Dla pośredników i wykonawców zajmujących się nawozem naturalnym nastały stare czasy. Pracy i zadań nie brakuje, ale czasu brakuje.
Pomimo szybkiego tempa, wielu rolników decyduje się na zamówienie obornika w ostatniej chwili. Pomysł opiera się na problemach, z jakimi borykają się hodowcy zwierząt gospodarskich. Dotyczy to przede wszystkim hodowców zwierząt gospodarskich, którzy mają pełne doły i chcą pozbyć się swojego obornika „za wszelką cenę”.
Do niedawna hodowcy zwierząt gospodarskich starali się ograniczać ilość nawozu naturalnego. Mamy nadzieję, że zapotrzebowanie wśród rolników zajmujących się uprawą roli będzie większe niż w przypadku ich pełnych dołów obornikowych. Pogoda jest w tej sytuacji sędzią. To decyduje, która strona zostanie pokrzywdzona.
Rynek się rozluźnia
Wiosenna pogoda rozgrzewa telefony pośredników i wykonawców. Rolnicy uprawiający ziemię kierują się dewizą: zadzwoń dziś, dostarcz wczoraj, a hodowcy zwierząt gospodarskich masowo dzwonią do pośredników, aby zlecić im usunięcie obornika. Jak informują pośrednicy, dostawy nawozu naturalnego zaczynają się teraz opóźniać.
Materialnie ograniczony
Podobnie jak w latach ubiegłych, czynnikiem ograniczającym jest również sprzęt. W rezultacie niektórzy wykonawcy nie są w stanie wykorzystać w pełni swoich możliwości, co jest szczególnie irytujące. Zwłaszcza dlatego, że w ciągu kilku tygodni największy cios musiał zostać zadany rolnikowi zajmującemu się rolnictwem. Wynajęcie dodatkowych samochodów nie jest rozwiązaniem dla każdego, choćby po to, by oduczyć małpę wspinania się, jak krążą plotki.
Oczekuje się, że ze względu na czynniki sezonowe, w tym roku wiosną wysokość wpłat do kasy fiskalnej zmniejszy się tylko nieznacznie. Ponadto wielu hodowców zwierząt gospodarskich zadaje sobie pytanie: „Kto właściwie będzie odbierał mój obornik?”
