Stare prawo Murphy'ego ma coraz większe zastosowanie na rynku nawozów: problem za problemem się piętrzy. Po bardzo mokrej wiośnie i zniesieniu derogacji sezon wyjazdowy jest teraz utrudniony przez – prawie – ekstremalne opady. Sytuacja grozi przekształceniem się w katastrofę, informatorzy ostrzegają niemal jednoznacznie. Tylko ustępujący minister rolnictwa Piet Adema może jeszcze uporać się z problemem.
Rozpoczęcie sezonu siewnego tej wiosny zakończyło się fiaskiem i od tego czasu sytuacja nie poprawiła się. Choć niezbędną ilość nawozu można było rozrzucić w maju i czerwcu, obecnie przyczepa kempingowa ponownie stoi w miejscu. Ulewne deszcze w lipcu spowodowały, że w wielu miejscach kraj był zbyt mokry. Można jeździć tylko do miejsc składowania, ale w sumie nie zmniejsza to ciśnienia. Deszcz na pewno nie sprzyja sprawnym zbiorom zbóż. Według doniesień w Zelandii i południowo-zachodniej Holandii ponad połowa została wymłócona, ale na (bardziej) północnych obszarach uprawnych często zebrano tylko jedną czwartą zbiorów zbóż. Jeśli ten odsetek został już osiągnięty. W innych latach kombajny były często gotowe pod koniec lipca.
Późne zbiory zbóż to kolejna porażka na rynku nawozów. Przecież presja na podwyżkę składek w związku z przyspieszonym wycofywaniem odstępstwa była już ogromna. Obecnie, gdy nie można już uwzględniać stref buforowych jako przestrzeni do umieszczania zwierząt, szacuje się, że nad rynkiem wisi od 2,5 do 3 milionów ton dodatkowej gnojowicy bydlęcej.
Ceny rosną
Wielu pośredników nawozowych, którzy odważyli się na zawieranie porozumień w sprawie stałych cen, obecnie utknęło w martwym punkcie. Oczekiwali, że ceny nawozów spadną pod koniec lata. Dzieje się odwrotnie, ceny nawozów nadal rosną. Hodowcy zwierząt gospodarskich zauważają zatem rosnące koszty usuwania obornika. Wkłady w zbiórkę gnojowicy bydlęcej wynoszą obecnie lub przekraczają 20 euro za metr sześcienny we wszystkich obszarach. Ceny gnojowicy świńskiej są o kilka euro wyższe i wydają się zmierzać do 25 euro za metr sześcienny. Nie są to jeszcze rekordowo wysokie ceny, ale obniżki cen z ostatnich lat zostały zniwelowane.
Rolnicy zajmujący się uprawą roli znów mogą zarabiać
Oznacza to, że rolnicy zajmujący się uprawą roli znów mogą otrzymać pieniądze na gnojówkę. Czasami cena zakupu przekracza 10 euro za metr sześcienny. Jednak rolnicy zajmujący się uprawą roli często nie są zainteresowani gnojowicą gnojową. Ceny nawozów wprawdzie zapewniają dodatkową równowagę, ale nie ma to większego znaczenia w porównaniu z niebotycznie wysokimi cenami ziemniaków i cebuli. Niemniej jednak pośrednicy mają nadzieję, że uda im się zwrócić do rolników zajmujących się uprawą roli w końcowej fazie sezonu siewnego. Presja podaży jest tak duża, że grozi to katastrofą – ostrzegają znawcy. Według doświadczonych specjalistów, którzy działają w branży od trzydziestu lat lub dłużej, sytuacja nigdy wcześniej nie była tak tragiczna.
Cumela czeka na Ademę
Korytarze zdecydowali się już na przedłużenie sezonu siewnego, aby zyskać na czasie. Szczególnie potrzebna wydaje się dodatkowa przestrzeń użytkowa. Dlatego już w połowie lipca organizacja branżowa Cumela zaapelowała do ustępującego ministra rolnictwa Ademy o zwiększenie powierzchni użytkowej dla azotu. Według stowarzyszenia branżowego rolnicy zajmujący się uprawami często już tej wiosny wypełnili przestrzeń użytkową azotem. Jak dotąd Adema nie odpowiedziała na prośbę o podwyższenie maksymalnego standardu azotu do 170 kilogramów na hektar. Biorąc jednak pod uwagę, że nadal trwa przerwa, ludzie nadal mają nadzieję, że Adema przyjmie rozsądną postawę i pomyśli, jak złagodzić presję na rynku nawozu naturalnego.