Chiny okazały się chętnym nabywcą produktów mlecznych na rynku światowym. Jest to pozycja, której kraj nie chciałby utrzymywać zbyt długo. Aby osiągnąć ten cel, kraj robi wszystko, co w jego mocy, aby wesprzeć własny sektor. Jednak nawet tutaj zaczynają pojawiać się pewne ograniczenia. Czas na plan B. Coś, co może mieć konsekwencje dla światowego rynku mleczarskiego.
W 2014 r. Chiny zdecydowanie górowały nad innymi graczami na światowym rynku pod względem importu produktów mlecznych. Choć w niektórych obszarach, np. w przypadku sera, nadal można zaobserwować wzrost, nowe wydarzenia wskazują na odmienny kierunek. Supermocarstwo coraz częściej próbuje sprowadzać mleko z zagranicy, od własnych producentów spoza Chin.
Koszty siana wymykają się spod kontroli
W ostatnich latach stało się boleśnie oczywiste, jak trudno jest w Chinach osiągnąć odpowiedni standard produkcji mleka. Na przykład koszty importu siana wymknęły się spod kontroli, nowe gospodarstwa mleczarskie wymagają większych inwestycji, narastają problemy środowiskowe, a Huishan Dairy (jeden z największych właścicieli krów mlecznych w kraju) również zmaga się z trudnościami finansowymi. Import paszy objętościowej mógłby być teraz realizowany poprzez przeznaczenie większej ilości ziemi pod tę uprawę, ale odbyłoby się to kosztem uprawy zbóż i roślin oleistych, a tego rząd nie chciał.
To właśnie skłoniło chiński rząd do przejścia na plan B: integrację pionową w łańcuchu dostaw, aby uzyskać kontrolę nad ilością mleka wystarczającą na potrzeby własnego społeczeństwa. Oznacza to, że zakupy dokonywane są w innych regionach i że tam również hodowane są zwierzęta gospodarskie. Następnie mleko jest eksportowane do Chin. Szczególnie popularne są Nowa Zelandia i Kenia.
Duże inwestycje w Nowej Zelandii
Chińska spółka Shanghai Pengxin Group Co. kontroluje Milk New Zealand Limited. Zarządza 29 gospodarstwami mlecznymi i 30.000 13 krów. Mleko jest przetwarzane na mleko UHT. Chińska firma jest również głównym inwestorem w Synlait Farms. Należy do niej XNUMX innych gospodarstw mleczarskich.
Oprócz tych inwestycji Yashili New Zealand i Oceania Dairy pracują nad budową dużej wieży do produkcji mleka w proszku w Nowej Zelandii. Następnie mleko w proszku jest wysyłane do Chin. W okresie od lipca 2015 r. do czerwca 2016 r. 51 proc. eksportu płynnego mleka trafiło do Chin.
Również wydarzenia gdzie indziej
Te same wydarzenia mają miejsce w Australii i Kenii. Oznacza to, że przepływ mleka z innych krajów do Chin stale rośnie. Wygląda na to, że Chiny jednak znalazły sposób na osiągnięcie samowystarczalności. Oznacza to również, że w nadchodzących latach Chiny nie będą już zawsze postrzegane jako znaczący nabywca na rynku światowym.
Jeśli Chiny mają częściowo zrezygnować z importu produktów mlecznych, trzeba jeszcze wiele zrobić. Jednak ambicje, jakie drzemią w producentach mleka, oznaczają, że dobrze byłoby, gdyby producenci mleka pamiętali, że Chiny również będą coraz mniej korzystać z podaży produktów mlecznych na rynku światowym.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.