nie za najwyższą cenę, jaką niektórzy hodowcy mają na myśli, ale na pewno poważne pieniądze. Na rynku nie ma prawie żadnego wsparcia, na przykład w postaci przemysłu. Albo marchewka jest dobra i łatwo trafia do płuczki, albo coś jest z nią nie tak i nie da się jej już używać.
Nie jest zbyt zajęty handlem. Wiele firm płuczących ma własne partie, w których petarda i osad stają się problemem, i dają im pierwszeństwo podczas przetwarzania. Jeśli chodzi o handel, często strony są nieco gorsze. Rolnicy oferujący naprawdę najwyższą jakość trzymają się marchwi w oczekiwaniu na dalszy wzrost ceny. Nie byłoby to mało prawdopodobne, jeśli spojrzeć na akcje. Oczywiście jako hodowca musisz być w stanie poczekać wystarczająco długo, jeśli chodzi o jakość, a to wydaje się oczywiste tylko w przypadku małej grupy.
Notowania DCA zarówno dla marchwi b, jak i c poczyniły w tym tygodniu znaczący krok i wynoszą od 35 do 40 euro za 100 kilogramów. Swoją drogą, nie masz do tego absolutnie najwyższej jakości. Hodowcy nadal się ich trzymają.