Około rok temu po raz pierwszy usłyszałem o problemach logistycznych hamujących globalne ożywienie gospodarcze. Początkowo chodziło głównie o transport kontenerów, które po dramatycznym spadku aktywności gospodarczej w związku z wybuchem pandemii znalazłyby się w niewłaściwych miejscach. Rezultatem był gwałtowny wzrost stawek frachtowych. Później pojawiły się doniesienia o gwałtownych wzrostach cen materiałów przemysłowych oraz dłuższych i niepewnych terminach dostaw.
Sytuacja ta doprowadziła do znacznie wyższej inflacji, choć znacznie większej w USA niż w strefie euro. Oczywiście najbardziej wzrosły ceny hurtowe, aw szczególności ceny producentów. Ale ceny konsumpcyjne również nie pozostały bez zmian. Później okazało się, że na świecie brakuje chipów, a rynek pracy w wielu miejscach znacznie się zacieśnił, wywołując dyskusje o tym, czy wzrost płac przyspieszy do poziomu, który utrwali proces inflacyjny.
To są niezwykłe okoliczności dla makroekonomisty takiego jak ja. Kierujemy się żelazną logiką. Jeżeli zakłócenia logistyczne spowodują wzrost cen, wzrost cen wywoła „odpowiedź podaży”. Na przykład, jeśli koszt transportu kontenerów drogą morską wzrośnie pięciokrotnie, warto wysłać puste kontenery tam, gdzie są potrzebne. A wyższe ceny materiałów zachęcą dostawców do oferowania więcej. Ergo, ten problem zostanie rozwiązany w mgnieniu oka. Bynajmniej!
W bankach centralnych pracuje wielu makroekonomistów takich jak ja. Nic więc dziwnego, że nieco zbagatelizowali znaczenie zakłóceń logistycznych i odrzucili – a właściwie nadal lekceważą – te problemy, jak również wynikającą z nich wyższą inflację, jako tymczasowe. Dużym problemem jest jednak to, że te zakłócenia nadal istnieją. W rzeczywistości nic nie wskazuje na to, że zostaną one naprawione w dającej się przewidzieć przyszłości.
Liczby IHS Markit wskazują na osłabienie wzrostu
Wczoraj IHS Markit opublikował wstępne wyniki swoich comiesięcznych wrześniowych badań zaufania biznesowego dla wielu krajów. Zanim wszyscy się zestresują, zaufanie przedsiębiorców jest nadal wysokie, a liczby są zgodne z ciągłym wzrostem gospodarczym. Ale spada również zaufanie. Najszersza miara, złożony indeks (przemysł i usługi) dla strefy euro spadł z 59,0 w sierpniu do 56,1 we wrześniu.
Pierwsze zdjęcie przedstawia subindeks produkcji (produkcja). To ładnie pokazuje, że branża ma trudniej niż sektor usług, ale też, że poziom bezwzględny trzeba jeszcze scharakteryzować jako bardzo wysoki w perspektywie historycznej.
Inna dynamika inflacji niż w przeszłości?
Kolejne 2 zdjęcia, podobnie jak pierwsze, pochodzą z komunikatu prasowego IHS Markit. To, co chcę tutaj poruszyć, to to, czy inflacja rośnie iw jakim stopniu. Następne zdjęcie pokazuje subindeks cen, które według przedsiębiorców płacą za swoje wkłady. W branży wskaźnik ten jest na wysokim poziomie. Zdecydowana większość przedsiębiorców zgłasza wyższe ceny nakładów. Niemniej jednak dzisiejszy bezwzględny poziom nie przekracza znacznie poziomu z około 2011 roku. Przedsiębiorcy odnotowują również wzrosty cen w sektorze usług, i tutaj również poziom bezwzględny nie odbiega zbytnio od minionych szczytów.
Poniższy rysunek pokazuje, co przedsiębiorcy mówią o cenach, które sami naliczają swoim klientom, czyli „cenach produkcji”. Tutaj obecne poziomy, zarówno w przemyśle, jak i usługach, znacznie przewyższają minione szczyty. Logiczny wniosek jest taki, że przedsiębiorcy są obecnie w stanie lepiej przenosić wzrost kosztów niż w przeszłości przy porównywalnym wzroście kosztów. Jeśli o mnie chodzi, oznacza to, że ryzyko inflacji może być nadal większe i trwalsze niż twierdzą bankierzy centralni. Z drugiej strony, nie mamy doświadczenia z takimi warunkami gospodarczymi jak teraz i wolałbym raczej stwierdzić, że pozostaje to „z ręką na pulsie”, niż że bankowcy centralni zdecydowanie się mylą.
Ostatecznie kluczem będą zarobki. Jak dotąd oznaki materialnego przyspieszenia wzrostu płac ograniczały się do anegdotycznych dowodów. Twarde liczby nie potwierdzają jeszcze, że wzrost płac gwałtownie przyspiesza. Ale to, co nie jest, może nadejść, a im krócej trwa niedobór siły roboczej, tym większa szansa, myślę.
W liczbach iw komentarzu do komunikatu prasowego IHS Markit uderza mnie również to, że zakłócenia logistyczne zaczynają być teraz naprawdę problematyczne. Terminy dostaw stale się wydłużają, podobnie jak zaległe prace.
Ifo używa słowa na R
Obraz ten znajduje również odzwierciedlenie w tzw. indeksie Ifo. Ten dobrze znany i wiodący indeks mierzący zaufanie przedsiębiorców w Niemczech spadł we wrześniu trzeci raz z rzędu. W czerwcu osiągnięto maksimum 101,9, we wrześniu spadło do 98,8. Spadła głównie wycena przyszłości: 103,9 w czerwcu, 97,3 we wrześniu, podczas gdy wycena bieżącej sytuacji po czerwcu początkowo poprawiła się, ale spadła do 100,4 we wrześniu po szczytowym 101,4 w sierpniu.
Księgi zamówień pozostają bogato wypełnione, ale napływ nowych zamówień zwalnia. Czy klienci są sfrustrowani długimi i niepewnymi terminami dostaw?
W komunikacie prasowym Ifo natknąłem się na zdanie: „Die Industrie erlebt eine Flaschenhals-Rezession” (w wersji angielskiej nazywa się to „wąskim gardłem recesji”), a więc w niemieckim przemyśle ma miejsce „wąskie gardło”. Słowo na „R” wydaje mi się raczej przedwczesne, ale faktem jest, że produkcja przemysłowa w Niemczech spadła w bilansie od końca zeszłego roku. I prawdopodobnie Ifo chciał przekazać wiadomość za pomocą słów i osiągnąć „poczucie pilności”
Poniższy obraz wyraźnie pokazuje, że oczekiwania na przyszłość już znacznie się obniżyły i szacunki obecnej sytuacji są niższe niż w okresie od 2017 do połowy 2019 roku.
Oczywiście nie jest to aż tak dramatyczne. Jeśli jednak problemy logistyczne nie zostaną rozwiązane, podciśnienie pozostanie. A gdzie to się kończy? Na razie ekonomiści, bankierzy centralni i inwestorzy nie mogą zrobić nic innego, jak tylko bacznie się temu przyglądać. Oczywiste jest, że makroekonomiści tacy jak ja zupełnie nie mają pojęcia o procesach logistycznych i nie mamy pojęcia, dlaczego problemy pozostają tak uporczywe. Byłoby zatem miło, gdybyśmy usłyszeli więcej od ludzi, którzy o tym wiedzą. A może ich tam nie będzie?
Fed będzie się zmniejszał
Jeśli postęp w osiąganiu celów politycznych będzie kontynuowany, Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych najprawdopodobniej ogłosi w listopadzie, że rozpocznie ograniczanie zakupów obligacji w grudniu. Stało się to oczywiste po spotkaniu politycznym Fed na początku tego tygodnia. To nie było zaskakujące. Kilku urzędników Fed już w przemówieniach jasno określiło swoje preferencje dla takiej polityki i wydawało się, że sprzeciw wobec niej jest niewielki. „Nie zdziw się”, tego właśnie chce Fed. Wstrząsy na rynkach finansowych pojawiają się między innymi wtedy, gdy zachodzą nieoczekiwane wydarzenia. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebuje Fed, jest szok finansowy. Tak więc komunikacja koncentruje się na kierowaniu oczekiwaniami, tak aby decyzje Fed były zgodne z tymi oczekiwaniami.
Nowością było to, że Fed zasygnalizował, że chce zakończyć program skupu aktywów około połowy 2022 roku. W rzeczywistości oznacza to „stopniowy proces” trwający 7 miesięcy lub 4 spotkania dotyczące polityki. Ponieważ Fed kupuje obecnie 120 miliardów dolarów miesięcznie, rozsądne jest oczekiwanie, że cięcie o 30 miliardów dolarów zostanie potwierdzone na każdym posiedzeniu w trakcie tego procesu. W 2014 r. Fed potrzebował około roku na proces ograniczania, więc teraz tylko około połowy. Mogę się z tym zgodzić, bo ożywienie gospodarcze jest teraz dużo bardziej przekonujące niż wtedy, a inflacja jest dużo wyższa.
Niezwykle duża korekta kalkulacji PKB w Holandii
W sierpniu Urząd Statystyczny opublikował pierwsze szacunki PKB w drugim kwartale. Analitycy spodziewali się wówczas średniego wzrostu (kwartał do kwartału) o 1,6%. Rzeczywista liczba znacznie przekroczyła te oczekiwania: 3,1%. W tym tygodniu CBS opublikowało nowe, zaktualizowane dane. Wygląda na to, że nasza gospodarka wzrosła o 3,8%. To gigantyczna korekta: z 3,1% do 3,8%. Zazwyczaj taka korekta ogranicza się do jednej lub dwóch dziesiątych. Urząd Statystyczny Holandii poinformował, że gwałtowna korekta w górę wynika głównie z wydatków konsumenckich, zwłaszcza konsumentów, ale najwyraźniej także z wydatków rządu.
Ostatnie zdjęcie pokazuje, że realny PKB prawie powrócił do poziomu sprzed pandemii. To jest piękne. Zakres przeglądu wskazuje, jak duże są obecnie niepewności wokół pomiaru aktywności gospodarczej.
Jury wciąż nie ma
Patrząc na ostatnie dane dochodzę do wniosku, że wzrost w gospodarce światowej trwa, ale słabnie. Wyzwania logistyczne pozostają bardzo uporczywe i stopniowo hamują aktywność. Jak rozwiną się te problemy, nie śmiem przewidzieć. Jeśli będą kontynuowane, inflacja będzie mniej przejściowa, niż twierdzą bankierzy centralni. W takim scenariuszu prognozy wzrostu gospodarczego zostaną niewątpliwie obniżone w najbliższej przyszłości. Nie można jednak wykluczyć, że problemy te zostaną skutecznie rozwiązane. W takim przypadku może dojść do eksplozji wzrostu.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.