Dyrektor generalny FrieslandCampina, Jan Derck van Karnebeek, jest nadal w pełni zaangażowany w swój okres wdrożeniowy, ale z pewnością nie jest możliwe spokojne zanurzenie się w organizacji. Musi od razu zabrać się do pracy. Już podczas swojej pierwszej konferencji prasowej – po rozczarowujących półrocznych wynikach – zapowiedział, że struktura kosztów musi zostać obniżona. Zdecydowanie nie chciał użyć słowa reorganizacja, ale jasne jest, że w spółdzielni mleczarskiej coś trzeba zrobić.
Zwykle pierwsze 100 dni na stanowisku nowego dyrektora generalnego firmy przebiega dość spokojnie, z wieloma prezentacjami, uściskami dłoni, czytaniem i tak dalej. Karnebeek nie miał spokojnego początku, ponieważ FrieslandCampina znajduje się na wzburzonych wodach. Pod tym względem sam upadł. To znaczy kwaśne masło, chociaż zostanie z wyprzedzeniem poinformowany, że na rynku mleczarskim są przeciwne wiatry. Natychmiast mizerny zysk netto wynosząca 8 milionów euro, co również osiągnięto z wielkim kunsztem, to liczby za pół roku „niegodne FrieslandCampina”, jak on sam stwierdził.
Szansa i zagrożenie
Półtora miesiąca po objęciu urzędu Van Karnebeekowi pozwolono przekazać złe wieści. Tak naprawdę sedno tej historii nie było już przez długi czas wiadomością, ponieważ FrieslandCampina wydała niedawno ostrzeżenie dotyczące zysków. Trudne warunki rynkowe są zarówno szansą, jak i zagrożeniem dla nowego prezesa. Zaletą rozpoczynania w dolinie jest to, że można szybko rozpocząć drogę pod górę. Jednocześnie konieczne jest podjęcie działań, które zapobiegną dalszemu pogarszaniu się wyników.
Ukryta reorganizacja
Oprócz skromnych zysków najbardziej uderzającą wiadomością jest to, że FrieslandCampina wskazuje, że struktura kosztów zostanie ponownie zbadana. Oznacza to, że spółdzielni mleczarskiej grozi popadnięcie z jednej reorganizacji w drugą. Przecież zapowiadana pod koniec 2020 roku reorganizacja dopiero się zakończyła. Niezbędną poprawę efektywności dokonano także w latach poprzednich, choć nie przełożyło się to bezpośrednio na rentowność w ostatnich latach. Sam Van Karnebeek stanowczo podkreśla, że (jeszcze) nie zapowiada reorganizacji. Chce poinformować członków producentów mleka i rynek o planach cięć w Amersfoort.
Jana Dercka van Karnebeeka
Zaprzecza jakoby plan oszczędnościowy był jego własnym pomysłem, choć takie procesy są mu znane z okresu Heinekena. „Dopiero niedawno objąłem urząd i decyzje podejmujemy wspólnie z innymi dyrektorami” – mówi. Sugeruje jednak, że oszczędności będą poszukiwane zarówno w zakresie funkcji biurowych, jak i sprzętu produkcyjnego. Być może był zszokowany liczbą rąk, które musiał uścisnąć w pierwszych tygodniach. FrieslandCampina nie chce wykraczać poza ogłoszenie, dalsze szczegóły poznamy prawdopodobnie w drugiej połowie tego roku.
'Wielki zaszczyt'
W każdym razie ogłoszony plan cięć pokazuje, że Van Karnebeek nie marnuje czasu i podejmuje natychmiastowe działania. Swoją drogą, zrobił ogromne wrażenie już podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia. Podczas gdy jego poprzednik Hein Schumacher wyróżniał się dopracowanym językiem i często owijał w bawełnę, nowy dyrektor generalny nie krył się z tym. „Teraz, gdy sprzedaż markowych produktów mlecznych jest pod presją, musimy zwiększyć produkcję podstawowego nabiału”. Jest to problem globalny. Przyznał ponadto, że inflacja „mocno uderza w FrieslandCampina”, ponieważ konsumenci przechodzą na tańsze opcje na półce sklepowej.
Jest także ambitny. „Oprócz cięć możemy także wycisnąć z rynku większą marżę”. Stwierdził także, że możliwość prowadzenia FrieslandCampina uważa za przywilej. „To wspaniała firma. Nasz łańcuch od trawy po szkło jest wyjątkowy.” Dobrze znane hasła FrieslandCampina są już dobrze znane nowemu kapitanowi. A teraz zakujcie ociężały pancernik mleczarski z powrotem w kajdanki, mimo że twierdzi, że nie ma w rękach magicznej różdżki.