Zmienna pogoda odcisnęła swoje piętno na rynku nawozu naturalnego. W wielu miejscach rozrzucanie gleby nie jest już dozwolone, co ma wpływ na wysokość składek za obornik. Nie dotyczy to wszystkich rodzajów obornika, ale analiza rynku obornika przeprowadzona dla osób z branży pozwala określić, które ceny rosną.
W 2016 r., na początku sezonu obornika, obornik można było rozrzucać przez kilka dni z rzędu, ale ostatecznie deszcz pokrzyżował plany. Obawy wykonawców i pośredników koncentrują się głównie na czasie, jaki wkrótce będą mieli na rozrzucanie obornika. Nadzieją było, że od połowy lutego będzie można w pełni wykorzystać użytki zielone, co pozwoliłoby na rozłożenie prac. Teraz jednak nie wydaje się, aby tak było.
W zeszłym sezonie widzieliśmy, że cierpliwość, zwłaszcza rolników zajmujących się uprawą roli, zaczęła się kończyć, dlatego przeszli oni na stosowanie nawozów sztucznych. Ten „strach” jest już także uśpiony na rynku. W tym tygodniu zostaną wykorzystane ostatnie wolne przestrzenie w silosach na obornik, a potem nie pozostanie już nic innego, jak czekać, aż działki odpowiednio wyschną.
Podobne okoliczności występują również w dużych obszarach Niemiec, Belgii i Francji. Obecne okoliczności odbijają się negatywnie na rozwoju składek windykacyjnych. Zamiast oczekiwanego spadku wpływów z podatków, podatki za obornik trzodowy pozostają w stagnacji. W tym tygodniu stawki dotyczące obornika bydlęcego zostały nieznacznie skorygowane w dół.
