Ograniczenia importowe, które Białoruś planuje wprowadzić w 2022 r., wpłyną na eksport żywności z wielu krajów europejskich, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Kanady. Przyjazna Rosja jest również nieumyślnie dotknięta. Duża część importowanej żywności jest przeznaczona na reeksport do Rosji.
Według przybliżonych szacunków ogłoszone sankcje dotkną paczki importowej żywności o wartości od 660 mln do 680 mln euro rocznie. Są to liczby przybliżone. Odbywa się również szary import. Dotyczy to głównie nabiału, mięsa oraz owoców i warzyw. Nie ma to wpływu na ryby i napoje alkoholowe, podobnie jak żywienie niemowląt i import żywności do użytku osobistego. Dzięki temu Białorusini wciąż mogą wracać do kraju z kufrem pełnym jedzenia z Polski lub Litwy. Przynajmniej jeśli granice pozostaną otwarte.
Tymczasem białoruskie sankcje grożą niezamierzonym skutkiem ubocznym. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko twierdzi, że białoruskie rolnictwo może z łatwością produkować więcej, aby zrekompensować utratę importu z Unii Europejskiej, ale w praktyce nie jest to łatwe. Wyprodukowanie większej ilości mleka i mięsa jest nadal możliwe, ale asortyment jest i tak węższy, a przynajmniej tak się szacuje. W szczególności coraz rzadziej pojawiają się produkty wyższej jakości. Konsekwencje będą odczuwalne także w sąsiedniej Rosji. Tam ceny detaliczne wielu artykułów spożywczych rosną, a podaż się kurczy.
Prezydent Alaksandr Łukaszenka obiecuje zrekompensować import z zaprzyjaźnionych krajów, ale coś takiego odniosło jedynie umiarkowany sukces po 2014 roku (podczas postoju rosyjskiego importu).
Białoruski rząd stwierdza ponadto, że embargo na żywność nie udaremnia białoruskich planów eksportowych. Przewiduje się, że eksport żywności w bieżącym roku będzie wart ponad 5,3 miliarda euro. Jednak lwia część przypada na Rosję i Ukrainę (z którymi też relacje się pogarszają).
Białoruskie sankcje importowe są odpowiedzią na wcześniejsze sankcje Zachodu, które zostały nałożone po zeszłorocznych oszustwach wyborczych i późniejszych surowych środkach przeciwko własnej ludności. Długa lista urzędników państwowych nie jest już mile widziana w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych, podobnie jak ich pieniądze. Ponadto ucierpiała seria białoruskich firm.
Działania przeciwko producentowi potażu Belaruskali
Dla sektora rolnego, zwłaszcza sankcje wobec Belaruskali, które stanowią 15% do 18% światowej produkcji potażu. Firma eksportuje rocznie potażu o wartości 2,5 miliarda euro ze swoich kopalń w Salihorsku, mieście w połowie drogi między Mińskiem a granicą z Ukrainą. Wydobyty produkt jest następnie transportowany koleją do litewskiego portu w Kłajpedzie, skąd wysyłany jest na cały świat.
W sierpniu Stany Zjednoczone ogłosiły pierwsze sankcje wobec Belaruskali. Do udziału wezwano także Litwę. Okazało się to trudnym zadaniem dla rządu litewskiego. Z jednej strony wyrażono poparcie dla sankcji, a także wzięło udział w pakiecie europejskim. Tymczasem koleje litewskie kontynuowały transport potażu. To by się ostatecznie skończyło w grudniu, ale teraz okazuje się, że Belaruskali już zapłacił z góry do stycznia, koleje się bronią. W tym miesiącu do Kłajpedy trafi kolejny milion ton potażu.
Biorąc pod uwagę dochody z transportu białoruskiego potażu, dalsze wspieranie eksportu przez litewskie koleje jest atrakcyjne, ale w ostatnich dniach kwestia ta wydaje się mieć polityczne konsekwencje w Wilnie. Kontynuacja eksportu staje się coraz trudniejsza ze względu na rosnącą presję z obu stron.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.