Rolnicy w Polsce mają trudności finansowe. Ceny pszenicy, kukurydzy i rzepaku od miesięcy spadają, a koszty są wysokie. Hodowla bydła mlecznego również znajduje się pod presją. Oznacza to, że szczególnie mniejsze firmy, do 100 hektarów, są na minusie i mają trudności z utrzymaniem głowy nad wodą. Tymczasem jedna luka jest zamykana następną.
Rok 2022 dla rolników w Polsce wydaje się już odległy. Drzewa zdawały się sięgać nieba. Ceny rzepaku do 1.080 euro za tonę (45% powyżej średniej z pięciu lat), a pszenicy zwyczajnej do 430 euro za tonę. To nawet dwukrotnie więcej niż średnia w Matif w Paryżu. Wojna na Ukrainie wywołała chaos na rynkach międzynarodowych. Ta sama wojna ma teraz silny efekt ucisku. Pełne skutki odczuwają polscy rolnicy. Przecież mnóstwo nasion pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika przekracza granicę ukraińsko-polską.
Ceny rosną
Do połowy marca ceny zbóż i rzepaku spadały jak kamień. Obecnie nieco się poprawiły, ale nie jest to dużo. Przeliczeni rolnicy zajmujący się uprawą płacą na rynku fizycznym średnio 147 euro za tonę pszenicy paszowej i 173 euro za pszenicę oczyszczoną. Cena rzepaku wzrosła z 392 euro w połowie marca do 414 euro za tonę na koniec kwietnia.
Małemu polskiemu rolnikowi szkoda już została wyrządzona. Wiele produktów zostało sprzedanych. Firmy, które mogły sobie pozwolić na czekanie, sprzedawały się w najniższych pozycjach na rynku. Inne firmy czekały, co skutkowało dużymi zapasami. To także ma depresyjny wpływ na rynek. W międzyczasie przez granicę nadal przepływa stały strumień produktów. Jest to jedna z przyczyn dużego niezadowolenia rolników i masowych protestów, zwłaszcza na początku tego roku.
Dofinansowane zboże
W gestii nowego premiera Donalda Tuska, który od grudnia sprawuje tę funkcję wraz ze swoją Partią Platformą Obnywatelską, leży ułatwienie sytuacji rolników. 25 kwietnia uzyskano większą jasność co do pakietu wsparcia dla rolników. Nie wszystkie szczegóły są znane, ale jasne jest, że firmy otrzymują od 46 do 70 euro za tonę pszenicy lub jęczmienia, w zależności od okresu, w którym sprzedały swój produkt (przed 1 marca czy po XNUMX marca). Przewidziane będzie także wsparcie finansowe na tonę produktu w przypadku rzepaku i kukurydzy. Rząd rozważa także działania mające na celu wsparcie hodowli trzody chlewnej oraz wsparcie rolników dotkniętych niedawnymi nocnymi przymrozkami – poinformowały polskie media minister rolnictwa Czesław Siekierski.
Dzięki temu wsparciu rząd ma także nadzieję, że rolnicy zrezygnują z akcji protestacyjnych. W tym zakresie osiągnięto już pierwszy sukces. Przykładowo, dzisiaj (7 kwietnia) zniesiono ostatnią blokadę granic, trwającą od 29 lutego, a nowe, wcześniej zapowiadane działania są wstrzymane.
Podczas gdy nowy polski rząd ogłaszał te działania, Parlament Europejski głosował w Brukseli nad przedłużeniem bezcłowego importu ukraińskich produktów rolnych. Od czasu wojny zniesiono cła importowe na pszenicę, kukurydzę, cukier i jaja. 25 kwietnia parlament głosował za przedłużeniem obowiązywania środka o rok po jego wygaśnięciu 1 czerwca. To bolesny punkt dla Polski, która uważa, że podważa to ich sektor rolniczy.
Żadnych rezerw
Dla polskich rolników rolnych zapowiadane wsparcie jest ulgą. To głównie mniejsze (jak na polskie standardy) firmy (do 100 ha) czasem popadają w poważne kłopoty finansowe. W latach 2022 i 2023 musieli kupować drogie nawozy i środki ochrony roślin, a ceny sprzedaży ich produktów mocno spadły. Dostawcy zatem wstępnie sfinansowali te nakłady, co pozostawiło im dziurę w budżecie. W międzyczasie poniesiono już koszty bieżącego sezonu wegetacyjnego, które również należy zakupić na kredyt. Rezerwy finansowe, które można było zbudować w 2022 roku, już dawno zniknęły. Między innymi dlatego, że rolników kusiło, aby kupić nowy, drogi ciągnik, kombajn lub maszyny.
Sytuacja jest delikatna dla dostawców nawozów, nasion i środków ochrony roślin – powiedział informator BoerenbusinessW trudnych przypadkach dostawca obciąża grunt hipoteką, aby zapewnić firmie zwrot kosztów, jeśli sprzedaż nie pokryje kosztów. To sprawia, że dla tych firm droga ucieczki jest bardziej odległa niż kiedykolwiek, chyba że ceny produktów znacząco wzrosną.