„Jesteśmy zamknięci w naszej firmie na pięć i pół roku, ponieważ jesteśmy wykrywaczem PAS, a teraz minister pozwolił nam czekać kolejne trzy lata dłużej! Jeśli nie masz nic więcej do powiedzenia, to lepiej nic nie pisz. Oto nielakierowana opinia uczestniczki spotkania na temat listu, który w tym tygodniu napisała Minister Femke Marije Wiersma w sprawie detektorów PAS.
Kierowca prosi, aby nie podawać jego nazwiska, bo musi się jeszcze skontaktować z ministerstwem, ale mógł to być też głos dowolnego innego reportera PAS. Minęło ponad pięć lat i mniej niż 1% z ponad 3.000 reporterów PAN rzeczywiście otrzymało pomoc w wyjściu z problemu. W takiej sytuacji raczej niejasny list zachęcający do jeszcze większej cierpliwości niewiele pomoże.
Po 5,5 roku nie udało się pomóc żadnemu 1 proc. reporterów PAN
Wielu przedsiębiorców nie może tolerować kolejnych trzech lat zamknięcia firmy. Bank zacznie się odbudowywać, nie można się rozwijać. Wszystko jest zablokowane.
Dla urzędnika z wykształceniem prawniczym i administracyjnym nie jest dużym problemem doradzić ministrowi, aby poczekał z decyzją nieco dłużej, bo jest to dość skomplikowana sprawa. Wydaje się, że jest to dla niego bezpieczna droga, ale przedsiębiorca nie może nic z tym zrobić. Co najwyżej stanowi dodatkowy punkt wyjścia do roszczeń wobec państwa w przypadku konieczności likwidacji spółki. Przecież rząd centralny przyznał, że czuje się odpowiedzialny za sytuację PAS.
Reporter PAN chce kontynuować, ale wstępne testy…
Zaprzestania nie jest jednak tym, czego pragnie większość reporterów PAN. Chcą kontynuować, ale napotykają wiele przeszkód. Każdy, kto chce pozwolenia na użytkowanie przyrody (Wnb) lub przynajmniej jasności, że w spornej sytuacji nie jest wymagane żadne (dodatkowe) pozwolenie, wie, którą trasą należy podążać. Rozpoczyna się od testu wstępnego (patrz strona internetowa BIJ12). To daje początek przejrzystości.
Niestety, w ostatnich latach – także w tym roku – było wystarczająco dużo przypadków, że nie było nawet możliwe pomyślne przeprowadzenie testu wstępnego – przyznają urzędnicy prowincji. Wniosek o przeprowadzenie takiego badania wstępnego został wówczas odrzucony ze stwierdzeniem, że badanie byłoby niedopuszczalne i nikt nie będzie krzyczał, że tak jest, gdyż stwierdzenie niedopuszczalności badania wstępnego nie jest rejestrowane w systemach. Zauważa to tylko rolnik.
Brak rejestracji
Dlaczego wniosek zostaje uznany za niedopuszczalny? Nie ma jeszcze jasnej odpowiedzi na to pytanie, faktem jest jednak, że pytanie to doprowadziło już do umieszczenia tej kwestii w porządku obrad. Inni podejrzewają, że może to być lenistwo urzędowe, ale może to być także podstęp, aby na dłużej zatrzymać reporterów PAS w nieszczęściu. W prowincjonalnych kręgach BBB istnieje nawet podejrzenie utworzenia oficjalnego kordonu w celu utrzymania problemu azotu. Wiele województw wskazuje, że jest to bardziej skomplikowane, ale też nie ma jasności.
Za dużo gruntów porolnych
Dla niektórych interesów utrata wielu gospodarstw może wiele zyskać. Obszary buforowe wokół przyrody stają się coraz szersze, a same obszary przyrodnicze również można łatwiej powiększać. Za poprzedniego rządu, gdy nadal trwały intensywne prace nad Krajowym Planem Obszarów Wiejskich (NPLG), naturalny przyrost hektarów gruntów rolnych do uwolnienia wydawał się ledwo wyobrażalny. Pracownicy ds. polityki ostrzegali nawet wewnętrznie przed nadwyżką dawnych gruntów rolnych, jak można przeczytać w niedawno opublikowanych dokumentach WOO na ten temat. „Niepokojące jest to, czy w dalszym ciągu istnieje wystarczająca liczba przedsiębiorstw rolnych zajmujących się gruntami, które są w stanie utrzymać w użytkowaniu użytki zielone na obszarach wrażliwych przyrodniczo” – pisze urzędnik z Brabancji. Kolega nieco uspokajająco wskazuje, że spora liczba rolników i organizacji żyje w złudzeniu, że rolnictwo na gruntach z ograniczeniami w dalszym ciągu może być opłacalne.
Części podgrzewane NPLG
NPLG zostało odłożone na bok, podobnie jak Fundusz Przejściowy, ale wiele polityk objętych NPLG nadal obowiązuje. Minister Wiersma nie chce wszystkiego odkładać na bok ze starego NPLG, ale w swoich nowych planach serwuje jego części „odgrzane”. W końcu zainwestowano w to już dużo czasu. Stara się ją kształtować i dalej rozwijać w sposób bardziej przyjazny rolnikom, choć przy mniejszym budżecie. Właśnie o to chodzi w ten weekend nowe propozycje przedstawionych rozwiązań, włączając dodatkowe wysiłki w zakresie zarządzania przyrodą rolniczą i, jako efekt uboczny, także mniejsze emisje azotu. Jednak Wiersma nadal wierzy w takie rzeczy, jak przekształcanie gruntów rolnych w grunty naturalne (często z udziałem kierowników budowy) z różnymi ograniczeniami użytkowania.
Jakość wody i chaos danych
W międzyczasie sygnały alarmowe dotyczące jakości wody są nadal emitowane niemal co tydzień, podobnie jak miało to miejsce w tym tygodniu w przypadku NOS, i wzmacniane za pomocą mediów społecznościowych. Jako przyczynę podaje się przekroczenia azotu wśród rolników, choć nie jest to do końca jasne. Prawie wszyscy holenderscy menedżerowie ds. jakości wody mają różne zasady oceny jakości. Pod kolorami zielonym lub czerwonym (dobry lub zły) niemal wszędzie znajdują się różne opcje dotyczące danych i polityki. Z jedną deską wodną jest tak: jedno przekroczenie = wszystko źle, z drugą: tylko jedno przekroczenie = wszystko w porządku (jeden na zewnątrz, wszyscy na zewnątrz lub odwrotnie). Nawet rząd krajowy odbiega od tego, co mówi Bruksela na temat sposobu oceniania jakości wody. Ponadto dostawy zagraniczne, odchylenia naturalne i różne źródła krajowe są często wrzucane do jednego worka. Aby nie wtajemniczonych było to proste, na szczęście jest jeden kozioł ofiarny.
Oficjalne ostrzeżenie Bruksela
Pośród wszystkich problemów domowych, w tym tygodniu przyszedł kolejny list z Brukseli o planach nawozowych ministra Wiersmy. Urzędnicy Generalnej Dyrekcji Środowiska wyrazili swoje obawy w związku z zaproponowanym przez ministra szeregiem ułatwień, takich jak węższe strefy buforowe i zamiar ograniczenia liczby obszarów wrażliwych na azotany. Albo nie mogli poczekać, aż nowy europejski komisarz ds. środowiska wyrobi sobie własne zdanie, albo nadal musieli przekazać poglądy odchodzącego komisarza. Czasami jednak czwarta władza sama przejmuje inicjatywę, ale niewiele mediów zdaje się zwracać na to uwagę krytycznie.