Pomimo kryzysu koronowego spożycie nabiału w Chinach nadal rośnie w tym roku. Jednocześnie produkcja mleka również jest na drodze do nowego rekordu. Co to oznacza dla europejskich możliwości eksportowych?
Chińskie zasoby mleka wzrosną w tym roku o 3% do rekordowej wielkości 34,500 100 mln ton, szacuje Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych (USDA). To więcej niż wcześniej prognozowano. Wzrost wynika z faktu, że większe chińskie gospodarstwa mleczne, posiadające powyżej 65 krów, przyspieszają. Obecnie stanowią one 500.000% produkcji. Mówi się, że liczba krów mlecznych wzrośnie o 61,5 7.800 do 8.000 miliona. Średnia wydajność mleka od krowy prawdopodobnie wzrośnie z XNUMX do XNUMX kg.
Stymulować ceny mleka i dotacje
Wyższa cena mleka napawa optymizmem. Według danych chińskiego Ministerstwa Rolnictwa wskaźnik ten utrzymuje się na najwyższym poziomie od co najmniej 2015 roku przez cały rok. Na początku maja cena mleka wynosiła 0,45 euro za kilogram, co według standardów europejskich było doskonałą ceną mleka. Produkcję stymuluje także program wsparcia lokalnych władz chińskich w prowincjach, w których występuje duża liczba bydła mlecznego. W zeszłym roku wpompowano w sektor 250 milionów euro, a środki z dotacji będą dostępne także w roku 2020 i latach kolejnych.
Celem tego jest dalsza profesjonalizacja hodowli bydła mlecznego. Choć nie jest to powiedziane dosłownie, Chiny chcą wypolerować wizerunek własnej hodowli bydła mlecznego. Powszechnie wiadomo, że chińscy konsumenci wolą spożywać zagraniczne produkty mleczne ze względu na wyższe standardy bezpieczeństwa żywności.
Wydaje się, że Chiny również starają się utrudniać import zagranicznych produktów mlecznych. W lutym dyrektor generalny Hein Schumacher wskazał, że FrieslandCampina coraz trudniej jest zdobyć przyczółek w Chinach. Chińskie państwowe przedsiębiorstwa mleczarskie otrzymują pomoc poprzez ustawodawstwo. Długoterminowe skutki tego dopiero się okaże.
Import rośnie
Na razie Chiny pozostają zależne od Europy, Stanów Zjednoczonych i Nowej Zelandii w zakresie importu produktów mlecznych. Własna produkcja nie jest wystarczająca, aby zaspokoić rosnącą od lat konsumpcję. Na papierze deficyt nabiału wynosi 910.000 tys. ton. USDA oczekuje, że import nabiału osiągnie w tym roku 930.000 2019 sztuk. To niewielki wzrost w porównaniu do roku 32, kiedy wolumen importu wzrósł aż o XNUMX%.
Ten szybki wzrost wynikał z faktu, że wielu Chińczyków spożywało więcej nabiału z powodu niedoboru wieprzowiny. Kryzys koronowy, który w pierwszym kwartale ogarnął prawie całe Chiny, nie hamuje spożycia nabiału. Średnie spożycie wzrośnie o niecałe 2 kilogramy do 35 kilogramów i będzie nadal rosło w kolejnych latach do 43 kilogramów w 2025 roku. Dzieje się tak dlatego, że wielu Chińczyków przyjmuje zachodnie nawyki (żywieniowe). Gdyby nie pandemia wirusa, konsumpcja wzrosłaby w tym roku jeszcze szybciej.
Konkurs amerykański
Podczas kryzysu koronowego w Chinach dodatkowe mleko zostało przetworzone na pełne mleko w proszku. Zdaniem USDA nie jest pewne, czy w tym roku Chiny również zaimportują więcej mleka w proszku, gdyż prawdopodobnie istnieje duże zapotrzebowanie na mleko UHT. W tym roku z pewnością będzie to kolejna bitwa pomiędzy europejskimi eksporterami a konkurencją z Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych.
Amerykańska pozycja konkurencyjna znacznie się poprawiła po zakończeniu wojny handlowej, choć pomiędzy obydwoma superpotęgami wciąż słychać pogłoski. W tegorocznej „konkurencji” dobrze radzi sobie nowozelandzka spółdzielnia mleczarska Fonterra. W marcu sprzedaż w Chinach była o ponad 20.000 10 ton wyższa (+XNUMX%) w porównaniu z rokiem ubiegłym Holenderscy eksporterzy podają, że sprzedaż do Chin rośnie, ale nie jest jeszcze na starym poziomie.