Głównym tematem na rynku gazu pozostają dostawy gazu z Rosji. Rosja wykorzystuje dostawy gazu jako środek nacisku politycznego. Jednak jego skutki nie ograniczają się do Europy.
Gaz pozostaje historycznie drogi na rynku europejskim. W środę 27 lipca notowania na TTF wzrosły do 205,22 euro za MWh. W kolejnych dniach cena nieznacznie spadła, ale ostatecznie w piątek 190,91 lipca została ograniczona do 29 euro za MWh. Jednak wczoraj cena ponownie wzrosła do 205,17 euro za MWh. Notowania na TTF są zatem niewiele niższe od rekordowej ceny z początku marca, kiedy cena osiągnęła szczyt na poziomie 227,20 euro za MWh.
Główną przyczyną wysokich cen gazu są i pozostają malejące dostawy gazu z Rosji. Najważniejszą trasą importu gazu jest Nord Stream 1. Obecnie tym rurociągiem do Europy trafia codziennie zaledwie 33 miliony metrów sześciennych gazu. Stanowi to około 20% przepustowości rurociągu. Zdaniem Gazpromu ze względu na problemy techniczne nie będzie już możliwe przesyłanie gazu tą trasą. Odcięcie dostaw gazu przez Gazprom zbiegło się w czasie z zapowiedzią Komisji Europejskiej, że państwa członkowskie muszą zaoszczędzić 15% na zużyciu gazu.
Konkurencja
Ograniczanie dostaw gazu do Europy coraz więcej partii postrzega jako środek nacisku politycznego na UE. Dotyczy to nie tylko europejskich odbiorców gazu. Aby ograniczyć konieczność importu gazu z Rosji, w ostatnich miesiącach UE aktywnie wkroczyła na rynek LNG. Wraz ze spadkiem dostaw z Rosji ceny na europejskim rynku gazu rosną, a europejscy odbiorcy mogą płacić za LNG coraz wyższe ceny. A azjatyccy nabywcy LNG są tym coraz bardziej zaniepokojeni. Kraje takie jak Korea Południowa i Japonia tradycyjnie są ważnymi odbiorcami LNG. Aby nie zabrakło gazu w nadchodzącą zimę i odbudował zapasy, azjatyccy nabywcy podążają za cenami europejskimi. Daje to dodatkowy impuls do wzrostu cen gazu.