Po wczorajszym przemówieniu amerykańskiego prezydenta ucichły pogłoski, że plany gospodarcze Trumpa nie są takie złe. Trump zapowiedział wprowadzenie podstawowego cła importowego w wysokości 10%, a w przypadku produktów z różnych krajów cło importowe będzie sięgać nawet 50% lub nieco więcej. Krytyczne głosy na temat nowej bitwy w wojnie handlowej pojawiają się nie tylko poza granicami USA. Obawy wyraża także amerykański sektor rolniczy.
Kontrakt na pszenicę majową na giełdzie Matif zamknął się wczoraj ceną wyższą o 0,50 euro do 222 euro za tonę. Na giełdzie CBoT ceny zbóż zamknęły się niżej. Cena pszenicy spadła o 0,2% do 5.39¼ dolara za buszel. Kukurydza zamknęła się spadkiem o 0,9% do 4.57¾ dolara za buszel. Wśród zbóż znalazła się soja, której cena spadła o 0,5% do 10.29½ dolara za buszel.
Jednak najważniejsza wiadomość pojawiła się po zamknięciu giełd. Takie było oczywiście przemówienie Trumpa w Ogrodzie Różanym (w którym obecnie rosną głównie tulipany) Białego Domu. Stany Zjednoczone nakładają cło w wysokości co najmniej 10% na wszystkie produkty wwożone do kraju. Znacznie wyższy odsetek dotyczy różnych krajów. Na przykład Chiny będą obciążone cłem importowym w wysokości 54% (ogłoszone wczoraj 34% stanowi dodatek do 20% cła importowego nałożonego wcześniej przez Trumpa), Kambodża będzie obciążona cłem w wysokości 49%, a Laos cłem w wysokości 48%. Produkty pochodzące z Unii Europejskiej objęte są cłem importowym w wysokości 20%. Kraje takie jak Wielka Brytania, Australia i Brazylia radzą sobie stosunkowo dobrze, pobierając jedynie podstawową stawkę podatku w wysokości 10%. Meksyk i Kanada nie znalazły się na liście, ale zapowiadane wcześniej 25-procentowe cło importowe, którego wprowadzenie zostało już dwukrotnie odroczone, ma teraz zostać wdrożone. Nie jest jasne, czy produkty objęte umową USMCA (następującą po układzie NAFTA) podlegają również 25-procentowemu cłu.

Według Trumpa cła importowe zostaną obecnie wyrównane. Według prezydenta USA, na każde cło nałożone przez państwo na produkty amerykańskie przypada obecnie cło USA na produkty pochodzące z tych krajów. Eksperci twierdzą, że w tym zakresie jest jeszcze wiele do zrobienia. Na przykład Trump uwzględnia podatek od sprzedaży (VAT) dla UE, ale dotyczy on wszystkich produktów sprzedawanych w UE.
Cios dla światowej gospodarki
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula van der Leyen nazwała cła importowe Trumpa „poważnym ciosem dla światowej gospodarki”. UE chce omówić kwestię ceł importowych i, jak powiedziała von der Leyen, trwają już prace nad środkami zaradczymi. Nie jest jeszcze jasne, o co dokładnie chodzi. Premier Australii powiedział, że jest rozczarowany cłami Trumpa, ale zapowiedział, że Australia nie będzie rozważać podjęcia środków odwetowych.
Według Olu Sonoli, głównego ekonomisty agencji ratingowej Fitch, średnie cła importowe USA wzrosły z 2,5% w 2024 r. do 22%. „Ostatni raz widzieliśmy takie tempo około 1910 roku” – powiedział Sonola agencji Reuters. „To jest zmieniarka giernie tylko dla gospodarki amerykańskiej, ale i światowej. Wiele krajów prawdopodobnie wejdzie w recesję, a większość prognoz gospodarczych może legnąć w gruzach, jeśli cła te będą obowiązywać przez dłuższy czas.
Amerykański rolnik płaci cenę
Plany Trumpa nie spotkały się z entuzjazmem amerykańskich organizacji rolniczych. Obawy dotyczą przede wszystkim środków zaradczych, jakie państwa mogą podjąć w odpowiedzi na bariery handlowe nakładane przez USA. „Ponad 20 procent dochodów gospodarstw rolnych pochodzi z eksportu, a amerykańscy rolnicy polegają na imporcie kluczowych dostaw, takich jak nawozy i specjalistyczne maszyny” – pisze Szybki Duvall powiedział w oświadczeniu przewodniczący Amerykańskiej Federacji Biur Rolniczych (AFBA). Cła importowe podnoszą cenę importowanych produktów, a cła kontrujące sprawiają, że amerykańskie produkty rolne stają się droższe na rynku światowym. Ta kombinacja jest nie tylko niebezpieczna dla pozycji konkurencyjnej amerykańskiego rolnika w krótkim okresie, ale może również spowodować długoterminowe szkody, ponieważ USA tracą udziały w rynku”. AFBA popiera cel Trumpa, jakim jest wyrównanie szans, ale jest zaniepokojona niepewnością ekonomiczną, którą wywołają cła.
Podobny ton wyraża Narodowy Związek Rolników (NFU). Według przewodniczącego Rob Larew jedno jest pewne; 'Ten rodzinni rolnicy en kłonice będą ofiarami tej globalnej wojny handlowej. „Bez znaczącego wsparcia i zaangażowania w politykę uczciwego handlu stracimy więcej rodzinnych przedsiębiorstw, osłabimy gospodarkę wiejską, a ostatecznie podniesiemy koszty i ograniczymy wybór konsumentów w supermarketach”.
Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Świeżych Produktów (IFPA), zrzeszające producentów świeżych produktów i kwiatów, jest szczególnie zadowolone, że uprawy specjalne zgodnie z którą warzywa i owoce na razie wydają się nie podlegać większym zmianom, ponieważ podlegają przepisom USMCA. Oznacza to, że handel z Kanadą i Meksykiem pozostaje możliwy bez dodatkowych ceł. IFPA jest jednak zaniepokojona wpływem polityki handlowej Trumpa na stabilność gospodarczą i potencjalnym zakłóceniem handlu i łańcuchów dostaw. „Ukierunkowane stosowanie taryf może być narzędziem służącym do rozwiązywania nierówności między partnerami handlowymi, ale szerokie stosowanie tego topornego instrumentu często zakłóca rynki, zwiększa koszty dla konsumentów i wywiera niepotrzebną presję na rolników i producentów w całym łańcuchu dostaw” Cathy Burns w oświadczeniu IFPA.