„Mniej krów. Albo więcej ziemi”. Peter Oosterhof zwięźle i jasno odpowiada na trudne pytanie. Chcemy wiedzieć, jak będzie wyglądać jego gospodarstwo mleczne w Foxwolde w Drenthe w 2040 roku. Staje się bardziej rozległy. Dotyczy to większości gospodarstw mlecznych. Z bogatszym życiem glebowym, mniejszą utratą azotu i emisją CO2 oraz z większą ilością natury w rolnictwie. A z hodowcami bydła mlecznego, którzy są odpowiedzialni za własną sytuację, coś, co z pewnością przemawia do Petera.
Do 2015 r. prowadził gospodarstwo na pełnych obrotach, co oznacza maksymalizację wydajności gruntów rolnych: uzyskiwanie jak największej ilości mleka od każdej krowy przy użyciu wielu środków, takich jak nawozy, koncentraty, leki weterynaryjne i tak dalej. Czasami przepisy ograniczają, jak daleko możesz się posunąć, ale poza tym: bez hamulców. Wykorzystanie wszystkich zasobów nie zawsze jest optymalne. A to nie jest konieczne w tym widoku. Ponieważ wzrost jest niezbędny, a właściwie dogmat. Jeśli nie dorośniesz, nie będziesz należeć za pięć lub dziesięć lat. Skalowanie i intensyfikacja może coś kosztować, choćby tylko po to, by pozostać w wyścigu.
Model przychodów
System ten przekracza nośność środowiska. Nie jest to również zrównoważony model dochodów, ponieważ wielu doświadczonych hodowców bydła mlecznego. Dla wielu nie zapewnia dobrych dochodów. Tylko w latach z wyjątkowo dobrą ceną mleka, jak w 2022 r., może zostać wystarczająco dużo. Średnio na przestrzeni lat koszty wszystkich tych nakładów rosną szybciej niż przychody, więc tylko dalsze zwiększanie skali może zaoferować (tymczasowe) rozwiązanie. Często oznacza to jeszcze większe finansowanie zewnętrzne, które również nie jest darmowe. Wielu hodowców zwierząt gospodarskich rozpoznaje ten mechanizm, ale nie widzi wyjścia z niego… ponieważ czują się związani z bankami i/lub dostawcami, którzy (miejmy nadzieję) nadal ich finansują.
Petera Oosterhoffa
Skamieniałość
Dla Piotra grosz zaczął spadać w 2015 roku. Przyjął inne podejście, oparte na przekonaniu, że musimy pozbyć się surowców kopalnych w rolnictwie, tak jak w pozostałej części społeczeństwa. „Trzeba więc przestać używać nawozów sztucznych, bo ich produkcja kosztuje ogromne ilości gazu. Duże fabryki nawozów niezmiennie znajdują się na szczycie listy głównych konsumentów paliw kopalnych i emisji zanieczyszczeń, takich jak azot”, wyjaśnia Oosterhof.
W rzeczywistości obecna hodowla bydła mlecznego jest w dużej mierze porównywalna: użytki zielone z monokulturą życicy trwałej są doprowadzane do wysokich plonów dzięki nawozom, krowy z jednostronnymi predyspozycjami do najwyższej produkcji mleka osiągają to tylko dzięki dużym ilościom uzupełniających koncentratów. „Ten koncentrat powoduje również ogromne emisje i niszczenie przyrody; duża część surowców pochodzi z Brazylii, gdzie wycięto lasy deszczowe pod uprawę soi. No i oczywiście transport na dużą skalę tych surowców białkowych przez oceanów jest również daleki od zrównoważonego rozwoju”.
Nigdy więcej zboża
To tyle w kwestii krytycznej analizy. Jak Peter dostosował swój biznes? Na całej swojej ziemi (60 hektarów użytków zielonych w pobliżu gospodarstwa i 30 hektarów dzierżawionego rezerwatu przyrody dalej) nie rozsiewa już ani jednego ziarna nawozu. Nawożenie jego gleby - głównie piasku i torfu z kilkoma gliniastymi kłosami - zapewniają krowy mleczne, które jak najwięcej pasą się na zewnątrz. Jego 120 zwierząt spędziło 300 dni na łące w zeszłym roku i wyszło ponownie w połowie lutego tego roku. To piękny widok: stado o odcieniach koloru od białego do czerwonego, szarego, brązowego i czarnego. Peter decyduje się na krzyżowanie z odmianami bardziej zorientowanymi na mięso, takimi jak Fleckvieh. „W ten sposób otrzymujesz stado, które może wytrzymać bicie. A co ważniejsze, jest to bardzo dobre w przekształcaniu trawy w mleko”. Produkcja mleka koncentruje się zatem w miesiącach, w których jest dużo świeżej trawy. W okresie zimowym hodowca bydła mlecznego karmi kiszonką z trawy, którą pozyskał w dzierżawionym rezerwacie przyrody. „Można to też nazwać śmieciem, bo ma mało wartości odżywczych” – mówi Oosterhof. Jego silne krowy przeżywają z nim zimę i cielą się wczesną wiosną, aby dawać mleko ze świeżej trawy.
wniebowzięty
Ponieważ krowy spędzają większą część roku na zewnątrz, przynoszą dużo nawozu na ziemię. „Nie muszę rozsiewać wszystkiego, co moje krowy zostawiają na pastwisku. Co ważniejsze, obornik ma bardzo pozytywny wpływ na glebę”. Obornik na użytkach zielonych, które Peter zasiewa mieszanką traw bogatą w zioła, stymuluje życie w glebie i przyczynia się do wyższej zawartości materii organicznej. „W ciągu kilku lat stworzyliśmy glebę o znacznie bogatszym życiu, która może magazynować więcej węgla i która działa jak gąbka, magazynując więcej wody” – mówi entuzjastycznie Oosterhof.
Bogate życie glebowe jest podstawą wzrostu trawy i produkcji mleka. Ale Oosterhof nie może obejść się również bez koncentratów. Drastycznie zredukował tę kwotę do 1.250 kilogramów na zwierzę rocznie. Średnia w holenderskiej hodowli bydła mlecznego wynosi około 2.500 kilogramów na krowę. „Nie mogę całkowicie zrezygnować z koncentratów, ponieważ dodatkowa ziemia, która byłaby potrzebna, jest zbyt droga”.
biologiczny
W ciągu zaledwie kilku lat jego podejście okazało się zgodne z zasadami rolnictwa ekologicznego. Oosterhof posiada certyfikat od 2018 roku i otrzymuje (wyższą) cenę mleka ekologicznego. „To dobrze, oczywiście, ale moim przekonaniem nie jest ekorolnictwo. Chcę współpracować z naturą, a nie przeciw niej. Bo to prowadzi do wszelkiego rodzaju negatywnych skutków ubocznych, takich jak zanieczyszczenie środowiska. Tradycyjnie wymyślamy wszelkiego rodzaju dostosowania aby je wyeliminować. Rozwiązania typu „końca rury”, które w rzeczywistości leczą objawy, ale powodują, że hodowcy bydła mlecznego ponoszą coraz większe koszty, nie zajmując się pierwotną przyczyną problemu. Jako przykłady takich dostosowań Peter wymienia niskoemisyjne posadzki stajni (które w praktyce okazują się wcale nie tak niskoemisyjne, jak wyliczono na papierze), płuczki powietrza, wtryskiwacze obornika, dodatki i „krakersy azotu”. „Firmy, które to dostarczają, zarabiają dobre pieniądze na nieszczelnym systemie. Na plecach rolnika, ponieważ ostatecznie mu to nie pomoże”.
Niższe koszty
Oosterhof uciekł z wyścigu szczurów i znów czuje, że kontroluje swoją sytuację. Ale czy też da się to zrobić? Ponieważ ma mniej krów typu mlecznego, które otrzymują mniej składników odżywczych. Więc jego produkcja mleka jest niższa? „Tak, ale mamy dobrą cenę mleka”. Czy to wystarczy? Niezupełnie, ale jest efekt, który jest co najmniej równie ważny. „Nasze koszty są znacznie niższe niż w tradycyjnym gospodarstwie mleczarskim. Wystarczy dodać: żadnych nawozów, znacznie mniej koncentratu, niższy rachunek od weterynarza i mógłbym wymieniać w nieskończoność”. Jak zmieniły się dochody Piotra od 2015 roku, kiedy zmienił kurs? „Przez ostatnie siedem lat miałem wyższe dochody niż wcześniej. Jest to więc z pewnością ciekawa opcja, choć zdaję sobie sprawę, że nie dla wszystkich firm”.
Menedżer przyrody
Zdaje sobie sprawę, że jego podejście oznacza zupełnie inny sposób gospodarowania. „Dla nas wszystko sprowadza się do wprowadzenia naturalnych procesów do kultury. Właściwie nie jestem już rolnikiem, ale menedżerem przyrody zajmującym się produkcją żywności”. O tym, że mu się to udaje, świadczy również reakcja ekologa, który odwiedził jego firmę. „Powiedział, że na mojej ziemi jest więcej do przeżycia z ekologicznego punktu widzenia niż w rezerwacie przyrody, który graniczy z naszą ziemią”. Miły komplement. „Na nasz sposób zarządzanie nie kosztuje dużo pieniędzy, a zapewnia uczciwe i dobre jedzenie” – dodaje Peter.
Odsetki
Chociaż jego metoda pracy jest radykalnym odejściem od dziesięcioleci intensyfikacji hodowli bydła mlecznego, Oosterhof zauważył, że coraz więcej współpracowników wykazuje pozytywne zainteresowanie. „Coś się naprawdę rusza. Nawet przekonani, pracujący na pełnych obrotach rolnicy zaczynają mieć wątpliwości”. Czy rząd może na to zareagować, aby ułatwić przejście na hodowlę bydła mlecznego bardziej uwzględniającą przyrodę? Według Oosterhofa jest to o wiele mniej skomplikowane niż obecne kłopoty z normami azotu, mapami przyrody i dyskusjami na temat wywłaszczeń. „Wybierzcie zakaz nawozów sztucznych i górną granicę ilości koncentratu. Nieobowiązkowo, ale jako warunek nagrody, której życzyłby sobie każdy hodowca bydła mlecznego: zwolnienia ze wszystkich nowych obowiązków, które tylko zwalczają objawy i zwiększają koszty”.
panel słoneczny
Szczere rady dla adwokatów i decydentów od człowieka, który po godzinie rozmowy zaczyna coraz bardziej wiercić się na krześle. „Chodź, wyjdźmy na zewnątrz. Potem pokażę ci, gdzie zaczyna się rozwiązanie”. Wsiadamy do elektrycznego wózka Oosterhof i śmigamy z działki na działkę. Z tyłu jest kilka jabłoni, które dziś posadzi. Wraz z innymi drzewami, które pojawiły się spontanicznie na obrzeżach działek w ostatnich latach i są cenione przez Oosterhofa: cień dla jego krów i dodatkowe źródło bioróżnorodności. Na każdej działce wbija łopatę w ziemię i przewraca darń. Dziesiątki dżdżownic roi się w glebie. Uśmiechnięty Peter Oosterhof patrzy na nas. „Z tego wyrasta nasza trawa. Trawa, z której robimy mleko. Trawa, która przekształca światło słoneczne w węgiel, białka i energię. Nie ma lepszego panelu słonecznego niż ta trawa”.
GOSPODARSTWO MLECZNE W 2040 R
według Petera Oosterhofa
● zdrowa gleba jako podstawa
● brak nawozu
● mniej koncentratu
● silne krowy
● Rolnik mniej zależny od dostawców
● stabilny dochód dzięki niższym kosztom
Ten sponsorowany artykuł jest częścią serii „Rzecznicy przyszłości”, inicjatywy Transition Coalition Food. W tej serii wywiadów, pisanych przez Jeen Akkerman, wizjonerzy mają okazję podzielić się swoimi poglądami na temat przyszłości produkcji żywności w Holandii. Redaktorzy Boerenbusiness nie ponosi odpowiedzialności za treść niniejszych publikacji.