Tuż przed świętami Bożego Narodzenia rynek marchwi przeżywa punkt zwrotny. Można jeszcze kupić marchewki uprawiane w gospodarstwach rolnych, ale ich koniec jest już bliski. Stodoły są pełne. W porównaniu z ubiegłym rokiem podaż wydaje się być większa, podczas gdy popyt pozostał praktycznie taki sam. Największym pytaniem jest, jak cena zachowa się w nowym roku.
Zapotrzebowanie na święta znacznie wzrosło. Większość klientów ma już dostawy do nowego roku. Wszystko, co miało zostać wysłane do Europy Wschodniej przed świętami Bożego Narodzenia, jest już w drodze. Belgia i Niemcy nie są chętni do gry, ale sami mają wystarczająco dużo zawodników na boisku. Niektóre rzeczy trafiają do Europy Południowej, ale nie mają żadnego znaczenia.
Zapasy surowców się kończą. Oczekuje się, że do początku nowego roku wszystko będzie już wyjaśnione. Dopóki marchewki będą zbierane, nikt nie zacznie używać marchwi z magazynów. Wówczas cena musi wzrosnąć, aby rolnik mógł pokryć koszty i nadal zarobić. Mówi się, że właśnie w takim podziale obecnie się znajdujemy.
Wybór jest dobry i wydaje się, że w tym roku jest większy niż w zeszłym. Według informatora plantatorzy spodziewali się osiągnięcia dobrych cen, więc uprawiali więcej i plony również były dobre. Jakość jest ogólnie dobra, chociaż zgłaszano przypadki, gdy z komory wychodziły partie z petardami lub plamami.
Pytanie więc brzmi, co stanie się z cenami w nowym roku. Gdzie dostawcy i nabywcy mogą się spotykać? Na razie cena DCA pozostaje na poziomie 10–12 euro za 100 kilogramów.
Osad oto wyjaśnienie z DCA Market Intelligence w sprawie nowych notowań.