Ustępujący minister rolnictwa Piet Adema odniósł w tym tygodniu nowy sukces, aczkolwiek ze smutnym zabarwieniem dla hodowli bydła mlecznego. Jego plan rozwiązania problemu odchodów cieszy się poparciem większości w Izbie Reprezentantów i będzie miał głęboki wpływ na przedsiębiorstwa.
Ale wydarzyło się więcej, szczególnie w ubiegły czwartek. W tym czasie w Hadze złożono także pilny pozew organizacji ekologicznej Greenpeace przeciwko państwu.
Organizacja pozarządowa wszystkimi gwiazdami
Sala wyglądała jak spotkanie gwiazd zielonych organizacji pozarządowych i ich przywódców, ale nie to było najbardziej niezwykłe. Najbardziej godna uwagi była linia obrony i język Prokuratora Stanowego wobec Greenpeace, w którym wyjaśniono, że wiele się już wydarzyło. Porównaj to z alarmującym językiem ustępującego obecnie rządu w Izbie Reprezentantów, a stanie się jasne, że państwo mówi dwoma ustami. Wydaje się, że jest to mniej złe niż w przypadku, gdy robi to rząd, ponieważ wówczas należy podjąć działania. Podważa to jednak wiarygodność zarządu.
Roszczenia dotyczące azotu są skierowane przeciwko państwu
De Fundacja Żądania Azotu również się wcisnęła, ku wielkiemu przerażeniu pozostałych dwóch stron, a następnie połączyła siły z państwem. Doprowadziło to również do niewygodnych sytuacji, chociaż nie w przypadku roszczenia o azot.
Greenpeace żąda od państwa wszelkiego rodzaju środków nadzwyczajnych w postępowaniu uproszczonym, ponieważ „przyroda zostałaby nieodwracalnie zniszczona”. Obejmuje to wszelkiego rodzaju szybkie i dalekosiężne redukcje emisji – także o skutku transgranicznym – po działania na rzecz ochrony przyrody i inne interwencje o niemal natychmiastowym skutku. Greenpeace wykorzystał obecny stan rzeczy jako punkt odniesienia dla swoich obaw wokół gatunków zwierząt znajdujących się na czerwonej liście.
Zaburzające żądania
Państwo broniło się tym, że w ostatnich dziesięcioleciach podjęto już wiele środków i na przykład nie osiągnęliśmy obecnie szczytu emisji azotu. To było w połowie lat 80-tych. Jednak państwo w dalszym ciągu podejmuje działania, ale nie w takim tempie, jakiego oczekuje Greenpeace. I nie bez powodu, bo to całkowicie zakłóciłoby społeczeństwo. Firmy musiałyby zostać zamknięte, dziesiątki tysięcy ludzi straciłoby pracę, a ludzie nie mogliby już związać końca z końcem.
Fundacja Stikstofclaim wpłynęła na losy tysięcy firm rodzinnych w rolnictwie. Sędzia nie usłyszał skargi przewodniczącego, że wielu działaczy zajmujących się piciem białego wina w pasie kanału najwyraźniej o tym nie myśli – stwierdził.
Natura nie jest nie do naprawienia
Zdaniem Prokuratora Generalnego dla przyrody nie ma „punktu bez powrotu”. Aby to podkreślić, powołał najwyższego urzędnika ds. przyrody z Ministerstwa Rolnictwa, Przyrody i Jakości Żywności, który – z wyraźną niechęcią – po raz kolejny potwierdził, że przyroda nigdy nie została nieodwracalnie zniszczona. Politycy mogą powiedzieć, że niekoniecznie jest to sprzeczne ze stwierdzeniem, że „przyroda się załamuje”, niemniej jednak jest to niezwykłe.
Żadnych sędziów rządzących
Na uwagę zasługuje także obrona Prokuratora Stanowego, która twierdziła, że wola Greenpeace – narzuconego przez sąd pakietu ogólnie obowiązujących środków nadzwyczajnych – jest sprzeczna z podziałem władzy. Sędzia nie powinien zasiadać na czele demokratycznie wybranego rządu. Żaden dyktat prawny. W demokracji nie bez powodu panuje podział władzy.
Sędzia wszystko usłyszał i z przymrużeniem oka podszedł do pilnego zainteresowania, gdyż wyrok ma zostać wydany 6 czerwca. Ponadto w tej samej sprawie toczy się postępowanie merytoryczne. Sąd spodziewał się cyrku medialnego, być może także Greenpeace, ale tak się nie stało, chociaż rozprawę można było śledzić za pośrednictwem wideo.
Oddychanie może być kontynuowane
Kilkaset metrów dalej Izba Reprezentantów debatowała z ministrem Ademą na temat problemu odchodów, który jest obecnie tak dotkliwy z powodu wygasającego odstępstwa w związku z wilgotną wiosną. Właściwie nie mogli tego zrozumieć. Duża część Izby Reprezentantów coś w tym widziała plan nawozowy od LTO i NZO, ale ta część nie była wystarczająco duża dla większości. Co więcej, BBB nie chciała go poprzeć i zaproponowała alternatywę, która jednak była nie do przyjęcia dla innych. Umożliwia to Adema jego pierwotny plan kontynuować i skupić się między innymi na zmniejszeniu pogłowia zwierząt gospodarskich, 30% odbieraniu praw do fosforanów w handlu oraz skupieniu się na Renure.
Przyszłość we współpracy
Dla hodowców oznacza to, że na razie nie mogą spodziewać się żadnej ulgi i będą musieli ponieść wysokie koszty utylizacji lub zatrzymania dużych ilości obornika. Teraz są przedsiębiorcy, którzy znaleźli własne rozwiązania, takie jak eksport przetworzonego obornika i import nawozów sztucznych, ale nie jest to realne rozwiązanie, a już na pewno nie dla dużej grupy.
Tam właśnie szuka spółdzielnia Deboerenz przyszłością jest w trakcie ustalania, przy pomocy kilku haczyków dyrektywy azotanowej, w szczególności zakazu psucia się. W prawodawstwie dotyczącym azotu i przyrody ma to silnie negatywny wpływ na rolnictwo, ale w przypadku nawozu naturalnego może faktycznie pomóc rolnikom. Rzecz w tym, że utrata odstępstwa prowadzi do większego wykorzystania nawozów. Wydaje się, że coraz więcej znajduje się uzasadnienia dla twierdzenia, że nawozy sztuczne powodują znacznie większe wypłukiwanie niż odchody zwierzęce. Nawet Komisja Ekspertów ds. Ustawy o Nawozach (CDM) nagle znalazłem badania na ten temat.
Proces testowy
Celem spółdzielni jest ubieganie się o zwolnienie od ministra i kolektywna praca nad wykorzystaniem do 350 kg azotu na hektar, głównie z odchodów zwierzęcych. Chcą w ten sposób sprowokować proces sądowy. Zdaniem pomysłodawców i ich doradców jest to strategia bez strat, bo gorzej niż obecnie nie może być. Koszty nie stanowią problemu (ponieważ usuwa się około 15 metrów sześciennych obornika), a kolektyw zapewnia ochronę. Spółdzielnia przyciąga obecnie pełne domy podczas tournée po kraju.
To nie jest tak, że spółdzielnia chce ignorować wszystkie zasady. Podążają starannie zaplanowaną ścieżką, a członkowie być może będą musieli wyrzucić trochę nawozu, ale być może będzie to kosztować 1 cent za kilogram mleka zamiast 5 centów lub więcej.
Prawne pułapki
Czas pokaże, czy plan Ademy będzie mógł przebiegać bez przeszkód. Minister chce zgarnąć 30% przy handlu prawami do fosforanów. Oznacza to, że może zostać pozwany za nieproporcjonalnie dużą interwencję. W każdym razie nieproporcjonalność środków jest trudna, ponieważ w przypadku hodowli trzody chlewnej od wielu lat korzysta się ze zwolnienia w zakresie azotu, w przeciwieństwie do hodowli bydła mlecznego. Tam też jest pewien haczyk prawny. Pytanie brzmi, co to wszystko będzie oznaczać dla części odstępstwa, którą nadal posiada Holandia. Komisja Europejska ocenia Holandię na podstawie wyników i wykazuje mniejsze zrozumienie dla faktu, że toczą się wewnętrzne spory i że Holandia ponosi porażkę. Nawet jeżeli odstępstwo to jest wynikiem negocjacji politycznych.