Soja z Ukrainy jest popularna w Holandii, co wynika głównie z niskiej ceny. Jednak pewną rolę odgrywa również fakt, że ta soja jest ogólnie wolna od GMO. Ostatnie badania wykazały, że prawie połowa nasion soi w kraju jest nadal GM.
Badania te są ważne głównie dla Holandii. Nasz kraj jest obecnie zdecydowanie największym europejskim importerem ukraińskiej soi. Holandia co roku importuje z tego kraju soję o wartości ponad 70 milionów euro.
Połowa jest genetycznie zmodyfikowana
Badanie obejmuje 6 ważnych obszarów uprawy na Ukrainie. Stwierdzono, że prawie połowa pobranych próbek była zmodyfikowana genetycznie. Nie jest jednak jasne, w jaki sposób ta soja trafiła na Ukrainę.
Rada ds. Rolnictwa USA stwierdziła wcześniej, że około 80% areału upraw soi na Ukrainie to odmiana GMO. Według rzecznika Holenderskiej Agencji Przedsiębiorczości (RVO.nl) byłaby to nie tylko soja, ale także kukurydza. „Odsetki są tam po prostu niższe”.
Znacznie wyższe ceny
Soja wolna od GMO jest sprzedawana po znacznie wyższych cenach. Czasami cena może być wyższa nawet o 100 euro za tonę. Na Ukrainie (w przeciwieństwie do Europy) uprawa roślin modyfikowanych genetycznie nie jest nielegalna; podlega oficjalnej rejestracji.
Jednak w wielu przypadkach tak nie jest. A soja i kukurydza są następnie dostarczane jako wolne od GMO. Holenderski przemysł pasz dla zwierząt często płaci za produkt wolny od GMO, który okazuje się nie być wolny od modyfikacji genetycznych.
Główny producent
Ukraina uprawiała w tym roku soję na około 1,7 miliona hektarów, co czyni ją zdecydowanie największym producentem soi w Europie. Dla porównania: w Unii Europejskiej uprawia się łącznie 3 miliony hektarów soi.
Chociaż to niewiele w porównaniu z produkcją w Ameryce Południowej, soja z tego kraju jest ważna dla holenderskiego sektora pasz dla zwierząt. Dzieje się tak choćby dlatego, że Ukraina jest tuż za rogiem, a koszty transportu są w związku z tym stosunkowo niskie.