Upadłość CêlaVíty wstrząsnęła sektorem ziemniaczanym, ale nie była to katastrofa. W czerwcu było już jasne, że firma jest w opłakanym stanie, a mimo to wciąż mieli nadzieję na znalezienie nowego kierunku. Szukali takiej szansy na rynku świeżych frytek, ale przepełniony rynek okazał się niemożliwy do zdobycia. Napięcia z Albert Heijn i związkami zawodowymi ostatecznie doprowadziły do upadku firmy.
Byli interesariusze i eksperci twierdzą, że bankructwo Upadek CêlaVíty jest godny ubolewania. Firma została założona w latach 60. XX wieku przez (poprzednika) Agrico w celu stworzenia rynku zbytu dla sadzeniaków ziemniaków, głównie o małych rozmiarach. To okazało się ogromnym sukcesem, czyniąc CêlaVítę motorem wzrostu generującym wysokie marże. Inni gracze na rynku ziemniaków później skopiowali tę strategię. Na początku tego stulecia Agrico stanęło przed wyborem: albo zainwestować dużo, albo wycofać się z inwestycji. Wybrano to drugie. Od tego czasu firma kilkakrotnie zmieniała właściciela, a warunki rynkowe stawały się coraz trudniejsze.
Strukturalnie kurczący się rynek sprzedaży
Upadłość CêlaVíta to toksyczny koktajl czynników wewnętrznych i zewnętrznych, na który ostatecznie nie było żadnych rozwiązań ani sposobów wyjścia. Weźmy na przykład rynek ziemniaków jadalnych, który kurczy się od lat. Nie tylko CêlaVíta, ale także jej konkurenci borykają się z problemami. Niedawna fuzja Schaap Holland i Landjuweel jest tego doskonałym przykładem; obie firmy otwarcie przyznały, że było to konieczne dla zabezpieczenia ich przyszłości. Fuzja działów ziemniaków jadalnych firm Nedato, Agrico i spółki zależnej Agrico, Leo de Kock, w PotatoNext również to potwierdza. Chociaż asortymenty produktów są różne, dyktują to warunki rynkowe.
Umowa z Albertem Heijnem upadła
W 2024 roku inwestor Nimbus przejął firmę CêlaVíta od McCaina, który nie widział przyszłości na rynku chłodzonych ziemniaków. Nimbus określa się jako firma specjalizująca się w ratowaniu firm borykających się z problemami finansowymi. Około półtora roku później okazuje się, że ta próba zakończyła się niepowodzeniem. Bezpośrednią przyczyną problemów CêlaVíta jest fiasko umowy z Albert Heijn. Od kwietnia sprzedaż spada o 200 ton tygodniowo, zarówno pod marką własną, jak i pod markami własnymi. Stanowi to około 20% całkowitej sprzedaży, co oczywiście wiąże się ze znacznymi kosztami.
Uderzające jest to, że Albert Heijn praktycznie zaprzecza anulowaniu tych zamówień. Twierdzą, że CelaVita nadal dostarcza produkty i żałują bankructwa swojego dostawcy, o czym poinformowali w swojej odpowiedzi. Boerenbusiness Nie ujawniają, czy nastąpiły jakiekolwiek zmiany w wolumenie od kwietnia. Prawda prawdopodobnie leży gdzieś między zerem a setką. W każdym razie CêlaVíta nie znalazła tak szybko nowych nabywców, twierdząc, że czasami były nawet o jedną czwartą (!) droższe niż konkurencja w przetargach. I to nie dlatego, że dostawali ziemniaki po zawyżonych cenach do fabryki. Nawiasem mówiąc, po przejęciu, dostawy około 120.000 XNUMX ton rocznie nadal pochodziły od McCaina, co oznacza, że kanadyjska firma prawdopodobnie również odczuwa ból związany z bankructwem.
Wewnętrzny konflikt
Wewnątrz wszystko skrzypi i trzeszczy. Częściowo wynika to z przestarzałej fabryki w Wezep, która ma zaległości konserwacyjne, skutkujące licznymi awariami. Z daleka wszystko wydaje się być wynikiem opóźnionych inwestycji i cięć budżetowych. Co więcej, CêlaVíta ma pecha, ponieważ koszty pracy w Holandii gwałtownie wzrosły w ostatnich latach. Pracownicy, za pośrednictwem związków zawodowych, domagali się… magazyn Na co CêlaVíta nie mogła sobie pozwolić. Związki zawodowe domagały się podwyżek płac o 5%, ale CêlaVíta nie mogła i nie chciała pójść dalej niż o 1,5%. Upadłość nagle postawiła przyszłość pracowników w niepewności, czego prawdopodobnie się nie spodziewali.
Fritesmarkt okazuje się nie być wyjściem
CêlaVíta niedawno przedstawiła sposób wyjścia z kryzysu, z którym powróci w 2026 roku rentowności Myśleli, że uda im się wyjść na prostą i w końcu znów zacząć przynosić zyski. Kurczący się rynek ziemniaków jadalnych musiał ustąpić miejsca rosnącemu rynkowi frytek. Zainwestowali w linię produkcyjną świeżych frytek i makaronu ziemniaczanego. Niestety, to nie przyniosło im rozwiązania. Rynek frytek był w tym okresie przepełniony, czego dobitnym przykładem były wyjątkowo niskie ceny frytek z wolnego wybiegu.
Na rynku z dużymi nadwyżkami frytek, po prostu nie ma obecnie miejsca dla nowych podmiotów. Ze względu na duży areał, warunki rynkowe prawdopodobnie pozostaną słabe. Oznaczało to również, że i tak chwiejna CêlaVíta straciła wszelkie perspektywy. Eksperci twierdzą, że CêlaVíta miałaby prawo istnieć tylko wtedy, gdyby jej finanse uległy znacznemu zaostrzeniu. Inwestor Nimbus prawdopodobnie nie ma zamiaru dalej ponosić strat i dlatego pozwolił firmie upaść.
Uruchomić ponownie?
Na razie kurtyna opadła dla stosunkowo niewielkiego producenta ziemniaków z bogatą historią i pasującym asortymentem produktów. Los CêlaVíty leży teraz w rękach syndyka, który rozważa kolejne kroki. Nowy początek bez wciąż wysokiego obciążenia finansowego jest logicznym scenariuszem, zdaniem byłych udziałowców.