Jako komisarzowi europejskiemu w Brukseli wydaje się, że łatwiej jest coś zadekretować i się tego trzymać, niż trzymać się w ryzach we własnym kraju. Mówimy o „Mistrze Zielonym Ładzie”, Fransie Timmermansie, który jako pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej przeforsował ogromny pakiet środków w zakresie ochrony środowiska i zrównoważonego rozwoju. Interesy rolnicze i spożywcze sprawiają wrażenie, jakby przejechał je walec parowy. Timmermans zajmował się swoimi sprawami bez przerwy (i przy niewielkim słuchaniu).
Teraz, gdy wróciłem do „zwykłych” ludzi w Holandii i jako lider połączenia GroenLinks-PvdA, wszystko działa inaczej. Tak inny, że w ostatni weekend nagle przestał kurczowo trzymać się roku 2030 w swoich planach zrównoważonego rozwoju. Było to tematem debaty w holenderskiej telewizji, ale odbiło się to szerokim echem w całej UE. Szczególnie w Niemczech, Francji i Belgii zauważyło to niewiele osób mających jakiekolwiek interesy polityczne.
Po chichotach nastąpiła reakcja
Po chichotaniu pojawia się również odrzucenie. Timmermans odszedł, pozostawia próżnię i nadal patrzy na swoje wysiłki z odpowiedniej perspektywy. Oczywiście, że to coś robi i powoduje reakcję. Niektóre z tych stwierdzeń znalazły odzwierciedlenie w tym tygodniu w rozmowie pomiędzy grupą posłów do Parlamentu Europejskiego a przemysłem mleczarskim. Według niemieckiego chadeki Norberta Linsa przewodniczącej komisji Ursuli von der Leyen wcale nie było smutno z powodu odejścia Timmermansa i jego świty „aktywistów”. Jego zdaniem nie bez powodu Von der Leyen wypowiadała się ostatnio z uznaniem o rolnictwie i wzywała do „dialogu strategicznego”, choć jest już o lata za późno. Podobne słowa wyraził także jego liberalny kolega Martin Hlavacek.
Brak równowagi
Nawet socjalista (jak Timmermans) Paolo de Castro mówił o braku równowagi i ciągłym wytykaniu palcem rolnictwa. Zasugerował także, że Timmermans był przyczyną „otwartego konfliktu” pomiędzy interesami środowiskowymi i rolniczymi w strukturach europejskich. Holenderski eurodeputowany Bert Jan Ruissen (SGP) opowiadał się także za przywróceniem równowagi w polityce UE w obszarach środowiska i rolnictwa.
Komunikacja przez balkon
Od pewnego czasu wiadomo, że Timmermans i jego zespół zajmowali się swoimi sprawami, nie zwracając większej uwagi na interesy rolnictwa i żywności. Organizacje pozarządowe wchodziły i wychodziły z jego biura, ale organizacje rolnicze musiały walczyć o piętnaście minut uwagi. Biuro europejskich organizacji rolniczych znajduje się naprzeciwko dawnego miejsca pracy Timmermansa (obecnie Wopke Hoekstra). Frustracja związana z tą sytuacją była tak duża, że niektórzy rozważali możliwość komunikowania się z komisarzem europejskim za pośrednictwem banera na balkonie, jeśli zajdzie taka potrzeba.
W ten czwartek stało się również jasne, że ustawa o przywracaniu przyrody, najnowszy produkt Timmermansa, zostanie wprowadzona jedynie w bardzo osłabionej formie, bez budzącego obawy zakazu pogarszania się stanu. W związku z tą sytuacją wiele osób odetchnęło z ulgą, zarówno w rolnictwie, jak i w innych obszarach gospodarki. Wydaje się to mniej szkodliwe dla dziedzictwa politycznego Timmermana niż jego własne oświadczenia o innej dacie końcowej planów środowiskowych i klimatycznych.
Van der Wal jest mniej poruszony niż Timmermans
Jednak kolej Timmermansa tworzy przestrzeń dla holenderskiego kontekstu politycznego, nawet jeśli połączenie GroenLinks-PvdA nie miałoby współrządzić. Nadal brakuje trochę ostrości.
Odchodzący gabinet Rutte nie jest jeszcze zbyt elastyczny. Z pewnością nie minister azotu Christianne van der Wal. Kilka tygodni temu Schiphol była w stanie szybko pomóc im w uzyskaniu pozwolenia, ale kiedy w tym tygodniu do ich drzwi zapukały władze prowincji z planem wprowadzenia progu azotu, z którego skorzystałoby zarówno budownictwo, jak i rolnictwo, natychmiast stwierdziła, że jest to „niewykonalne”. W porównaniu z nią Timmermans wydaje się bardziej zaawansowana. Być może będziemy musieli poczekać na wyniki wyborów pod koniec miesiąca, zanim możliwe będą dalsze ruchy.
Adema również wypada z roli
Pozostaje pytanie, dlaczego tak się dzieje, ale faktem jest, że ustępujący minister rolnictwa Piet Adema również nie nadąża już za zmianami. W rozmowie z De Telegraafem politykę azotową, do której się dotychczas dostosowywał, nazywa nagle całkowicie wykolejoną modelową rzeczywistością i nadziejami na inny reżim dla rolnictwa. Należy mieć nadzieję, że po wyborach nastąpi szybka formacja, gdyż na jednej poduszce resortowej dwóch ministrów o przeciwstawnych poglądach....
Zezwolenia flamandzkie
Ponieważ Flandria zasadniczo korzysta z tego samego systemu azotu co Holandia, tamtejsze problemy są również porównywalne. Tylko liczby są tam nieco inne. Podczas gdy Holandia ma kilka tysięcy detektorów PAS i interimmerów, we Flandrii około czterystu gospodarstw mlecznych jest zagrożonych problemami z uzyskaniem pozwolenia w perspektywie krótkoterminowej. W odróżnieniu od Holandii we Flandrii nie ma jeszcze BBB ani NSC, które mogłyby pomóc wsiom.