Przez większą część tygodnia na rynku ropy naftowej panowały negatywne nastroje. Słabe wyniki gospodarcze sprawiają, że inwestorzy spodziewają się stosunkowo niskiego popytu na ropę naftową w 2024 r. Napięcia geopolityczne miały niewielki wpływ na rynek aż do wczoraj (3 stycznia). Tego dnia stosunkowo niewielki incydent w Libii spowodował ponowne zaostrzenie się napięć.
Spadek cen ropy naftowej trwał przez większą część minionego tygodnia. W czwartek 28 grudnia cena ropy Brent wynosiła 77,15 dolara za baryłkę. Do wtorku 2 stycznia cena ropy spadała. Tego dnia cena osiągnęła 75,89 USD. Cena znów rośnie. W środę 3 stycznia cena wzrosła gwałtownie do 79,99 USD.
W tej chwili na nastroje na rynku ropy naftowej wpływają przede wszystkim słabe wyniki gospodarcze. Niedawny raport banku inwestycyjnego JP Morgan przedstawia wyraźny obraz słabej sytuacji gospodarczej. Bank przewiduje, że w 2024 r. rynek pozostanie w miarę zrównoważony, kończąc rok niewielkim wzrostem lub spadkiem. Według banku inwestycyjnego wyższe stopy procentowe w krajach zachodnich utrzymają się na rynku w tym roku. Ma to wpływ na wydatki konsumentów, co z kolei ogranicza aktywność przemysłową.
Ogłoszenie nowego spotkania OPEC nie zmieniło negatywnych nastrojów. W niedawnym biuletynie ING twierdzi się, że ze względu na spadki produkcji w ostatnich miesiącach, nie ma zbyt dużego pola do ograniczania podaży. Łącznie kraje planują obniżyć swoje cele o 2,2 mln baryłek dziennie w pierwszym kwartale 2024 r. Analitycy już teraz nie mają zaufania do zdolności OPEC do wdrożenia obecnych niższych celów. Wyjaśnia to, dlaczego ogłoszenie o nowym spotkaniu nie spotkało się z dużym zainteresowaniem rynku. Ponadto, najnowszy raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) pokazuje, że wyższa produkcja ropy naftowej w krajach spoza OPEC z nawiązką zrównoważy wzrost popytu na ropę w 2024 r. Agencja szacuje, że popyt na ropę wzrośnie do 2024 mln baryłek dziennie w 1,1 r., podczas gdy podaż z krajów spoza kartelu wzrośnie do 1,2 mln baryłek.
napięcia
Do środy napięcia geopolityczne nie miały większego wpływu na cenę ropy naftowej. W ten weekend sytuacja na Morzu Czerwonym uległa dalszej eskalacji. Po kolejnym ataku Hutich na kontenerowiec należący do firmy żeglugowej Maersk, Marynarka Wojenna Stanów Zjednoczonych zdecydowała się zaatakować rebeliantów. W wyniku ataku zatonęły trzy statki Huti. Po działaniach Stanów Zjednoczonych Iran podjął decyzję o rozmieszczeniu w tym rejonie okrętu wojennego. Analityk Sanford Bernstein stwierdził jednak, że nie będzie to miało żadnych konsekwencji dla fizycznego rynku ropy naftowej, co oznacza, że rynki pozostały dość zrównoważone, mimo zbliżającego się ryzyka, podaje Bloomberg.
Fakt, że sytuacja jest nadal niepewna, został udowodniony po raz kolejny w środę 3 stycznia, kiedy protesty na libijskim polu naftowym Sharara doprowadziły do zmniejszenia produkcji. Łącznie produkcja spadła o 300.000 tys. baryłek dziennie. Fakt, że rynek ropy naftowej ucierpiał z powodu stosunkowo niewielkiego incydentu, jest złym znakiem. Analitycy twierdzą, że niższa produkcja potęguje również obawy o niższą podaż z powodu potencjalnych zakłóceń na Morzu Czerwonym. Tym bardziej, że nie jest niczym wyjątkowym, aby dostawy ze złoża Sharara były mniejsze z powodu protestów.
Tymczasem w przyszłym roku ceny oleju napędowego mają znacznie wzrosnąć. W czwartek 28 grudnia olej napędowy kosztował 125,67 euro za 100 litrów. Około Sylwestra cena oleju napędowego osiągnęła najniższy poziom 124,48 euro. Jednak we wtorek 2 stycznia cena ponownie wzrosła do 128,61 euro. Wyższa cena wydaje się być spowodowana zwiększonym popytem ze strony przemysłu i transportu, teraz, gdy okres świąteczny już się zakończył.