Rynek ropy naftowej znajduje się w tym tygodniu w strefie spadkowej. Stopy procentowe, inflacja i koronawirus dostarczają mnóstwo zajęć uczestnikom rynku. Obawy o niezadowalający popyt na ropę naftową i olej napędowy spowodowały spadek cen. Oczywiście pojawiają się również informacje optymistyczne, ale inwestorzy i spekulanci zdają się być na nie równie odporni.
Rynek ropy naftowej znajduje się w kryzysie w pierwszym tygodniu 2023 roku. W piątek 30 grudnia cena ropy Brent wynosiła 85,91 USD za baryłkę. W środę 4 stycznia cena spadła do 77,84 dolarów za baryłkę. Cena ropy naftowej nieznacznie wzrosła i obecnie wynosi około 79 dolarów za baryłkę.
Na rynku ropy naftowej główną rolę odgrywa przede wszystkim rozczarowująco oczekiwany popyt na ropę. Podwyżki stóp procentowych, inflacja i fala koronawirusa w Chinach hamują wzrost gospodarczy, a tym samym popyt na ropę naftową. Według doniesień chiński rząd ma wydać dodatkowe licencje eksportowe na eksport destylatów ropy naftowej do początku 2023 r. Obniżka cen, którą saudyjska firma naftowa Aramco wprowadziła dla swoich europejskich i azjatyckich klientów do najniższego poziomu od listopada 2021 r., jest również postrzegana jako oznaka słabego popytu na ropę.
Na rynku z pewnością są byki, lecz obecnie tracą. Dane Agencji Informacji Energetycznej (EIA) pokazują, że zapasy paliw w USA gwałtownie spadły na skutek ekstremalnie niskich temperatur panujących w okresie Bożego Narodzenia. Awaria rurociągu paliwowego w USA również nie wywołała większego niepokoju na rynku. Wpływ pułapu cenowego na ropę rosyjską nadal budzi dużą niepewność. Na razie rosyjska ropa naftowa wciąż wydaje się łatwo trafiać na rynki światowe, choć jej cena jest znacznie poniżej pułapu. Cena ropy Ural w tym tygodniu osiągnęła poziom 50 dolarów za baryłkę, czyli niewiele poniżej 10 dolarów poniżej proponowanego maksimum przez grupę G7.
Długoterminowa wizja
Innym czynnikiem, który może mieć poważne konsekwencje dla cen ropy naftowej w dłuższej perspektywie, jest brak inwestycji w paliwa kopalne. Kilku ekspertów związanych z przemysłem naftowym wskazuje, że UE i USA mają duże ambicje w kwestii zazieleniania. W praktyce wdrażanie tego rozwiązania pozostawia wiele do życzenia. Zależność Europy od gazu z Rosji stanowi pilne ostrzeżenie, że włożenie wszystkich jajek do jednego koszyka może mieć poważne konsekwencje, skutkując kryzysem energetycznym. Jednak przesłanie to najwyraźniej zostało częściowo zapomniane, a rozprzestrzenianie się ryzyka nie jest już priorytetem politycznym.
Niektórzy eksperci podają przykład dodatkowej opłaty, którą firmy energetyczne w UE muszą płacić od dodatkowych zysków wynikających z wysokich cen energii. Amerykańska spółka naftowa podjęła jednak kroki prawne przeciwko Komisji Europejskiej, gdyż uważa, że Komisja nie ma uprawnień do nakładania takiego podatku. Podstawowy problem po prostu pozostaje ignorowany. Europa jest uzależniona od paliw kopalnych. Podejmowane są wysiłki w celu ograniczenia tej zależności, lecz nie jest to jeszcze wystarczające, aby zapewnić realną alternatywę dla ropy naftowej i gazu. Jednocześnie tego typu dodatkowa opłata zniechęca do inwestycji np. w nowe źródła ropy naftowej i gazu. Dopóki nie zostaną podjęte dobre, przemyślane decyzje, kryzys energetyczny będzie się pogłębiał, chociaż teraz, gdy ceny ropy naftowej i gazu zaczynają spadać, najgorsze wydaje się już za nami.
Diesel
Ceny oleju napędowego, podobnie jak ropy naftowej, zanotowały w tym tygodniu spadek. W czwartek 5 stycznia sugerowana cena detaliczna wynosiła 130,82 euro za 100 litrów. EIA szacuje, że na rynku amerykańskim ceny oleju napędowego mogą spaść jeszcze bardziej w pierwszej połowie 2023 r. Jako przyczynę podaje się spadek produkcji przemysłowej w USA. Na europejskim rynku kontraktów terminowych na olej napędowy również widać spadek cen tego paliwa. Obecny kontrakt jest o 16% wyższy niż kontrakt czerwcowy. Jest to również sygnał, że cena oleju napędowego nadal ma potencjał do spadku w najbliższej przyszłości.