Shutterstock

Tło nastrój azotowy

Między młotem a kowadłem: wieczny truciciel

1 lutego 2025 r - Klaas van der Horst

Teraz, gdy znaczna część gabinetu, na czele z premierem Schoofem, w końcu próbuje poczynić postępy w przedłużającym się dossier dotyczącym azotu, dobrym pomysłem może być zakup inteligentnego narzędzia opartego na sztucznej inteligencji dla Rady Państwa, aby mogli mogą go tam używać, aby szybciej i dokładniej identyfikować oczekiwane konsekwencje swoich wyborów.

Czy chcesz kontynuować czytanie tego artykułu?

Zostań subskrybentem i uzyskaj natychmiastowy dostęp

Wybierz subskrypcję, która Ci odpowiada
Masz wskazówkę, sugestię lub komentarz dotyczący tego artykułu? Daj nam znać

Ponadto nadal niezbędne jest zachowanie ścisłego podziału władzy.
I być może ostatnia wskazówka: nie używaj języka chińskiego DeepSeek do wykorzystania, ponieważ nie tylko wszystkie dane będą w Pekinie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że reszta świata również szybko zostanie poinformowana o wszystkim, co się dzieje. W tym tygodniu amerykańska firma zajmująca się oprogramowaniem bez większego wysiłku znalazła się w centralnej bazie danych DeepSeek i poinformowała, że ​​gdyby było to takie proste, to nie byłaby pierwsza.

Rozszerzająca się farsa
Pomijając to, farsa otaczająca Orzeczenie Rady Państwa z połowy grudnia w zeszłym roku były coraz większe. Nawet znaczna liczba hodowców zwierząt gospodarskich, którzy uważali się za największych trucicieli i przyjęli „niezwykle atrakcyjną” ofertę byłego ministra Van der Wala, najwyraźniej ma teraz problemy. Problem polega na tym, że oni również stracili swoje zezwolenie i na razie nie otrzymają nowego, aby móc rozpocząć nową działalność.   

Brutalna rzeczywistość hodowli zwierząt jest taka, że ​​każdy, kto ma zezwolenie, powinien je cenić i dziesięć razy się zastanowić, zanim zechce kupić coś innego.

Nawiasem mówiąc, trudno sobie wyobrazić, że Van der Wal (a raczej: jej urzędnicy) wpadli na taki pomysł. Rada Państwa udaremnia plan wykupu, minister nie może kontynuować rozpoczętych planów, a hodowcy zwierząt gospodarskich wycofują się z już rozpoczętego procesu.

Wąskie gardła szczytu zanieczyszczania
Miejmy nadzieję, że rolnicy, którzy wpadną w tarapaty, będą mogli zachować swoje stare pozwolenia. Jeśli nie, wkrótce będziemy mieli, oprócz kategorii reporterów PAS i pracowników tymczasowych, także wąskie gardła największych trucicieli, a także rząd, który w coraz większym stopniu nie mogąc uczynić jedynej słusznej rzeczy: zrekompensować im straty. Są kraje mniej rozwinięte, gdzie robi się to bardziej starannie.

Urszula Trumpian
Przecięcie gordyjskiego węzła biurokracji i legalizmu wydaje się rozwiązaniem w stylu Trumpa, ale przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen również wydaje się coraz bardziej zainteresowana pozbyciem się niepotrzebnych przepisów, które w praktyce jedynie utrudniają społeczeństwu ukrywanie się. Początkowo chciałaby się pozbyć uciążliwego obowiązku raportowania na temat zrównoważonego rozwoju itp., z którym zmagają się firmy, a także prawdopodobnie znieść zbyt szczegółowe przepisy dotyczące klimatu i ochrony środowiska. Nie osiągnęła jeszcze żadnych celów, ale zdaje sobie sprawę, że polityka ta poszła za daleko (choć w poprzedniej kadencji to ona odpowiadała za tę kwestię).

Strefowanie Geldrii
Zmiany w polityce głównego nurtu nie pomogą bezpośrednio rolnictwu, ale niewielkie zmiany mogą przynieść znaczną ulgę.
Wiele prowincji wzięło sobie tę lekcję do serca. Nie chcą już czekać, aż minister Femke Wiersma podejmie decyzję – co może zrobić, ale nie robi. Na przykład w tym tygodniu w Geldrii przyjęto wniosek o szybką legalizację pracy reporterów PAS w odległości ponad 500 metrów od wrażliwych obszarów przyrodniczych. W tym celu prowincja chce przyjąć nowe podejście prawne i zająć się m.in. strefowaniem. Inne prowincje również podjęły kroki w tym celu.

Dowody empiryczne, ale nie mierzone
Fundacja ds. Roszczeń Nitrogenowych (SSC), która od miesięcy czeka na wniosek Ministerstwa Rolnictwa, Przyrody i Jakości Żywności o uznanie jej za orędownika, w międzyczasie lobbowała nie tylko za przyjęciem wyższej dolnej granicy arytmetycznej dla azotu, . Chce również usunąć z ustawy krytyczną wartość depozycji (KDW) dla przyrody i proponuje zmniejszenie o połowę obliczonego procentu suchej depozycji. Każdy z tych kroków ma swoje uzasadnienie, ponieważ według pewnych twardych danych wiążą się z nimi ogromne wbudowane niepewności i założenia. Na przykład sucha depozycja (azotu) stanowiłaby około dwóch trzecich całkowitej depozycji azotu, ale założenie to nie zostało jeszcze nigdzie zweryfikowane pomiarami, nawet za granicą. KDW dostarczają także sporą ilość tzw. „dowodów empirycznych”, ale nie są to rzeczywiste dane pomiarowe.

W zeszłym tygodniu minister Wiersma zaproponował również jako rozwiązanie kwestię przydzielenia poszczególnym przedsiębiorstwom pewnego rodzaju kwot emisji. Brzmi to dobrze i rozsądnie, ale niestety opcja ta jest obciążona tym samym problemem, który trapi całą dyskusję na temat azotu: brakiem możliwości wiarygodnego pomiaru emisji. Wiele jest możliwych do osiągnięcia za pomocą komputerów, modeli i (zamkniętych) środowisk testowych, ale w praktyce nie da się tego udowodnić ani przetestować za pomocą pomiarów „analogowych”.

System w pętli
Jest to również powód, dla którego wszystkie znane i uznane do tej pory innowacje mogą zostać zakwestionowane na mocy obowiązujących przepisów i regulacji. System znajduje się w tzw. pętli. To działa jak pies gryząy własny ogon, a rząd musi opracować nowe podejście, z udziałem nowych ludzi, aby się z tego wydostać.

Zadzwoń do naszego działu obsługi klienta 0320 - 269 528

lub e-mail do wsparcie@boerenbusiness.nl

chcesz nas śledzić?

Otrzymuj nasz darmowy newsletter

Aktualne informacje rynkowe codziennie w Twojej skrzynce odbiorczej

Zaloguj się