Jeśli hodowcy bydła mlecznego w ogóle szukają paszy, to głównie po to, by zrównoważyć cukier zawarty w kiszonce. Cukier nie stanowi problemu w tym sezonie. Nadal wydaje się, że istnieje pewien popyt na skrobię, ale poza tym sytuacja jest spokojna. Nie jest też jasne, jak będzie się rozwijać populacja zwierząt gospodarskich.
Szybko rosnąca kiszonka stanowi wyzwanie dla hodowców bydła mlecznego i tak jest również w ostatnim tygodniu listopada. Jedynym produktem, który stosunkowo dobrze trafia do rolników, pozostają ziemniaki paszowe. „Dobrze wpisują się w racje” – podają źródła. Cena: 25–30 euro za tonę, z frachtem. PotatoNL podaje cenę od 1 do 1,15 euro za 100 kilogramów.
Małe zapotrzebowanie na kukurydzę kiszonkową
W przeciwieństwie do ziemniaków paszowych, sprzedaż zrębków jest mniej stabilna. W przypadku młóta browarnianego to właśnie podaż spowalnia jego sprzedaż. Problem nie dotyczy kukurydzy kiszonkowej; popyt jest wręcz niewielki; szacunkowa cena wynosi 56,25 euro za tonę z frachtem. Kiszonka z traw praktycznie nie istnieje.
Popyt na produkty konstrukcyjne jest bardziej stabilny. Nie przekłada się to jednak na wyższe ceny. Ceny słomy pszennej i jęczmiennej zaczynają się od 125 euro za tonę i rosną do 140-145 euro za tonę w przypadku odmiany drobno siekanej. Engels Raai utrzymuje cenę na poziomie 120-130 euro za tonę (z frachtem), a Roodzwenk sprzedaje ją za 147,50 euro.
Ceny pasz objętościowych są dość stabilne, ale ceny surowców do produkcji peletów przedstawiają zróżnicowany obraz. Na przykład cena jęczmienia w Rotterdamie wzrosła do 169 euro za tonę, a cena pszenicy spadła do 170 euro. Razem stanowią one około 30% ceny peletów klasy A. To sprawia, że pelety klasy A są tańsze, a pelety skrobiowe (napędzane kukurydzą) również stają się nieco tańsze. Niemniej jednak pelety są nadal droższe niż rok wcześniej, ze względu na dominującą rolę kukurydzy.
Rokowanie
W kilku miejscach przewiduje się, że więcej krów się wycieli w okolicach stycznia. Hodowcy bydła mlecznego naciskają na to, aby zwiększyć swoje dochody. Jednocześnie niektórzy rolnicy są zmuszeni do zmniejszenia pogłowia. W związku z tym trudno oszacować, ile krów pozostanie. Nie wydaje się jednak, aby miało to natychmiast przełożyć się na wzrost zapotrzebowania na paszę.