Odroczenie głosowania nie jest mistrzowskim posunięciem, ale aktem desperacji. To tylko kwestia czasu, zanim brytyjska premier Theresa May zostanie matem.
Sposób, w jaki brytyjski premier grzęźnie w negocjacjach, przypomina pierwszą partię początkującego szachisty. Ponad rok temu postawiła się na straconej pozycji, rozpisując przedterminowe wybory. May miała nadzieję na wzmocnienie swojej pozycji przed negocjacjami z Unią Europejską (UE).
Zamiast tego Partia Konserwatywna straciła absolutną większość w Izbie Gmin. Teraz musi współpracować z północnoirlandzką partią DUP, co jest przeszkodą nie do pokonania w znalezieniu rozwiązania dla granicy z Irlandią.
Maj kupuje czas
Wtedy May straciła wszystkie swoje pionki 1 za 1: szereg ministrów zrezygnowało, częściowo dlatego, że nie zgadzali się ze sposobem, w jaki podeszła do negocjacji. Porażka wydawała się nieunikniona, ale dzięki poświęceniu kawałka May teraz zyskuje trochę czasu.
Głosowanie nad jej umową Brexit z UE (zaplanowaną na wtorek 11 grudnia) zostało przełożone na czas nieokreślony. May zagroził, że przegra głosowanie ogromną przewagą.
Desperacyjna ofensywa
W swoim kraju May wpada na mur, więc oczywiste jest, że spróbuje szczęścia w UE. Wizyta przy śniadaniu u premiera Marka Rutte'a jest pierwszym posunięciem w desperackiej ofensywie mającej na celu wynegocjowanie nieco korzystniejszych warunków.
Jednak kilku przywódców dało jasno do zrozumienia, że May musi zadowolić się obowiązującym porozumieniem. A tymczasem zbliża się dzień Brexitu (29 marca 2019 r.). Irytujące jest to, że konsekwencje są wtedy nieskończenie większe niż w przypadku przegranej partii młodego szachisty.
tylko przegrani
W Brexicie bez porozumienia są tylko przegrani. Trybunał Obrachunkowy niedawno obliczył, że w nadchodzących latach Niderlandy stracą 2,3 mld euro na dodatkowych składkach, wyższych kosztach celnych i innych kwestiach. Oczywiście najmocniej ucierpi Wielka Brytania. Recesja jest nieunikniona i do 2035 roku gospodarka będzie o 10% mniejsza niż przy przyzwoitym układzie. Nic dziwnego, że w poniedziałek 10 grudnia funt spadł o ponad 1,5% w stosunku do euro.
To się okaże, dopóki May nie zda sobie sprawy, że to tylko kwestia czasu, zanim zostanie zamatowana. Kiedy sfrustrowana przewraca planszę i odchodzi, otwiera świetną okazję do zakupu funtów po absolutnie najniższym kursie. Interesy zarówno UE, jak i Wielkiej Brytanii są po prostu zbyt wielkie, by ryzykować zdezorganizowany Brexit. Tymczasem świat walutowy może przygotować się na kolejną przejażdżkę kolejką górską.
© Analiza rynku DCA. Niniejsza informacja rynkowa podlega prawu autorskiemu. Zabrania się reprodukowania, rozpowszechniania, rozpowszechniania lub udostępniania treści osobom trzecim za wynagrodzeniem w jakiejkolwiek formie bez wyraźnej pisemnej zgody DCA Market Intelligence.