Pole golfowe na farmie mlecznej było odważnym krokiem, ale zdaniem Alfreda Brinksa okazało się dobrym posunięciem. Brakowało mu czegoś w firmie i chciał zrobić coś na boku. Zwiększenie liczby krów również było opcją, ale jego zdaniem to raczej to samo. Działalność ekologicznego gospodarstwa mlecznego w Holsloot w Drenthe została obecnie znacznie rozszerzona i poszerzona, ale krowy zawsze są na pierwszym miejscu. Z jego zastosowaniem System czystego wypasu i dojenie trzy razy dziennie, firma jest wyjątkowa pod kilkoma względami.
Według danych Spisu Rolnego, od sklepu przy gospodarstwie rolnym, przez nostalgiczne biwakowanie po golf rolników, coraz więcej przedsiębiorców rolnych ma dodatkowe zajęcia. W tym cyklu odwiedzamy firmy z różnych sektorów, na terenie całego kraju i z różnymi działaniami ekspansji. Ta seria raportów powstaje we współpracy z platformą Szukaj rolnika, która inspiruje mieszkańców do odwiedzenia rolnika.
Gospodarstwo „Het Landschap” rodziny Brinks jest znane jako pole golfowe rolników i ekologiczne gospodarstwo mleczne, ale dzięki szerokiej gamie zajęć to znacznie więcej. Organizowane są także „Olimpiady Rolników” (gry integracyjne), a sale wynajmowane są na spotkania i przyjęcia. Dodatkowo prowadzony jest kurs „Rolnik i żona rolnika”. Gospodarstwo mleczne liczy około 140 krów. Jest to stado cielące się wiosną, które przez cały rok wybiega na zewnątrz i karmione jest możliwie dużą ilością świeżej trawy.
Śmiały ruch
Poszerzenie pola golfowego rozpoczęto w 2006 roku – opowiada nam Alfred, gdy siedzimy przy jego kuchennym stole. Pracował na farmie z rodzicami i bratem i zastanawiał się, jaki będzie następny krok dla firmy. „Po HAS zostałem hodowcą bydła mlecznego i przyszedłem na farmę. Cały dzień chodziłem po domu, ale coś przeoczyłem. Zwiększenie liczby krów mogło być możliwe, ale to mniej więcej to samo”. Potem przeczytał coś o Boerengolfie w magazynie Landleven. „Dało mi to do myślenia i bardzo się podekscytowałem. Reszta początkowo nie była za tym zbytnio przychylna, ale ostatecznie przeforsowaliśmy ten pomysł”.
Kiedy już zdecydowałem się na ten krok, okazało się, że był to dobry ruch. „Kiedy ludzie spacerowali po łące z kijem golfowym (kijkiem w drewnie), moi rodzice byli zachwyceni. Gościom również bardzo się podobało.” W tym czasie dojono 135 krów, a firma nie była jeszcze ekologiczna. Gdy w krótkim czasie oboje jego rodzice zachorowali, ekspansja branży i hodowla bydła mlecznego stały się zbyt dużym obciążeniem dla rodziny Brinksów. „Coś musiało się zmienić, bo pod względem czasu było to po prostu dla nas niewykonalne. Odkryliśmy również, że zwiększenie rozmiaru, czyli zwiększenie liczby litrów na krowę, niekoniecznie nas uszczęśliwia. Poza tym nigdy nie mieliśmy inwestycji tak szybko. Zwrot na pewno nie był ogromny. Oczywiście zajęło to też sporo czasu, ale naprawdę dobrze się przy tym bawiliśmy. Z tego powodu zdecydowano się kontynuować ekspansję, a od 2010 roku wielkość stada mlecznego nieco się zmniejszyła. Jego brat pozostał z nim w spółce partnerskiej.
System czystego wypasu
Firma przeszła również na tzw. ten rok System czystego wypasu, co oznacza, że jest całkowicie karmiony trawą. Natknęli się na to przez przypadek, dzięki projektowi. Cechą charakterystyczną tego systemu jest niższa cena wynikająca z oszczędności pracy, dzięki czemu krowy przetwarzają jak najwięcej świeżej trawy bezpośrednio na mleko. Przepływa przez nią własne mleko System Pure Graze nie było jednak możliwe. „To było dokładnie to, czego szukaliśmy, mniej intensywne i mniej zależne od pracy. Ponadto nasze krowy przebywają na zewnątrz przez cały rok. Mamy też tylko cielęta wiosenne. W ten sposób cały obraz był prawidłowy i mogliśmy to dobrze połączyć z gałąź ekspansji. Jeśli w kwietniu zakończy się wiosenne wycielenie, sezon golfowy dla rolnika rozpoczyna się od nowa. W 2017 roku spółka Alfreda i jego brata stała się organiczna.
Imprezy i kran z mlekiem
„Potem sytuacja w branży ekspansji uległa pogorszeniu, w pozytywnym tego słowa znaczeniu” – śmieje się Alfred. Dodano różne aktywności. Na przykład frisbee-golf. Podobnie jak gry integracyjne lub „Olimpiady Rolników”. Zaczęliśmy także wynajmować pomieszczenia na spotkania i imprezy sportowe lub nie. Organizowane są także przyjęcia dla dzieci. To wyjaśnia również flotę ciągników na pedały dla dzieci, które widzisz na podwórku, kiedy podjeżdżasz. Wymienione są tam kolory od John Deere po New Holland, z wózkiem lub bez. „W zasadzie tutaj jest wiele możliwości. Na imprezie można też pojechać po swojemu. «A jak będziesz miał jakieś pytania, to po prostu zadzwoń» – zawsze powtarzam. Na miejscu znajduje się także kran z mlekiem oraz sprzedawane są mięsa i sery z własnej firmy.
W ramach zajęć realizowany jest także kurs „Rolnik i żona rolnika”. „W zależności od wielkości grupy i wieku mamy gotowy program i wykonujemy różne czynności w gospodarstwie, takie jak karmienie i dojenie cieląt”. Na koniec odbędzie się quiz, po którym oczywiście nie powinno zabraknąć dyplomu – wyjaśnia Alfred. „Wtedy naprawdę zauważasz, że życie na farmie ożywa dla ludzi”.
Alfreda Brinksa
Dojenie trzy razy dziennie
W sumie poszerzanie gałęzi zajmuje sporo czasu. Sam Alfred nadal doi średnio sześć razy w tygodniu. Pozostałe doje wykonuje grupa stałych dojarzy. W gospodarstwie krowy doją się trzy razy dziennie. „Dzięki temu uzyskuję do 15% większą wydajność mleczną w porównaniu do mleka stosowanego dwa razy dziennie. Dzięki tej dodatkowej wydajności ponownie płacę dojarzom. W ten sposób mogę skupić się na poszerzającej się gałęzi po południu i wieczorem”. Zatrudnia także dwóch osobnych pracowników do celów rozbudowy, a jego żona i teściowa również częściowo mu pomagają.
Choć w dojarni spędza mniej czasu, Alfred czuje się na wskroś rolnikiem. Krowy są dla niego absolutnym priorytetem i mogą w dalszym ciągu robić swoje w ramach wybranego systemu hodowli. Nie ma ochoty podążać za nimi przez cały dzień i sprawdzać, czy sobie radzą. „W ten sposób moja praca sprawia mi dużo frajdy. Dodatkowo kontakt z ludźmi sprawia mi radość. Ostatecznie liczy się całościowy obraz.”
Perfekcyjne zdjęcie
Nie ma konkretnych planów ani większych zmian na przyszłość, ale firma nie robi nic, tylko stoi w miejscu. Stało się to jasne ponownie latem ubiegłego roku, kiedy nagle przybyło kilka krów. Już od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się, co jeszcze jest możliwe w firmie. „Wtedy przypadkiem przeczytałem wiadomość o bydle na sprzedaż. Bardzo nam to pasowało, bo te krowy były w 100% karmione trawą. Pomyślałem, że to w sam raz dla nas. I tak je kupiłem dwa tygodnie później, podczas gdy na początku nie było co do tego konkretnych planów. To właśnie mam na myśli: musi to pasować do obrazu.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.
To jest odpowiedź na Boerenbusiness artykuł:
[url=https://www.boerenbusiness.nl/melk/artikelen/10907344/groeien-in-kOEen-is-ook-maar-meer-van-hetsame]„Uprawa krów to coś więcej”[/url]