Prezydent Joe Biden chce, aby amerykańscy rolnicy zwiększyli produkcję, ponieważ bezpieczeństwo żywnościowe jest zagrożone z powodu wojny na Ukrainie. Tak więc w tym tygodniu podwoił dotację do 500 milionów dolarów na dodatkową produkcję nawozów. Zachęca także rolników w USA do zasiania w tym roku plonów następczych.
O ile poprzednik Donald Trump był postrzegany jako prezydent amerykańskiego rolnika, o tyle Biden ostatnio sam się nim przedstawia profesjonalny rolnik. Spowodowane to wojną na Ukrainie, która spowodowała gwałtowny wzrost cen żywności. Biały Dom mówi o światowym wzroście cen o 13%. Zwiększając produkcję żywności we własnym kraju, USA chcą wziąć na siebie odpowiedzialność w tym zakresie.
W tym tygodniu prezydent odwiedził farmę w Illinois, której towarzyszył sekretarz rolnictwa Tom Vilsack. Po drodze w Air Force One zwrócił się do Vilsacka: „Tom, podwój premię za dodatkową produkcję nawozów. Jest to pilnie potrzebne, nie możemy teraz podejmować żadnego ryzyka”. Biden uruchomił już wcześniej program dotacji na ten cel w wysokości 250 milionów dolarów.
„Spichlerz demokracji”
Dostępność nawozów jest dla Bidena priorytetem, bo według niego jest to klucz do dodatkowej produkcji żywności. Prezydent ma na myśli ważną rolę dla swojego kraju w zakresie światowej produkcji żywności. Według Bidena rolnicy w USA są spichlerzem chleba – lub koszyk na chleb w ujęciu amerykańskim – demokracji. W ten sposób uderza w Rosję, która wraz z Ukrainą nazywana jest także spichlerzem Europy.
Oprócz dotacji do nawozów rząd amerykański wzywa do późniejszej uprawy. Pozwala to na zwiększenie produkcji (zboża) bez konieczności pozyskiwania dodatkowej ziemi. Problem pojawia się w tym momencie, ponieważ w wielu powiatach rolnicy zajmujący się uprawami sukcesywnymi nie kwalifikują się obecnie do tzw. „ubezpieczenia upraw”. Dlatego Biden chce, aby kontynuacja upraw została uwzględniona w 681 dodatkowych hrabstwach.